Jesteś tutaj: Home // Idee i polemiki // Fałszywy egalitaryzm mikronacyjnych plemion – polemika z szamanami z kręgu sarmacko-wandejskiego

Fałszywy egalitaryzm mikronacyjnych plemion – polemika z szamanami z kręgu sarmacko-wandejskiego

W fejsbukowym komentarzu[1] do mojego tekstu opublikowanego na łamach „Nowego Średniowiecza”[2] Anarchia Napalm Perun, obywatel Wandystanu i dekomeron socjogramu, zauważył, że we własnej pracy naukowej powołuje się na tych samych autorów i podobne teorie. Zgodził się ze mną, że w naukowej analizie mikronacji warto powoływać się na Marca Augé, Johna P. Barlowa, Hakima Beya i Michela Maffesolego (przywołując znaną koncepcję „nowoplemion”[3]). Nawiasem mówiąc, w artykule wykorzystałem również kilka innych paradygmatów, mając na celu ukazanie mikronacji w szerokiej perspektywie badawczej.

Perun wyraził wątpliwość, czy warunki panujące w świecie wirtualnym rzeczywiście są tak znacząco odmienne, jak utrzymuję to w moim tekście. Jednocześnie kwestionuje zasadność interpretowania stosunków panujących w społeczeństwach mikronacyjnych w kategoriach arystokratyzmu ducha i pozornego egalitaryzmu (de facto elitaryzmu). „Tak, mikronacje są hierarchiczne, ale tylko z uwagi na dobrowolność udziału” – powiada Perun, choć zdanie to mógłbym przypisać sobie, o czym dalej. Najpoważniejszym oskarżeniem dla mojego stanowiska było stwierdzenie, że w swej analizie celowo pominąłem niepasujący do moich tez Wandystan – czwarte najstarsze w gronie istniejących do dziś polskie państwo wirtualne. W tym kontekście dekameron wspomina o innych, obok konserwatywnej, wzajemnie przenikających się ramach ideowych w Mikroświecie.

 W odpowiedzi na postawione zarzuty, w pierwszej kolejności chciałbym podziękować za przychylny komentarz Peruna. Sytuacja rokuje nadzieje na to, że pomimo odmiennych poglądów na świat i kilku kontrowersji, możliwe jest znalezienie nici porozumienia.

Owszem – mikronacje są hierarchiczne (a zatem nieegalitarne) i dobrowolne zarazem. To jedna z tez mojego tekstu, wyrażona poprzez zacytowanie i poparcie Barlowa, jego słów o braku fizycznego przymusu w Deklaracji Niepodległości Cyberprzestrzeni. Nie zapomniałem o Wandystanie. Od lat obserwuję tę społeczność jako jedną z najciekawszych w mikroświecie. Regularnie czytam wandejską listę dyskusyjną. Mandragorat został zresztą wspomniany w tekście – w ustępie, gdzie mówię o arystokracji, która udaje, że nią nie jest, stosując nazwę „awangarda proletariatu”. Jako etnopluralista wysoce sobie cenię oryginalność, odrębność i żywotność wandejskiej kultury. Interpretując jednak wandejski system polityczny, uznałem, że „mandragor” jest w rzeczywistości monarchą, „awangarda proletariatu” arystokracją, a zatem Mandragorat jest państwem monarchicznym (a nawet gdyby nie – należy zauważyć, że jedno z głównych źródeł jego kulturowych remiksów, realny komunizm, wytworzył najbardziej hierarchiczne i antyegalitarne systemy polityczne XX w.). Część Wandejczyków i innych obserwatorów może się z tym nie zgodzić, ale nie może zarzucić mi, że pominąłem Wandystan. Nie jest to możliwe w przypadku państwa o tak starych i wyjątkowych tradycjach, promieniujących poprzez instytucję kościoła świeckiego daleko poza granicami Mandragoratu. Podobny błąd równałby się fałszowaniu badań.

