Jesteś tutaj: Home // Antyra, Nowe mikronacje // Niderlandy: od kseronacji do ziemi obiecanej

Niderlandy: od kseronacji do ziemi obiecanej

Powstałe przed trzema tygodniami Królestwo Zjednoczonych Niderlandów osiągnie wkrótce obiecującą liczbę dziesięciu obywateli, błyskawicznie stając się nową ziemią obiecaną dla zbłąkanych kosmopolitów i „mężów stanu bez przydziału”. Efektowny debiut nowej mikronacji to skutek energicznej akcji promocyjnej, jaką w pierwszych trzech dobach istnienia państwa przeprowadził szef niderlandzkiego rządu, który lotem ptaka odwiedził fora dyskusyjne kilkunastu starszych mikronacji, skutecznie zachęcając do przeprowadzki. Bodaj największą ofiarą niderlandzkiego drenażu mózgów jest dziś Królestwo Victorii, które – jak na ironię – jeszcze w ubiegłym roku tu i ówdzie postrzegane było jako mikronacyjna Palestyna, łudząc i kusząc rozmaitych mikronacyjnych gastarbeiterów. Los bywa przewrotny. Tym razem odzyskał swój dług z procentem.

albert_i

JKM Albert I

Państwo JKM Alberta I pełnymi garściami korzysta z bonusu startowego, właściwego dla początkowej fazy istnienia mikronacji. Królestwo przypomina obecnie wielki plac budowy, zaangażowany monarcha hojną ręką rozdaje konfitury i obsadza kluczowe etaty, powstają pierwsze media i witryny prowincji, z prawno-ustrojowego chaosu powoli wyłania się ład konstytucyjny. Niderlandzki król sprawnie radzi sobie w roli organizatora życia publicznego, hojnym gestem rozdzielając stanowiska i wyznaczając najpilniejsze zadania. Jak się wydaje, ma pewną wizję rozwoju państwa i tę wizję właśnie realizuje. Przybywający w szybkim tempie obywatele ochoczo wychodzą z inicjatywą, nie czekając na oficjalny przydział. Współpracownicy króla Alberta to ludzi operatywni i doświadczeni, choć zarazem podejrzanie często zmieniający pracodawcę. Większość z nich w krótkim czasie miała okazję pojawić się praktycznie wszędzie, piastując najróżniejsze urzędy w blisko dziesięciu polskich mikronacjach. Byli wszędzie i zarazem nigdzie – bo też nigdzie nie zdążyli zagrzać dłużej miejsca, rejterując przy pierwszych napotkanych trudnościach. Część z nich w ogóle nie ma ochoty wypowiadać się o swojej mikronacyjnej przeszłości, inni pomijają niewygodne dla siebie karty. Rekord należy do Tomasza Wettina (właściwie Tomasza Valois – Wettin von Weerland), obecnego namiestnika Luksemburga, w ostatnim czasie związanego ze wspomnianą Victorią, gdzie pełnił urząd premiera, wcześniej zaś m. in. z Santanią i Burgią, Dreamlandem, Księstwem Chambord, Rzeczpospolitą Obojga Narodów, Królestwem Saksonii i Królestwem Prus. W czerwcu bez powodzenia szukał dla siebie zajęcia w Monarchii Austro-Węgierskiej.

Wyczarować klimat

Póki co – Niderlandy kwitną. Włodarze nowej mikronacji skutecznie odwołują się do pozytywnych skojarzeń, jakie w rodzimym mikronaucie wywołuje to europejskie państwo o frapującej historii i bogatej kulturze. I pod tę kulturę wirtualne Zjednoczone Niderlandy skwapliwie się dziś podpinają, informując czytelników micropedii, że są lądem znanym z „licznych wiatraków, sera, chodaków, tulipanów oraz z rowerów”. Państwo zaciągnęło dług u swojego realnego odpowiednika w postaci hymnu, symboli państwowych, rozwiązań ustrojowych i umocowania w realiach współczesności. Wydaje się, że władze Królestwa wybrały drogę na skróty, z marszu zaklinając rzeczywistość i wyczarowując swoją małą ojczyznę z gotowych rozwiązań, kolorowych zdjęć i ideowych półproduktów, ograniczając się do żonglerki rekwizytami.Wszystko to daje nam końcowy efekt kolejnej – po Portugalii, Belgii, Francji i kilku innych – barwnej kseronacji. Francuzom ostatecznie udało się twórczo przepracować wyjściowy materiał i odrzucić pożyczone protezy, przejściowo nawet instalując u siebie ustrój monarchiczny. Pracowali na to jednak kilka lat.

