Jesteś tutaj: Home // Dreamland, Kontynent Wschodni (Orientyka/Ostia), Wywiad // O dwóch królestwach, jednym kontynencie i wielu koniach – rozmowa z Daniło de la Vegą

O dwóch królestwach, jednym kontynencie i wielu koniach – rozmowa z Daniło de la Vegą

Edward A. Krieg: Przyzwyczaił Pan Dreamlandczyków do niezwykle wyśrubowanego poziomu swojej aktywności. Daniło de la Vega jest obecny niemal wszędzie: jako polityk, przedsiębiorca, prokurator. Czy na dłuższą metę nie jest to męczące?

Daniło de la Vega

Daniło de la Vega: Moja aktywność, może niezbyt zauważalnie dla opinii publicznej, ale jednak ciągle się zmienia. Z realizacją niektórych planów, które ta już zna, bądź ma dopiero poznać, byłbym o wiele dalej, gdybym chociaż w sposób ciągły miał dostęp do sieci. Były bowiem takie okresy w moim krótkim v-życiu, że bieżącego dostępu do niej nie miałem. Wracając jednak do tego, czy zmiany poziomu mojej aktywności są widoczne – rozumianego w sposób ogólny nie, jednak przez to ile stanowisk w danym czasie zajmuję – już tak. Przykładem jest moja ostatnia rezygnacja z funkcji ministra spraw wewnętrznych. Decyzja niełatwa, gdyż Królestwo przechodzi ciągłe, ostatnio większe przemiany. Jednak niestety była to decyzja konieczna do podjęcia z uwagi na pojawiające się dłuższe zmęczenie i niemożność wykonywania wszystkich powierzonych mi zadań pieczołowicie.

EK: A więc jednak zmęczenie – są zaś w Królestwie osoby, które podejrzewają, że jest Pan herosem o niespożytej energii.

DV: Oby jednak ta analogia nie była do końca trafna, gdyż znani nam z mitologii herosi różnie kończyli (uśmiech)

EK: Nie mogę nie zapytać o kwestię rezygnacji z członkostwa w rządzie. Jak widziałem, zirytował Pana artykuł naszego redakcyjnego kolegi Poula Dessy. Tymczasem nie da się ukryć, że, jeśli się nad tym zastanowić, to coś tu chyba nie zadziałało w komunikacji. W kontekście Pańskiej dymisji Premier mówił o zmianie niespodziewanej, Pan zaś o szykowanej od dawna. Jak więc to w końcu było? Nie mieliśmy chyba okazji jako Dreamlandczycy obserwować pierwszego przypadku planowanej od miesięcy niespodziewanej rezygnacji?

DV: Moja rezygnacja mogła być zaskoczeniem, gdyż moi przełożeni mogli wcześniej nie do końca dawać wiarę nieśmiałym zapowiedziom dymisji. Ostatecznie między podjęciem decyzji o rezygnacji, jej przyjęciem i ogłoszeniem minęło raptem kilka godzin, stąd opinia publiczna mogła być zdziwiona. Nie chciałem też, by była kiedykolwiek zapowiadana. W takim kontekście nie mylił się w swoich słowach ani Premier McMelkor, ani ja. Każdy odniósł się do sprawy publicznie ze swojego punktu widzenia. Dodatkowo Królestwo swoje zadania musi realizować niezależnie od tego, kto jest w danej chwili ministrem. Wiem, że mój następca da sobie radę.

EK: Nie jest tajemnicą, że krytycznie ocenia Pan Izbę Poselską i jej rolę w Królestwie. Nie jest też Pan, jak rozumiem, w pełni zadowolony z roli, jaką pełnią w Dreamlandzie prowincje. Jak wyglądałby Dreamland, gdyby zmiany ustrojowe zależały wyłącznie od Pana?