 „Sprawiedliwość polegająca na dawaniu każdemu według tego, kim jest naprawdę, to nadinterpretacja” – powiada dalej Anarchia Napalm Perun. Odpowiem, że wszystkie „każdemu według…” mogą różnie realizować się w praktyce codzienności, gdy intencje i serca aktorów scen mikronacyjnych nie zawsze są czyste. Sądzę, że to rzecz jasna. Powołując się na pewnego scholandzkiego autora („bardziej niż czat zrównuje chyba tylko śmierć”), rysuję ramy ogólnych zasad i możliwości. Anonimowość i bariera ekranu dają w pierwszej kolejności możliwość wglądu w psychikę człowieka, biorąc w nawias upośledzenie społeczne, fizyczną brzydotą i inne bariery, jakie towarzyszyć mogą poznawaniu w świecie rzeczywistym. Ma to określone konsekwencje – jeśli dany mikronauta posiada pewne talenty, może je realizować z mniejszymi niż w realu, choć czasem i tu obecnymi, przeszkodami czynników zewnętrznych. Zauważył to już Barlow, którego stanowisko częściowo krytykuję za brak odwołania  do nowej hierarchii nowoplemion. Mechanizm nie działa jednak w sposób doskonały, jak w niemożliwej do pełnego urzeczywistnienia, komunistycznej utopii. Zauważył to już mój redakcyjny kolega Jacques de Brolle na łamach pisma „OKNO” z 2004 r., stwierdzając że kompleksy i stygmaty realowego karła, który może grać olbrzyma, prędzej czy później dosięgną go niczym miecz Damoklesa[4]. Już wtedy w Dreamlandzie, niejako niezależnie pojawiło się sformułowanie „fałszywy egalitaryzm”; podkreślono wiarę w „moc modelującą” Internetu, którą pragnę podkreślić i ja. Jednocześnie zaprzeczam, abym wierzył w jego moc leczniczą i magiczną. Nawet platoński świat czystych idei nie jest Królestwem Niebieskim po Paruzji.

Kolejne spostrzeżenie Peruna dotyczy wielości ram ideowych w mikroświecie, która nie ogranicza się tylko do „konserwatyzmu”. Tak, różnorodność nurtów Mikroświata jest naocznie widoczna. Owszem, można mówić o różnych, przenikających się ramach. Hierarchia i monarchizm jest jednak pierwotnym fundamentem we wszystkich dobrze poznanych przeze mnie sektorach językowych, choć w samym artykule ograniczyłem się do Kingdom of Talossa dla sektora anglojęzycznego i Królestwa Dreamlandu dla polskiego. Jest też zwykle nurtem dominującym, na co wskazuje artykuł w „Gazecie Furlandzkiej”[5], który stał się przyczynkiem do powstania innego mojego tekstu[6]. Tam też wyróżniłem nurt odwołujący się do nowożytnych utopii. Dziś jego odrębność uważam za niewiele znaczącą – nie tyle ze względu na niewielką liczebność reprezentantów, co jakościowo – mutację. To ten sam „zew Złotego Wieku”, manifestujący się jedynie bez zbędnego, w myśl jego partycypantów, historycyzowania. Rzadko też odwołania do równości wykraczają poza figury retoryczne, co zobaczyłem na przykładzie Wandystanu.

            Autorem drugiego komentarza do mojego artykułu jest Ivo Karakachanow, dawniej znany jako Maar Ingwaar, król-senior Natanii, sprawca odrodzenia Królestwa jako regent po śmierci Natana I, dziś Kanclerz Księstwa Sarmacji z ramienia Frontu Ludowo-Monarchistycznego. W tym przypadku nieco trudniej mówić o merytorycznej krytyce. Została ona oparta na wyrwanym z kontekstu zdaniu, które arbitralnie uznano za „nienaukową manierę”. Karakachanow ograniczył się do orzeczenia „dyskwalifikacji” tekstu z uwagi na „prostą projekcję poglądów politycznych” jego autora. Z kolei wszystkie przywołane wyżej paradygmaty i stanowiska badawcze, o jakich wspomniałem wyżej, przede wszystkim tradycjonalizm integralny, zostały tutaj nazwane „wynalazkiem” – w mniej dosłowny sposób zasugerowano ich „nienaukowość”.

Po pierwsze, „Nowe Średniowiecze” jest magazynem zarówno naukowym, jak ideowym, a do tradycjonalizmu integralnego odwołuje się nie od dziś, ale od początku i pierwszych założeń („Dlaczego «Nowe Średniowiecze»?”).

