Jesteś tutaj: Home // Zachód // The Iron Lady: Rozmowa z Karoliną von Lichtenstein

The Iron Lady: Rozmowa z Karoliną von Lichtenstein

Prezentujemy Państwu nowy dział Kuriera – seria wywiadów ze znanymi osobistościami wirtualnego świata. Tak, tym razem wyjdziemy po za dreamlandzki półświatek by poznać inne, być może ciekawsze spojrzenie na v-świat…

Wywiad JE Karoliną von Lichtenstein

Na moje specjalne zaproszenie odpowiedziała JE Karolina diuczessa von Lichtenstein: Podkanclerzy, Pisarz Koronny, Marszałek Sejmu, Minister Spraw Zagranicznych, Wiceminister Infrastruktury, Promocji i Dyskryminacji, Lord Szambelan Królestwa Teutonii i Redaktor Naczelny Gazety Teutonskiej.

Uff… mam nadzieje ze niczego nie pominąłem :)

Rozmowa odbyła się w zaciszu mego zamkowego gabinetu. Ogrzewani ciepłem kominka i świetnego dreamlandzkiego wina, jeszcze ze starych zapasów Jej Królewskiej Mości i Książąt Solardyjskich.

 

 

Sted Asketil: Dobry wieczór :) Na stronach Księstwa Sarmacji w profilu JE Karoliny diuczessy von Lichtenstein czytamy:

„Karolina Azoramath-Arped, z d. von Lichtenstein, urodzona w Scholandii, sercem Sarmatka z Trizondalu, obywatelstwem Teutonka, posiadaczka honorowego obywatelstwa Gellonii i Starosarmacji, nieuleczalna grafomanka, biurokratka większa niż PMK, Pierwszy No-life Sarmacji.” [1]

„Pierwszy No-life Sarmacji” – czy Twoje zainteresowanie mikronacją to jeszcze pasja czy już uzależnienie? Powiedziałaś mi pewnego razu ze IRC czy forum KS (nawet na zjazdach, z telefonu!), jest stałym elementem Twego realnego życia. Czy godzisz świat z realny z wirtualnym, czy tez może zaciera Ci się ta granica?

Karolina von Lichtenstein: Dobre pytanie, Stedzie :) Już dawno przestałam traktować mikronacje jako byt czysto wirtualny, egzystujący tylko za monitorem. Ludzie poznawani w mikronacjach nie są w końcu robotami, a żywymi ludźmi – z wieloma się zaprzyjaźniłam, wielu z nich w znacznym stopniu wpłynęło na moje realne życie, na moje opinie, poglądy, zachowania. Pewien Książę w jednym ze swoich przemówień (przytaczam z pamięci, więc cytat niedosłowny, za co przepraszam) powiedział, że Sarmaci dla niego nie są już internetowymi znajomymi, lecz realnymi znajomymi poznanymi w Internecie. I z tym zdaniem mogę się zdecydowanie zgodzić. W końcu w mikronacjach zawiązano wiele znajomości, przyjaźni, ba, nawet związków – które skończyły się na kobiercu ślubnym. Tak, staram się godzić świat realny z wirtualnym, chociaż zdarzają się czasem dylematy typu: „Pójść spać czy poobserwować jeszcze ten flejm w komentarzach?” :) Niemniej jednak, w pewnym sensie dobrze jest rozróżniać granicę między oboma światami, jeśli mówimy np. o konfliktach międzyludzkich. Nie jest dobrze, gdy dwóch antagonistów przenosi swoje niesnaski z mikronacji do reala.

Sted Asketil: A jak na Twoją pasje reaguje rodzina, realni przyjaciele? Czasami trzeba pogodzić potrzeby wirtualnej ojczyzny z wymaganiami rodziców, męża, żony… Ja pamiętam że na mnie patrzono często jak na wariata, a zabawa trwa już przeszło dekadę. :)

