Jesteś tutaj: Home // Nowy Kontynent (Vaarland/Estella) // OPM: koniec pewnego złudzenia

OPM: koniec pewnego złudzenia

W styczniu minęła piąta rocznica powstania Organizacji Polskich Mikronacji. W okrągłą rocznicę nie wystrzeliły jednak korki szampanów, a w górę nie poszybowały fajerwerki. Wobec zupełnego zamilknięcia dyskusji w Gmachu Narodów, przypieczętowanego niemożnością dokonania skutecznego wyboru nowego Sekretarza Generalnego, misja OPM w dotychczasowej formule dobiega, jak się wydaje, nieuchronnego końca. We wtorek swoją rezygnację ogłosił publicznie Piotr diuk Kościński, przez kilka ostatnich lat będący twarzą Organizacji i gospodarzem popularnych „szczytów” w warszawskiej redakcji jednego z ogólnopolskich dzienników prasowych. O centrali mikronacyjnej dyplomacji mówi się dziś albo źle, albo wcale. Do tematu trzeba będzie jednak wkrótce wrócić – choćby po to, by wyprawić Organizacji stosowny pogrzeb. Co powstanie na zgliszczach Gmachu Narodów?

Piotr Paweł I – „Król Hasselandu, Pan na Razuri, diuk starohasselandzki”. 6 września Piotr Kościński wygłosił swoje pierwszej Orędzie w charakterze monarchy

 Jak krew w piach

W przemówieniu pożegnalnym, utrzymanym w duchu znanej mowy odchodzącego na zasłużoną emeryturę Jerzego Waszyngtona, Kościński przyznał, że konieczna jest „nowa formuła” Organizacji. Dorzucił kilka ogólnych uwag o wszechobecnym kryzysie demograficznym, który w opinii części komentatorów odbiera dziś chleb mikronacyjnym dyplomatom. Podobnie jak amerykański prezydent, który w swoim gorzkim przemówieniu pożegnalnym podkreślił niedemokratyczny charakter ewentualnej trzeciej kadencji, Kościński przyznał, że w obecnych warunkach dalsze okupowanie urzędu szefa OPM byłoby co najmniej sprzeczne z Kartą. O ile jednak Waszyngton zostawiał po sobie sprawnie naoliwiony mechanizm i przeświadczenie, podzielane przez niemałą część białej populacji młodej republiki amerykańskiej, że przed krajem stoją rzeczy wielkie, Piotr Kościński zostawia po sobie dymiącą hałdę.

 Wyroki śmierci na Organizację wydał jednak nie kapitan, który do samego końca łatał dziury w tonącym statku, inicjując kolejne debaty „ostatniej szansy”, lecz państwa członkowskie, które nie dostrzegają dziś większych korzyści wynikających z aktywności w ramach organizacji międzynarodowej o rozcieńczonych kompetencjach i mgliście określonym kierunku działania. Na wyposażenie OPM w instrumenty przybliżające ją do statusu wirtualnego odpowiednika ONZ nie ma dziś większych szans. [Więcej o tej dyskusji w kolejnym tekście]

 Wyjąwszy elementy perswazji i psychologicznego nacisku, Organizacja nie ma praktycznie żadnych możliwości egzekwowania swoich uchwał i rezolucji*. Te ostatnie zresztą rodziły się w bólu, często po wielotygodniowych debatach i niepokojąco chaotycznych głosowaniach. W trakcie największej fali krytyki, jaka w ubiegłym roku dotknęła Gmach Narodów za sprawą publicystów z Samundy, Wurstlandii i Al Rajn, Organizacji wytykano przede wszystkim pasywność i bezradność wobec podstawowych bolączek polskiego mikroświata. Wyjąwszy gorączkową kadencję Kryspina von Lichtensteina, przedstawiciele OPM stronili od debat toczonych na forach dyskusyjnych państw członkowskich, a pod szyldem Organizacji nie zorganizowano żadnego dużego przedsięwzięcia o charakterze ogólnomikronacyjnym – o ile w ogóle istnieje zapotrzebowanie na tego rodzaju inicjatywy. Od roku polski mikroświat de facto toczy się pod nieobecność OPM.