Po drugie, Nauka nie jest Prawdą ostateczną i prawdą obiektywną, choć stara się nią być,  od wieków próbując dotrzeć do arché (i chwała jej za to – to jej cel i powód bytu). Nauka jest wytworem kultury,  jej integralną częścią. „Oprócz rozumu, szkiełka i oka, w nauce liczy się tradycja wypracowana przez pokolenia ludzi zajmujących się poszczególnymi jej dyscyplinami” – podpowiada nam o. Jacek Norkowski. Owe tradycje nazywane są „paradygmatami” , a paradygmat to nic innego niż „światopogląd” naukowy. Światopoglądy nieuchronnie przenikają się ze sobą, ponieważ ludzie z rozdwojeniem jaźni są mimo wszystko mniejszością w społeczeństwie. Przykładem niech będzie marksizm – bowiem Marks umarł jako ekonomista, ale nie jako socjolog i antropolog. Nauczano mnie, że główny „zarzut” wobec kulturowego marksizmu brzmi, że jest on światopoglądem. Niektórzy (w tym i ja) idą dalej i uznają marksizm za formę religii czy też para-religii. W rzeczy samej, dla mnie to żaden „zarzut”. Człowiek potrzebuje pełnego i spójnego wyjaśnienia rzeczywistości i jeśli któraś myśl posiada taką zdolność, można tylko pogratulować jej twórcom. A jeśli krytykować ich, to ze względu na treść ich tez, a nie za pomocą „słów-kluczy”, etykiet w rodzaju urojonej „nienaukowości” związanej z brakiem „neutralności”, bowiem taka krytyka nie jest merytoryczna.

Wielość paradygmatów, brak jednego dominującego nurtu i upadek wielkich narracji jest charakterystyczny dla epoki ponowoczesnej, choć w rzeczywistości nie wyłącznie. Zdawać by się mogło, że podobny pluralizm „dotknie” tylko humanistów; nic bardziej mylnego: w tym samym stopniu ma miejsce na polu nauk przyrodniczych, uważanych za bardziej „empiryczne”. Scjentocentryczne społeczeństwa Zachodu zaczynają zauważać i doceniać inne rodzaje lecznicze niż biomedycyna (medycyna „konwencjonalna” i „naukowa”), takie jak akupunktura, homeopatia i ajurweda. Okazuje się, że wiele paradygmatów opartych na tworzonych często przez wieki tradycjach zostało ujętych w analogiczne ramy instytucjonalne, pod auspicjami których szkoli się specjalistów działających jak najbardziej na podstawie przesłanek o charakterze empirycznym. Oznacza to, że wielość historycznych i tradycyjnych punktów istnieje nie od dziś.

Juliusz baron Evola (1898-1974)

Nigdy nie dotrzemy do „czystej wiedzy” z pominięciem swoich życiowych doświadczeń i sądów, choć dążenie do Prawdy jak najdoskonalszej zawsze powinno nam przyświecać. Nie wyzbędziemy się ich, będą nam towarzyszyć zawsze i barwić niczym kolorowe okulary nasze widzenie świata; dlatego stoję na stanowisku, że „obiektywizm” jest wydmuszką pustą w środku. Oczywiście, nie powinno się kłamać, ani naciągać faktów do z góry założonych tez. Rzeczywistość powinno się badać, taką jaką jest, godząc się z faktami i nie fałszując ich obrazu; mimo tego ciągłe powoływanie się na ów nieistniejący „naukowy obiektywizm” w czystej postaci jest nadużyciem. To fikcja literacka. Tak, mój opis świata i Mikroświata jest subiektywny; co więcej, jest emiczny (ponieważ sam jestem mikronacjonalistą). Jednak z punktu widzenia wielu szkół antropologii jest to zaleta.