Karolina von Lichtenstein: Powiem Ci, że pod tym względem akurat mam szczęście, a przynajmniej z mojego punktu widzenia to szczęście :). Moja rodzina zawsze była liberalna, jeśli chodzi o mój czas spędzany przed monitorem. Mniej więcej wiedzą, co to wirtualne państwa, ale nigdy nie łaknęli szczegółów. Czasem zdarzało mi się spóźnić na jakąś ważną uroczystość państwową, bo trzeba było wyprowadzić psa, ale wiadomo, real jest ciężki ;) Co do znajomych, kiedyś się dziwili, ale teraz powszechne stało się w naszym społeczeństwie siedzenie z nosem w telefonie podczas wypadów towarzyskich czy też sprawdzanie Facebooka podczas wizyty u kogoś, więc, hm, ciężko teraz o wywołanie zdziwienia czy wręcz wrażenia, jak to ująłeś, bycia wariatem. Ot, znak nowych czasów. Ale moje pięć mikronacyjnych lat to nic w porównaniu z Twoją dekadą, więc nawet nie śmiem się porównywać…

Sted Asketil: Mam nadzieję że Ci wygodnie? Może jeszcze trochę wina? Bardzo proszę… :) Przyznam szczerze iż przeprowadziłem małe śledztwo (Ty nazwałaś to plotkowaniem na Twój temat :D), dotyczące Twojej osoby… i gdyby nie to, pewnie jako obcokrajowiec o wielu rzeczach bym się nie dowiedział :) Zaczynamy?

Karolina von Lichtenstein: Ach, dziękuję, znakomite wino. Zawsze ceniłam smak dreamlandzkich trunków. Tak, myślę, że jestem gotowa na wszystkie pytania :-)

Sted Asketil: Czym charakteryzuje sie Twój diuczo-markizi obłęd? Ponoć się nasilił? Może wyjaśnisz czytelnikom o co chodzi z tajemniczym DMO? Powiem szczerze że dla mnie brzmi równie tajemniczo co PMS…

Karolina von Lichtenstein: A to zaskoczyłeś mnie tym pytaniem. Cóż, zacznę może od wyjaśnienia. Diuczo-Markizi Obłęd, w skrócie DMO, to jest tajemnicza choroba, na którą – według niektórych – mają zapadać arystokraci posiadający tytuł Diuka lub Markiza. W skrócie charakteryzuje się ona dziwnymi zachowaniami, o które normalnie byśmy tych ludzi nie podejrzewali. To tyle by było teorii, a w praktyce są ludzie, którzy aktywnie zwalczają teorię DMO i twierdzą, iż żadna taka choroba nie istnieje. Cóż, pewnie nigdy nie dotrzemy do prawdy… A co do pytania o mnie… Nic mi nie wiadomo o tym, żebym zapadła na DMO. Może tylko przejawiam większe tendencje do grafomanii niż zwykle… :)

Sted Asketil:Nieuleczalna grafomanka”, „diuczessa grafomaństwa” – to określenia które chyba słusznie przylgnęły do Ciebie, choć trzeba przyznać Twoje teksty nie są specjalnie znane w Dreamlandzie. Ostatnio Jacques arcyksiążę de Brolle polecił Dreamlandczykom „lekturę tego osobliwego wiersza”:

„Niczym samotny wędrowiec
pośród wybuchów armatnich
w morzu ognia szukam
n o r m a l n o ś c i” [2]

Przybliżysz nam kulisy powstania wiersza? Mam nie odparte wrażenie iż jakieś wydarzenie spowodowało że chwyciłaś za pióro…

Książę de Brolle tak Cie opisał: „Nie znam innego obywatela Księstwa Sarmacji, który miałby porównywalne zasługi w zakresie studzenia emocji i pacyfikowania awantur.”

Karolina von Lichtenstein: Właściwie to byłam i wciąż jestem nieco zdziwiona tym, że w Dreamlandzie zainteresowano się właśnie tym wierszem. Zasadniczo mało zajmuję się poezją, preferuję prozę jako formę wyrażania swoich myśli, jednak czasem po prostu najdzie mnie taka ochota, aby wyrazić się nieco oryginalniej. Ten konkretny wiersz powstał pod wpływem ówczesnej sytuacji w Księstwie — właściwie można ją określić jednym słowem: flejm. Po prostu zirytowały mnie niektóre postawy, spory, i będąc następnego dnia w szkole, cały czas miałam w głowie dwie ostatnie linijki z tego utworu (tak, podstępnie zachęcam do zajrzenia do niego). A reszta… jakoś się napisała, jak to z wierszami bywa. Głównie na lekcji języka polskiego, nawiasem mówiąc.