DV: Izba Poselska sama w sobie jest ciałem bardzo potrzebnym, gdyż to jedyna demokratyczna przeciwwaga dla Króla. Swojej roli jednak nie odgrywa nawet w połowie i ona tak naprawdę pokazuje nam kondycję populacyjną naszego Królestwa. Przede wszystkim jest mało liczna, tworzona przez posłów „wybranych” w mało emocjonującej kampanii wyborczej, oraz tworząca niespolaryzowaną scenę polityczną. Dzięki temu widoczny jest marazm, brak konkurencji (oczywiście merytorycznej) posłów czy partii między sobą i w ogóle niska konkurencyjność Izby Poselskiej w porównaniu z Królem, również posiadającym prerogatywy ustawodawcze. W swojej pracy Izba nie jest też twórcza, a prowadzonym debatom nie stawia szczególnych wymagań. I mimo, że nie jestem sympatykiem tego ośrodka władzy, to głównie dlatego, że to właśnie Izba tej władzy „nie czuje”. Wcześniej podnosiłem pomysł jej likwidacji, ale teraz sądzę inaczej. Społeczeństwo powinno zmienić się w pierwszej kolejności – nabrać cech społeczeństwa prawdziwie obywatelskiego. Nie potrzebujemy dużych zmian w instytucjach, gdyż wysiłki w to wkładane są zmarnowaną energią i czasem. Według mnie nie tędy droga. Potrzebne są zmiany w edukacji, powszechnym i być może obowiązkowym do niej dostępie, większa decentralizacja uprawnień (federacja-prowincja), promocja aktywności politycznej i podział stanowisk między większą ilość osób. Państwo powinno potrzebować każdego obywatela, a obywatel chcieć być potrzebnym.

EK: Kto ma edukować to społeczeństwo i jak to robić? I może pytanie bardziej zasadnicze: jakich kompetencji Pana zdaniem brakuje obywatelom Dreamlandu, by osiągnąć „prawdziwie obywatelskie społeczeństwo”? Dotyka Pan tu istotnego problemu, któremu być może od dawna nie poświęcamy wystarczająco dużo uwagi. Czy jednak edukacja w Królestwie, jakkolwiek byłaby zorganizowana, rzeczywiście jest w stanie tę obywatelskość wydobyć z Dreamlandczyków?

Tabliczka z gmachu nieistniejącej już Szkoły Głównej Królestwa

DV: Każdy kraj ma zawsze do czynienia z zjawiskiem, które nazywam „luką intelektualną”. W naszym przypadku kapitał ludzki na dość dobrym poziomie tworzy względnie stały ruch ludności. Jednocześnie jednak mamy do czynienia z zmniejszaniem się kapitału intelektualnego (rozumianego jako średni poziom wykształcenia mieszkańców), czego efekty są dzisiaj niestety widoczne. Powodów w mojej ocenie jest kilka: stagnacja instytucji kultury i nauki, niemalże zupełny brak zainteresowania edukacją „elementarną”, brak ciągłości w funkcjonowaniu uczelni wyższych i ustanie, a w najlepszym wypadku znaczne zmniejszenie aktywności przez autorytety intelektualne, jak choćby królów seniorów. Przeciwdziałać zjawisku zwiększania luki można przez niwelowanie wspomnianych jej przyczyn. Edukacji podstawowej mogą podejmować się z powodzeniem prowincje w następujących materiach: podstawy administracji, etykieta, historia, geografia, wiedza o społeczeństwie tudzież politologia. O tym także myślę działając w Zjednoczonym Księstwie – o zorganizowaniu i prowadzeniu edukacji m.in. w tych dziedzinach. Odkąd jestem w Dreamlandzie widzę zaś, że instytucje kultury i nauki pogrążone są w zupełnej zapaści. Brak jest w fotelu MKiN osoby, która prawdziwie by tam pasowała. Tymczasem, co godne pochwały, prowincje realizują w porównaniu z federacją znacznie więcej zadań w zakresie kultury i nauki. Liczę na nasilanie się tego trendu.
Bacząc przy tym na to, że lepiej wyedukowane społeczeństwo oznacza też społeczeństwo bardziej obywatelskie, to otrzymujemy gotową odpowiedź. Królestwo powinno potrzebować wykształconych obywateli, dawać im możliwość zdobycia tego wykształcenia i współuczestniczenia w kreacji państwa. Wówczas będziemy mieć na przykład silniejsze prowincje, czy skuteczny i wymagający parlament. Wymagający więcej od kandydatów w wyborach i od innych ośrodków władzy, w tym i Króla.

EK: Interesuje się Pan kartografią, jest Pan również zaangażowany w dreamlandzką dyplomację. Przypuszczam więc, że interesuje się Pan tym, co dzieje się obecnie na Kongresie Kontynentu Wschodniego. Jest na nim obecna również delegacja Królestwa Elderlandu na czele z Simonem McMelkorem. Elderland nie został dopuszczony do udziału w charakterze członka i pozostał obserwatorem. Nie wydaje się, by sytuacja miała się zmienić. Jak Pan ocenia te wydarzenia? Jaki w Pana ocenie, jeśli w ogóle, ma to wpływ na Dreamland?