 Co po OPM?

W grę wchodzi co najmniej kilka równorzędnych opcji. Jedna z nich zakłada złożenie wniosku o samorozwiązanie Organizacji i powrót do idei regionalnych organizacji międzyrządowych. Inne – gruntowne odchudzenie struktur i regres do formuły Forum Polskich Mikronacji (2003-2007), bezpośredniej poprzedniczki OPM. Mniej prawdopodobny wydaje się powrót do koncepcji Czekańskiego, zakładającej powstanie zupełnie nowej organizacji międzynarodowej, budowanej w oparciu o 3-4 największe pod względem demograficznym państwa.  Rezygnacja diuka Kościńskiego, który przed tygodniem wygłosił swoje pierwsze orędzie w charakterze Króla Hasselandu, sama w sobie jest bardziej symbolem niż realną cezurą w prawno-administracyjnej rzeczywistości Organizacji. Kadencja Diuka na stanowisku szefa OPM dobiegła końca w ostatnich dniach maja, formalnie rzecz biorąc – nie było z czego rezygnować. Pałeczkę po Piotrze Kościńskim przejmie zasiadający od lipca w gabinecie Zastępcy Sekretarza Generalnego Kryspin van Buuren (d. Lichtenstein), prawdopodobnie jeden z ostatnich mikronautów zainteresowanych reanimacją Organizacji. W jaki sposób uratować coś, co wydaje się przegraną sprawą? O tym Buuren chciałby podyskutować w Gmachu Narodów w ramach konferencji poświęconej kondycji mikronacyjnej dyplomacji. Udział w imprezie potwierdziły rządy blisko dziesięciu mikronacji – w tym, co ciekawe, Federacja Al Rajn.

 Podobnych inicjatyw jednak nie brakuje. Opinie w sprawie OPM intensywnie sonduje obecnie rząd Księstwa Sarmacji. W wydanym na początku września oświadczeniu sarmacki Minister Spraw Zagranicznych zasygnalizował zamiar zorganizowania w Grodzisku spotkania, w trakcie którego gospodarze zaprezentowaliby „alternatywę dla OPM”. Zaproszenie do udziału mieliby otrzymać „przedstawiciele mikronacji małych i dużych”. Czym ma być owa „alternatywa”? Minister pozostaje enigmatyczny, ograniczając się do lapidarnego zapewnienia, że „na pewno będzie to powiew świeżości”. Z jedynej jak dotąd publicznej wypowiedzi Kanclerza na temat OPM przebija jednoznaczna niechęć do opuszczania struktur Organizacji. „Nie ma sensu wychodzić z jednego grobu i pakować się do drugiego” – przekonuje szef sarmackiego rządu. Do dyskusji nad przyszłością cywilizowanego świata zachęca powszechnie znany i lubiany Marcel Hans, który w Trizondalu chciałby zorganizować Światowy Kongres Intelektualistów. W trakcie Kongresu dyskutanci pochyliliby się m.in. nad kwestią współpracy międzynarodowej, wspólnej mapy i zagadnieniem wirtualnych konfliktów zbrojnych. Trudno będzie zignorować temat wirtualnego odpowiednika ONZ.

Havelock Jaskoviakus Anonimus (Prezydent Rzeczypospolitej Eskwilińskiej) odważnie na forum sarmackim: „Pollinowi przyda się imperium. Mówię poważnie, choć przypuszczam, że nie brzmi to najlepiej. R-świat przez wiele lat miał jedno supermocarstwo, które kreowało politykę na świecie. Przez moją sympatię dla KS, chciałbym, że Księstwo odegrało tę rolę dla Pollinu”.