 Muszę przyznać, że gdy pierwszy raz przeczytałam wypowiedź Księcia de Brolle, byłam niezmiernie zaskoczona. Czy ja wiem, czy studzę emocje… Prawdą jest to, że rzadko – a przynajmniej tak sądzę – się publicznie denerwuję, „strzelam fochy”, zaczynam awantury. Po prostu zawsze staram się uwzględnić dwie strony medalu. Nie patrzę tylko ze swojej perspektywy, ale próbuję być empatyczną, wczuwać się w emocje osoby, z którą dyskutuję. Myślę, że to bardzo pomaga w przeciwdziałaniu awanturom, chociaż nie jestem perfekcyjna – nie zawsze ich unikam. Ale z drugiej strony, mówi się, że czasem ostra wymiana argumentów wręcz pomaga i oczyszcza atmosferę. Cóż, zależy od podejścia. ;-) Wprawdzie wiem, że wszystkich nie uszczęśliwię, ale na pewno jest lepiej uczynić siebie i parę innych osób zadowolonymi, niż tylko siebie.

Sted Asketil: Przyznam szczerze że z prozy zdążyłem tylko zapoznać się z opowiadaniem: „Złoto Gór Trzyczaszkowskich” [3]. Fantastyka, przygoda z elementem horroru, przeplatana intrygą Dworu Książęcego obejmującą prowincje, aż do tajemniczej Marchii Trzyczaszkowskiej… Jak mocno opowieść przeplata się z aktualną, sarmacką rzeczywistością? Kiedy ukażą się kolejne części?

Karolina von Lichtenstein: Generalnie opowiadanie nie było pomyślane jako odzwierciedlające w całości rzeczywistość sarmacką. Być może będą w nim malutkie odniesienia do wydarzeń sarmackich, niemniej – jest to głównie fikcja.

Co do następnego odcinka, bywalcy sarmackiego IRCa wiedzą, jakie ostatnio mam problemy z weną… Niemniej jednak, staram się je zwalczać i być może opublikuję następną część już niedługo… chociaż przede wszystkim liczy się jakość, czyż nie? :)

Sted Asketil: Karolino, jak już wiesz, plotkowałem i rozpytywałem o Ciebie po obu stronach „granicy”.Te wszystkie pytania maja coś w sobie z tych rozmów, ale jedno przytoczę w całości: „czy nie masz czasem dość tego, że wciąż na każdym kroku podkreśla się fakt, że jesteś kobietą i czy nie odbierasz tego samo w sobie jako seksizm?„.

Karolina von Lichtenstein: Bardzo dobre pytanie, Stedzie. Naprawdę. Chociaż właściwie można się zastanowić, czy sam fakt tego pytania nie jest trochę seksistowski — bo zamiast rozmawiać o wirtualnym świecie, zaczynamy rozwodzić się nad kobiecością. Ale co do meritum, właściwie to wydaje mi się, że każda kobieta lubi być doceniana i szanowana. A że kobiet w mikroświecie jest mało, to siłą rzeczy adoracja mężczyzn jest większa. Niemniej jednak, bardzo bym się zdenerwowała, gdybym zobaczyła artykuł, w którym autor wymieniłby moje wszystkie osiągnięcia w mikroświecie, aby stwierdzić, że to wszystko osiągnęłam tylko dzięki swojej realnej płci — bo to byłaby czysta nieprawda. Jasne, jestem płci piękniejszej, fajnie. Ale nie jest to mottem mojej działalności w wirtualnym świecie. Jeśli myślę o zatrudnieniu kogoś, to patrzę przede wszystkim na jego kompetencje, a nie na jego płeć. Tak samo denerwuje mnie — zarówno w realnym świecie, jak i wirtualnym — feminizacja aż do przesady. Kobiety walczą o swoje prawa i równouprawnienie? Okej, gdzieniegdzie pewnie dyskryminacja jeszcze zachodzi, to bardzo chwalebne z ich strony. Ale przesadą jest już np. mówienie, że „Pani Minister” to forma godząca w kobiety i ukazująca męski szowinizm, dlatego też należy mówić „Ministra”. Nie dość, że Pani Ministra to zwyczajny gwałt na języku, to do tego argumentacja feministek jest tak wyrafinowana, że czasem człowiek — niezależnie od płci — ma ochotę uderzyć się w czoło.