Posiedzenie robocze Międzynarodowego Forum Kartograficznego

DV: Kartografia jest rzeczywiście jedną z moich pasji i ciągle poddaję swoje umiejętności szlifowi. Nieco kreatywności wystarcza, by w ten sposób – na mapach ale nie tylko na nich – pokazać bardzo dużo Królestwa i o Królestwie. Wydaje mi się, że nie ma takiego zjawiska, którego na mapie pokazać by się nie dało. Dlatego z aktywności na tym polu nie zrezygnuję raczej nigdy. I tak jak w polityce wewnętrznej można ją pomijać, tak jest ona już elementarnym składnikiem mikronacyjnej dyplomacji. Zanim odniosę się do tej ostatniej powiem krótko, że idea naukowego podejścia do kartografii międzynarodowej musi być rozwijana, i mimo trudnych początków, będę rozwijał Międzynarodowe Forum Kartograficzne właśnie w tym kierunku.
Kongresy kontynentalne na Ostii zawsze były podgrzane wydarzeniami, które do nich doprowadziły oraz podgrzewane już w trakcie ich trwania. I tu niewłaściwy upust tym energiom powoduje, że ich wyniki są płonne. Po pierwsze, do obrad powinny być dopuszczane wszystkie państwa tego kontynentu – bez żadnych wyjątków. Cechy państwa każdy przywódca powinien znać. MFK o tym przypomina: władza, obywatele, terytorium i infrastruktura informatyczna. Według mojej wiedzy obecnie na Ostii takich państw jest więcej niż pełnoprawnych uczestników Kongresu. Ostia musi słuchać siebie nawzajem i równo traktować pod względem podmiotowym. Wspólnota Korony Ebruzów i Dreamland powinny pompować energię w takie właśnie idee – równość, suwerenność, partnerstwo; i przy okazji takich kongresów agitować za „modernizmem” w polityce i kartografii międzynarodowej. Byliśmy pionierami i nadal nimi powinniśmy być – tworzyć standardy, nadawać kierunki – potrafimy to robić i w tym ustawać nasze Królestwa nie powinny.

EK: W tym momencie państwa Ostii nie wydają się zainteresowane „modernizmem”, o którym Pan mówi – przynajmniej w odniesieniu do Elderlandu. Czy można coś jeszcze zrobić, by przekonać naszych partnerów do standardów MFK?

DV: Zasady wyznawane przez MFK są na tyle uniwersalne, że mogą mieć zastosowanie wszędzie i wiem, że kraje Ostii, choć na pewno nie wszystkie, zdołają się do nich przekonać. Już niektóre z nich interesują się wejściem do tej organizacji, i niezależnie od tego, czy Elderland będzie uczestniczył w Kongresie Kontynentu Wschodniego i czy będzie mógł włączać się w jego prace czy też nie, swoje plany realizować będziemy nadal. Z uwagi na to, że trwa Kongres i że prowadzone są rozmowy z władzami niektórych krajów Ostii, nie mogę mówić które to państwa. Pewne jest, że MFK będzie się rozszerzać, i to wkrótce.

EK: Pytałem również o to, czy brak zgody na członkostwo zwyczajne Elderlandu w Kongresie jest rzeczywiście sprawą kluczową dla dreamlandzkiej dyplomacji. Jak chyba wynika z oświadczeń niektórych państw Kongresu, Dreamland widziany jest jako partner roszczeniowy, który za pośrednictwem Elderlandczyków próbuje wywierać wpływy tam, gdzie do decyzji uprawnieni są inni. Czy Dreamland rzeczywiście wywiera tego rodzaju presję? I czy w ogóle Dreamlandczyków musi interesować to, co dzieje się na Ostii?

DV: Jak już powiedziałem, byłoby dobrze, gdyby Królestwo Elderlandu mogło wspólnie z innymi swoimi sąsiadami na Ostii razem usiąść do stołu i rozmawiać o ważnych sprawach tego kontynentu. Ostia ma duży potencjał, znajduje się w tzw. jądrze Mikroświata i naturalnym jest, że oba Królestwa WKE kierują tam swoją uwagę. Bardziej nawet Elderland niż Dreamland, co jest przeinaczane przez niektórych uczestników Kongresu. Niezależnie od obrad prowadzonych w Eskwilinii WKE ma konkretne propozycje dla władz państw zainteresowanych współpracą. Nie rzucamy im ogólnych haseł, ale wykładamy plany realizacji celów w różnych dziedzinach życia.

EK: Czy mógłby Pan przybliżyć czytelnikom, co to za plany? Przewodnik po MFK jest dokumentem dosyć obszernym i zapewne nie każdy go zna.