 Upadek OPM prowokuje do stawiania pytań o zasadność kopiowania rozwiązań ze świata rzeczywistego i odtwarzania ich w skali 1 : 1 w kilkusetosobowym uniwersum państw internetowych. Jest całkiem możliwe, że w naszych warunkach nie ma miejsca na organizację międzynarodową o rozbudowanej administracji i szerokich kompetencjach, ograniczających państwom narodowym pole działania. Jak pokazuje doświadczenie ostatnich lat, międzynarodowa społeczność mikronacyjna doskonale radzi sobie bez biurokratycznych pośredników o niejasnych intencjach. W ostatnim roku obserwujemy przesunięcie punktu ciężkości z poziomu globalnego na regionalny. Prawo do rozstrzygania w spornych kwestiach coraz częściej zastrzegają dla siebie tzw. kongresy kontynentalne, jak to ma miejsce w przypadku położonych państw Kontynentu Wschodniego (Orientyka/Ostia/Osztia) i Nowego Kontynentu (Estella/ Vårland). W trakcie takich imprez, często ciągnących się całymi tygodniami, dyskutuje się o  kluczowych dla całego regionu sprawach – poczynając od kwestii zagospodarowania ziem niczyich i wspólnego kształtu mapy po zakres współpracy kulturalnej, wojskowej i gospodarczej. Doświadczenie ostatnich lat uczy jednak, że tego rodzaju twory zdają egzamin wyłącznie na stosunkowo niskim poziomie integracji politycznej, ograniczając formułę działania do trybu konsultacji międzyrządowych. Dowody? Fiasko Unii Mikrooceanii czy analogicznych organizacji na obu wspomnianych kontynentach. Również ślimacze tempo integracji w ramach Wspólnoty Korony Ebruzów (Dreamland + Elderland) stanowi dobrą ilustrację problemów, o jakich tutaj mowa.

 Być może sieć takich regionalnych kongresów byłaby pewną alternatywą dla OPM, która w trakcie swej pięcioletniej historii nie zdołała dojść do porozumienia nawet w kwestii wspólnej mapy. Można natomiast powątpiewać w sens powrotu do idei Forum Polskich Mikronacji. Warto pamiętać, że powstała na jej gruzach OPM miała być odpowiedzią na podstawowe niedostatki FPM. Towarzysząca ostatnim tygodniom  istnienia Forum debata do złudzenia przypomina dyskusje znane nam z Gmachu Narodów OPM. Warto przypomnieć słowa reprezentującego Austro-Węgry cesarza Franciszka Józefa II, który w grudniu 2006 postawił następującą diagnozę:

Wiele razy już próbowano reformować Forum Polskich Mikronacji i nikomu jak dotąd się nie udało. Można by rzec, że Forum jest niereformowalne, ale ja bym tu raczej użył stwierdzenia, iż stanowi ono pewną tradycję, niezmiennną i z pewnością niemożliwą do naruszenia.

* Dla przykładu zgodnie z Konwencją w sprawie nienaruszalności integralności terytorialnej polskich mikronacji najwyższą sankcją karną w przypadku pogwałcenia postanowień dokumentu – a mówimy tu m.in. o zbrojnej agresji lub animowanej z zewnątrz próbie doprowadzenia do secesji –  jest wykluczenie z grona państw członkowskich OPM. W przypadku państw nie będących członkami OPM konwencja nie przewiduje żadnych sankcji.

Tagi: , , ,

3 komentarze do " OPM: koniec pewnego złudzenia "

  1. Misiek Koterski napisał(a):

    Ta, w piach od razu.

  2. Charles napisał(a):

    Interesujący i wyczerpujący artykuł, przeczytałem z przyjemnością! I w zasadzie zgadzam się z większością tez tutaj zawartych. Gratuluję autorowi inteligencji i politycznego zmysłu!

  3. MHans napisał(a):

    O widzę, że o kongresie już poszła plotka ;) Co do artykułu, to dobrze, że ktoś się tym zajął, aczkolwiek nic z tego (jak zwykle) pewnie nie wyniknie.
    Mam też jeszcze wątpliwości, co do tego czy tak lubiany jestem :)

Dodaj komentarz

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.



Copyright © 2012-2014 KURIER – Mikronacyjny Serwis Prasowy. All rights reserved.
Designed by Theme Junkie. Powered by WordPress.