Wracając do świata wirtualnego, w sumie nie czuję aż tak tego podkreślania, że jestem kobietą. Pracuję na chwałę Księstwa, czasem lepiej, czasem gorzej — i to ludzie różnie komentują. Podobno kobiecość dodaje uroku — nie mnie to oceniać. Ja chcę tylko wykonywać swoją pracę dobrze :-).

Sted Asketil: Uff… Ja tylko zapytałem… Proszę Państwa, gdyby Diuczessa mogła zabijać wzrokiem… To by była sensacja na skale międzynarodową – morderstwo w czasie wywiadu. Tylko dlaczego ja?!!

Karolina von Lichtenstein: Cóż, zazwyczaj, gdy morduję, robię to w wyrafinowany sposób. Ale że nie mam w zwyczaju pozbawiać ludzi życia, to niestety (albo i stety), nie zademonstruję na Tobie tego, nie martw się o to. ;)

Sted Asketil: Już przez chwilę miałem wątpliwości. ;) Teodozjusz markiz Azoramath-Arped… to Twój v-mąż? Zdradzisz nam trochę więcej szczegółów?

Karolina von Lichtenstein: Tak, z Teodozjuszem już chyba około roku, bo od grudnia 2011, jesteśmy w związku małżeńskim i jest nam całkiem miło :-).

Sted Asketil: Miło mówisz? A jak do tego wszystkiego ma sie – podobno – Twój rozwiązły tryb v-życia? Masz dwóch faworytów: no nie wiem czy mimo wszystko powinienem wymieniać z imienia te osoby. Ale pozwolę sobie zacytować swoje źródło informacji: „ma 2 faworytów, ale powiedziała, że dobije do 101”. Famme fatale wirtualnego świata? Zdobywasz, wykorzystujesz i porzucasz… biednego mężczyznę…

Karolina von Lichtenstein: Na początku muszę sprostować pewną rzecz. Faworyt a kochanek to dwa różne pojęcia. A skoro już to wyjaśniłam… Zarzucano mi wiele romansów z najróżniejszymi osobistościami Sarmacji i wirtualnego świata, jednak… owińmy to mgiełką tajemnicy… przynajmniej do czasu wydania książki pt. „Diuczessa von Lichtenstein i 101 kochanków”. A tak w ogóle to jestem niewinna niczym biała lilija na Morzu Międzymikronacyjnym.

Sted Asketil: Tajemniczą legendą zatem niech pozostaną Diuczessy romanse… Panowie pewnie już teraz czekają z wypiekami na twarzy na wyżej wymienioną pozycje, tak samo jak redakcja Kuriera już dzisiaj rezerwuje sobie prawo recenzji i druku :) Mam tylko nadzieję iż doczekam się książki przed osiemdziesiątką? Wiesz, później będę musiał uważać na swoje serducho – lekarz pewnie zabroni mi dodatkowych emocji…

Karolina von Lichtenstein: Zobaczymy, zobaczymy. Na razie w sferze literatury mam na głowie dokończenie opowiadania pt. „Złoto Gór Trzyczaszkowskich”, które publikuję w odcinkach na stronie Księstwa Sarmacji. A potem… krystalizuje mi się w głowie pewien pomysł, lecz nie chciałabym go zapeszyć :) Zaś na co dzień, ostatnio nieco mniej, ale tak generalnie param się dziennikarstwem, które w moim wykonaniu objawia się pisaniem ścian tekstu na tematy bieżące.

Sted Asketil: Właśnie, sprawy bieżące. Powiedz mi proszę kiedy narodziła się nowa gwiazda i jakie były Twoje początki w wirtualnym świecie? :) Czy dziennikarstwo i polityka to główne dziedziny Twej aktywności w Księstwie Sarmacji?