DV: Co do tych planów mogę powiedzieć jedynie o tych, które podnoszę publicznie w kraju mojej misji – Zjednoczonym Socjalistycznym Królestwie Hirshbergii i Weerlandu. Kraj ten zgłasza zainteresowanie MFK już od dawna i stanie się jego członkiem, o czym mówiłem też na forum Królestwa. Ponadto złożone zostały propozycje współpracy gospodarczej, i tu: stworzenia banku prowadzącego rozrachunki między krajami systemów transakcyjnych banków centralnych (jak Dreamland) i tych bez nich (jak ZSKHiW); do tego partnerstwa miast w różnych dziedzinach, z których najbardziej mnie interesującą jest gospodarka; oraz bezpośrednie inwestycje wzajemne. To są płaszczyzny rozmów, którymi najaktywniej zajmuję się jako ambasador.
Samo zaś MFK – podstawą jest promocja organizacji, a tym samym przyciąganie kolejnych krajów. W dalszej kolejności do zadań głównych zaliczę regulację stosunków granicznych, co Królestwa WKE prowadzą i na Morenice, i Orientyce; oraz oczywiście realizacja głównego celu istnienia MFK – wydania mapy nowej jakości kondensującej na jednym arkuszu ten cały poradnik.

EK: A typowy Dreamlandczyk? Czy on ma cokolwiek wspólnego z Orientyką?

DV: Tak, i nie.
Tak, ponieważ Królestwo Elderlandu posiada tam swoje terytoria i mieszkają tam obywatele WKE, którzy ostatnio częściej potrzebują naszej pomocy, wsparcia i solidarności. Tej zaś nie powinni udzielać jedynie dyplomaci, ale też każdy przeciętny Dreamlandczyk. Dreamlandczyk może wyrażać swój patriotyzm na Ostii, szukając tam partnerów dla realizacji swoich pomysłów. Na pewno kilka tamtejszych państw odznacza się wysoką aktywnością swoich obywateli, gotowych niezależnie od stanowisk swoich rządów integrować się z mieszkańcami innych części świata.
I nie, ponieważ każdy Dreamlandczyk może sam wybierać sobie obiekty zainteresowania. Na pewno znajdą się osoby, u których żaden synonim słowa „Ostia” nie wzbudza emocji, czy nawet skojarzeń.

EK: Jest Pan nie tylko kartografem i politykiem, ale również aktywnym przedsiębiorcą i animatorem przedsiębiorczości: prezesem Furlandzkiej Grupy Energetycznej, zajmuje się Pan kopalniami, niedawno uruchomił Stajnie Książęce w Buuren. Po co nam te kopalnie złota bez złota i wirtualne konie?

Wyścigi konne w Buuren

DV: Zasadniczo większość państw skupia się na elementach podstawowych – ustroju, prawie, kulturze, nauce – dziedziny te są łatwe do wyrażenia w państwie wirtualnym i łatwiej jest dostrzec ich produkty. Inaczej jest nieco z gospodarką, która jak wiadomo musi dostarczać użytecznych produktów. W sytuacji, kiedy wszystko jest niemal bezpłatne i pieniądz służy głównie do budowy majętności obywateli, trudno animować życie gospodarcze, w którym realnie uczestniczymy bez przerwy. Przede wszystkim dążę do gospodarczego wyrażania swoich zainteresowań. Ściśle odnosząc się do wymienionego w pytaniu złota i koni – pierwsze jest ważne z punktu widzenia zagranicznych planów gospodarczych Królestwa, szczególnie w zakresie gospodarek, które nie będą z naszą sprzężone. Konie – teraz są w stajniach, ale gwarantuję, że zapewniać będą Dreamlandczykom realną rozrywkę porównywalną z piłką nożną (śmiech)

EK: Wypada zapytać o Pana plany na najbliższą przyszłość. Podsumujmy atuty: jest Pan bardzo doświadczony w pracy zarówno na poziomie administracji federalnej, jak i krajowej, zbiera Pan kolejne publiczne pochwały, rozpoznaje Pana z pewnością każdy Dreamlandczyk. Wyrobił Pan sobie markę. To kapitał polityczny, który mógłby Pan łatwo wykorzystać na przykład w wyborach do Izby Poselskiej. Do wyborów pozostało stosunkowo niedużo czasu. Czy ma Pan takie plany?

DV: Absolutnie nie. W swoich działaniach jestem konsekwentny. Powiedziałem swego czasu, że nie zamierzam nigdy kandydować do parlamentu. Słowa dotrzymam.

EK: Dziękuję Hrabiemu za rozmowę i życzę wszelkiego powodzenia.

DV: Dziękuję za bardzo przyjemne spotkanie, mam nadzieję nie ostatnie.

Dodaj komentarz

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.



Copyright © 2012-2014 KURIER – Mikronacyjny Serwis Prasowy. All rights reserved.
Designed by Theme Junkie. Powered by WordPress.