Po trzecie, tradycjonalizm integralny, wielonurtowy, występujący czasami pod innymi nazwami, nie jest żadnym „wynalazkiem”, ale jak najbardziej jednym z pełnoprawnych paradygmatów naukowych. Wprowadzili go do myśli naukowej i filozoficznej nie tylko jego główni twórcy, tacy jak wspomniany przeze mnie baron Julius Evola, Ananda Coomaraswamy, Frithjof Schuon  i szejk Abd al-Wahid Jahja. Twórca psychologii analitycznej, Carl Gustav Jung, czytywał dzieła Evoli, był nim zafascynowany. Z kolei najwybitniejszy religioznawca poprzedniego stulecia (o jungowskim nastawieniu), Mircea Eliade, znał obu panów, obaj wywarli na niego ogromny wpływ; z dumą podkreślał, że jest przyjacielem Evoli.

Po czwarte, próby dyskwalifikacji tekstu na podstawie dowolnie wyrwanego z kontekstu, krótkiego fragmentu znowuż niewiele mają wspólnego z merytoryczną krytyką. „Prawdopodobne nieuświadomienie tego wymiaru rzeczywistości przez sprawców aktu kreacji Mikroświata nie ma kompletnie znaczenia” –  fraza ta, odnosząca się do domyślnego układu odniesienia polskich mikronacji, jakim moim zdaniem jest hierarchiczna monarchia, została wypreparowana z kontekstu i skrytykowana przez Karakachanowa. Tymczasem czynię tu po prostu odwołanie do psychologii głębi, choć być może występuję tu w roli jej początkującego adepta. Nie jest to jednak żadna „prosta projekcja” własnych poglądów, w dodatku „politycznych”. Polityka zupełnie mnie nie zajmuje. Nawet gdyby sprowadzić omawiane idee do parteru „poglądów politycznych”, to nie potrzebowałem żadnej „projekcji” czy inżynierii, ponieważ prekursorzy mikronacjonalizmu sami, z nieprzymuszonej woli i bez mojej ingerencji, zakładali hierarchiczne Królestwa, Cesarstwa i Księstwa, czynili podług zasług swoich poddanych baronami i hrabiami, odpowiadając na wezwanie do powrotu do antycznych i mediewalnych wartości w świecie ponowoczesnym. Nie potrzebuję żadnej projekcji, aby określić ich „monarchistami”, bo trudno, aby nimi nie byli, wyrażając monarchizm w czynie i akcie kreacji. Czyn ma większą wagę od słowa.


[1] Księstwo Sarmacji – Facebook, wpis z 3 kwietnia 2012 r., https://www.facebook.com/sarmacja/posts/352814484770511.

[2] Wzmiankowany artykuł stanowi próbę wyjaśnienia natury i pochodzenia fenomenu mikronacji w perspektywie antropologiczno-filozoficznej. Zob. S. McMelkor, Tożsamość i utopia. Ruch mikronacyjny oczami antropologa,  „Nowe Średniowiecze” 2012, http://staramonarchia.wordpress.com/2012/04/03/tozsamosc-i-utopia-ruch-mikronacyjny-oczami-antropologa/.

[3] M. Maffesoli, Czas plemion. Schyłek indywidualizmu w społeczeństwach ponowoczesnych, tłum. M. Bucholc, Warszawa 2008.

[4] J. de Brolle, Warto wadzić się z Kriegiem albo Żywoty urojone, „OKNO” 2004, nr 18, http://www.archiwum.dreamland.ty-i.net/archiwum/dreamland/okno/18/2.htm.

[5] K. Nagisa, Polskie mikronacje – od zera do bohatera, „Gazeta Furlandzka” 2006, nr 4 (7), zob. http://www.gazeta.furlandia.net/.

[6] Zob. S. McMelkor, Przeciwko współczesnemu mikroświatu, „Nowe Średniowiecze” 2011, http://staramonarchia.wordpress.com/2011/07/13/przeciwko-wspoleczesnemu-mikroswiatu/.

Tagi: , , , , , ,

2 komentarze do " Fałszywy egalitaryzm mikronacyjnych plemion – polemika z szamanami z kręgu sarmacko-wandejskiego "

  1. Ingawaar pisze:

    Polityka nie nauka. Zwłaszcza te wszystkie niszowe pseudonaukowe teorie w rodzaju barona Evoli. Zahaczają wręcz o faszyzm…



Copyright © 2012-2018 KURIER – Mikronacyjny Serwis Prasowy. All rights reserved.
Designed by Theme Junkie. Powered by WordPress.