Jesteś tutaj: Home // Dreamland, Idee i polemiki // Okiem Dessy: władza w ręce dreamlandzkiego ludu

Okiem Dessy: władza w ręce dreamlandzkiego ludu

Stosunkowo niedawno Daniło de la Vega w wywiadzie dla „Kuriera” mówił o potrzebie „obywatelskości” i edukacji obywatelskiej w Dreamlandzie. I de la Vega miał rację, podobnie jak rację mieli ci, którzy już kilka lat temu we wzmocnieniu tej obywatelskości widzieli rozwiązanie wielu problemów trapiących Królestwo.

Lud przed Pałacem Rady (Ekorre, 2013)

Przeczekałem zamieszanie związane z „Realiozą wybiórczą” i późniejszą dymisją premiera Simona McMelkora. Powrót dawnego Dreamlandczyka nie powinien powodować poważnych politycznych kryzysów – choćby nawet Dreamlandczyk ten, dla własnej wygody, chował się za nowym pseudonimem. Stało się inaczej: co ustrzeliłem, to moje.

Teraz, gdy mamy nową premierkę, a sytuacja już się wyklarowała, pragnę nieśmiało zasugerować, że to nie do końca moja wina i że prawdopodobnie nadal nie zasługuję na stos. Cztery lata temu proponowano reformę ustroju politycznego Królestwa znacznie poważniejszą niż później wcielono w życie za pomocą firmowanej przez Kriega i de Brolle’a konstytucji z 2011 roku. Tamte postulaty wychodziły właśnie naprzeciw obywatelskości – i dotyczyły również urzędu premiera. Czy gdyby szef rządu wybierany był w wyborach powszechnych, McMelkor zrezygnowałby tak łatwo? Uważam, że nie. Umocowanie premiera jako realnego przedstawiciela obywateli dałoby mu znacznie silniejszą pozycję i uodporniłoby na wszelkie kuluarowe zabiegi, które obecnie zachwiać mogą każdym, kto ma wystarczająco dużo odwagi, by przyjąć misję z rąk Jego Królewskiej Mości.

Sala obrad Izby Poselskiej – po rozwiązaniu IP XIII kadencji (grudzień 2009 r.)

Dotyczy to zresztą nie tylko stanowiska premiera. W państwach wirtualnych w ogóle dążyć należy do decentralizacji, której jednym z konstytutywnych elementów jest przeniesienie władzy jak najniżej, a więc: w ręce obywateli. Nie ma powodów, by nie korzystać z możliwości, jakie daje referendum; demokracja bezpośrednia jest łatwa w zastosowaniu i skutecznie aktywizuje obywateli. To o takiej właśnie aktywizacji mowa przecież, gdy wspominamy o „wzmocnieniu postaw obywatelskich”.

Uważam, że nieszczęściem jest, że te postulaty zostały zignorowane przez ówczesnego króla – a obecnego mojego redakcyjnego kolegę. Gdyby wtedy udało się rzeczywiście oddać więcej władzy bezpośrednio w ręce obywateli, bez zbędnych pośredników, to nie tylko zmienilibyśmy na lepsze dreamlandzki ustrój – a więc strukturę formalną, w której odbywa się polityczna aktywność – ale w ogóle wpłynęlibyśmy na ożywienie dyskursu o sprawach publicznych, jaki prowadzą na co dzień aktywni Dreamlandczycy.

Nie ma innej drogi do wzmocnienia tej aktywności: to jedyne skuteczne narzędzie edukacji obywatelskiej, jakie jest dostępne. Propozycja padła już cztery lata temu. Z postulatami reformy ustrojowej do władzy doszło wówczas Stronnictwo Federalne – i przegrało w starciu z Koroną. Najwyższy czas, by wygrały wreszcie tamte idee.

2 komentarze do " Okiem Dessy: władza w ręce dreamlandzkiego ludu "

  1. Panie Premierze, nie sądzę aby IP XIII Kadencji kiedykolwiek była tak aktywna, jak przedstawiono na zdjęciu. Sądzę, że lepszym przedstawieniem byłaby pusta sala bądź kilku posłów błogo drzemających w wygodnych ławach.

  2. Nie zgadzam się z twierdzeniem, że Premiera McMelkora nie wybrał naród na to stanowisko. Proszę sobie przypomnieć wyniki wyborów wskazujące jasno jak wielką przewagę miał Premier McMelkor nad wszystkimi pozostałymi kandydatami. Pokonał sam całą partię, więc jasnym było że ma mocną legitymację do sprawowania władzy.



Copyright © 2012-2018 KURIER – Mikronacyjny Serwis Prasowy. All rights reserved.
Designed by Theme Junkie. Powered by WordPress.