Karolina von Lichtenstein: Hm, moje początki były różne… Do mikroświata przybyłam w maju 2007 roku, po przeczytaniu listu o mikronacjach w jednym z czasopism. Na początku trafiłam na Królestwo Scholandii. I właściwie niewiele brakowało, bym tam została – zaczęłam się już zastanawiać nad pracą i w ogóle. Niemniej jednak, traf chciał, że trafiłam przypadkowo na pięciolecie Księstwa Sarmacji. Atmosfera na czacie tak mi się spodobała, że stwierdziłam, że chyba tu zostanę… I zostałam aż do dziś ;)

Właściwie w Sarmacji realizuję się w różnych sferach. Głównie dziennikarstwo, ale też się zajmuję działalnością samorządową i polityką centralną. Różnie to bywa… W końcu w mikronacjach najpiękniejsze jest to, że można imać się różnych zajęć :) Niemniej, lubię pisać i prezentować swój punkt widzenia na różne problemy bieżące, i wychodzi na to, że ludzie to lubią czytać, co wnioskuję po ilości pozytywnych komentarzy otrzymywanych przez moje artykuły. A polityka jest w pewnym sensie uzależniająca. Nie chodzi nawet o posiadanie władzy, uzależniające jest samo politykowanie, wymienianie poglądów, argumentów, czekanie na wyniki wyborów, etc… Kiedyś obiecywałam sobie, że koniec z polityką… I widać, jak wyszło ;)

Sted Asketil: Jak i czy w ogóle widzisz możliwość zacieśnienia współpracy pomiędzy Dreamlandem i Sarmacją? Czy nasze społeczeństwa są już gotowe na ten krok? Czy to już ten czas? A może jednak skazani jesteśmy na życie obok, od czasu do czasu przelewając ponad murem wiadro pomyj…

Karolina von Lichtenstein: Cóż, nie jest to pytanie, na które da się udzielić prostej odpowiedzi. Historia stosunków sarmacko-dreamlandzkich jest różna. Bywało łatwiej, bywało trudniej. W Dreamlandzie Sarmaci mają opinię ludzi, którzy – eufemistycznie rzecz ujmując – liberalnie podchodzą do języka, nadużywają wulgaryzmów i są gwałtowni, natomiast w Sarmacji Dreamlandczycy są postrzegani głównie jako ludzie sztywni, bez poczucia humoru i lubujący się w biurokratycznych formalnościach. Niemniej, przy zbliżeniach prywatnych stereotypy się rozmywają, a pojawia się pewne zrozumienie dla kultury przeciwnej.

Więc, hm… Ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie. O ile można podjąć oficjalną współpracę, o tyle przecież nikt nie będzie nikogo zmuszał do odwiedzania stron i forów innego kraju czy też do lubienia go na siłę. Tak naprawdę nie zależy to ode mnie, czy od monarchów, a przede wszystkim od obywateli obu krajów. Nic nie jest niemożliwe, nawet pojednanie sarmacko-dreamlandzkie :)

Sted Asketil: Masz racje, musimy rozmawiać i podejmować próby jakiejkolwiek współpracy. Nawet tak małej jak nasza rozmowa, która być może przybliży nie co Dreamlandczykom Twoją osobę.

Dziękuję Ci pięknie za rozmowę – mam nadzieję na powtórke w niedalekiej przyszłości :)

Karolina von Lichtenstein: Również dziękuję za zaproszenie i za rozmowę :) Wielokrotnie mnie zaskoczyłeś swoimi pytaniami, ale to raczej na plus dla niebanalności tej rozmowy, nieprawdaż? :D

A swoją drogą – miło tu u Ciebie jest ;-) W ogóle, muszę przyznać, że w Dreamlandzie jest całkiem miło. Od lat jestem bierną obserwatorką listy dyskusyjnej i – nieco mniej, ale też – forum. Mam pewien szacunek do Królestwa, nie tylko dlatego, że jest ono najstarszym żyjącym państwem wirtualnym, lecz także ze względu na wiele innych rzeczy, o których można by zrobić kolejny wywiad-rzekę :)

Cóż… Nie wiem, czy ten wywiad jest przełomowym, lecz mam nadzieję, że przysłuży się obu narodom. No, i zapraszam Ciebie na rozmowę-rewanż do mojego lenna – Heidesheim :)

Sted Asketil: Dziękuję za zaproszenie :)

 

 

[1] Profil na stronie Księstwa Sarmacji: http://www.sarmacja.org/index.php?p=profil,61

[2] PYTAMhttp://www.sarmacja.org/index.php?p=herold,3525

[3] Złoto Gór Trzyczaszkowskich http://www.sarmacja.org/index.php?p=herold,wykaz,260,1,2

Dodaj komentarz

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.



Copyright © 2012-2014 KURIER – Mikronacyjny Serwis Prasowy. All rights reserved.
Designed by Theme Junkie. Powered by WordPress.