W komentarzu na trizondalskim forum, Otto von Teller, szerszej publiczności mikronacyjnej znany po prostu jako Talerz, widzi sprawę w sposób jednoznaczny:

Fenomen wirtualnych odpowiedników realnych państw tkwi w tym, że przeważnie są to projekty które wytrzymują miesiąc, góra dwa. Ich autorom brakuje wyobraźni już na samym początku tworzenia własnego v-państwa, a co dopiero mówić o zapewnieniu mu bytu dłuższy czas. Owszem, na Pollinie mamy wyjątki w postaci Monarchii Austro-Węgier i Rzeczpospolitej Obojga Narodów, ale one trwają dzięki temu, że nie odzwierciedlają wprost realnie istniejących państw, tylko zagłębiają się w określoną estetykę historyczną i twórczo ją rozwijają. Ci tutaj szybko zdechną, szkoda, że Victoria również.

Niderlandy tu, Niderlandy tam

Czy inwestycja w niderlandzką ziemię wyda właściwy plon? Okazuje się, że w chwili obecnej w polskim mikroświecie mamy jednocześnie do czynienia z co najmniej dwiema mikronacjami odwołującymi się do państwowej tradycji Niderlandów: działające od ubiegłego roku Królestwo Niderlandów i powstałe w czerwcu tego roku Królestwo Zjednoczonych Niderlandów. Król „starych Niderlandów”, JKM Wilhelm IV Burbon, z którym udało nam się skontaktować, określa działania władz „nowych” Niderlandów jako „bezprawne”, wyrażając przy tym żal z powodu wykorzystania pewnych plików „bez jego wiedzy”.

Czyżby zatem twórca nowej mikronacji popełnił błąd zaniechując wstępnej kwerendy i nie sprawdzając, czy ktoś przed nim nie wpadł na podobny pomysł? Weryfikacja nie nastręczała większych trudności – „stare” Niderlandy mają swoje hasło w ramach micropedii. Przed królem Albertem nie lada orzech do zgryzienia. Mniej więcej taki, na jakim zęby połamał sobie cesarz Napoleon III Bonaparte, który w grudniu 2010 r. ogłosił światu powstanie II Cesarstwa Francuskiego. To historia znana, choć warta przypomnienia.

Francuzi też to przechorowali

Jak było do przewidzenia, alarm podniosły władze Republiki Francuskiej – działającej w mikroświecie od 2009 r. – które zaapelowały do mikronautów „o nienawiązywanie stosunków dyplomatycznych z powstałym tworem, który podszywa się pod francuską świadomość narodową, dopuszczając się łamania jedności Państwa”. Przypomniały przy tym, że „jedynym mikroświatowym spadkobiercą francuskiej tożsamości jest powstała wcześniej Republika Francuska, co uprawnia do używania takich słów jak Francja i francuski (we wszelkich formach deklinacji) tylko w odniesieniu do Republiki Francuskiej”.

Żywiołowa i mało elegancka dyskusja dyskusja, jaka wówczas przetoczyła się na łamach prasy oraz na salonach dyplomatycznych polskiego mikroświata, ostatecznie skłoniły ambitnego cesarz Francuzów do przemyślenia swojego projektu: doszło do bezprecedensowej metamorfozy ustrojowej. Tak narodziło się wirtualne Królestwo Belgii. Zdrowy rozsądek i intuicyjnie pojmowane normy prawa międzynarodowego – w mikroświecie jedynie niestety zwyczajowego – podpowiadają, że faworytem w ewentualnym sporze będzie państwo starsze, dłużej działające. Tak być jednak nie musi – intencje JKM Alberta I wydają się jak najdalsze od mikronacyjnego awanturnictwa i na tym etapie nowe państwo stanowi przykład dobrze zainwestowanej energii. Być może dojdzie zatem do wypracowania kompromisu satysfakcjonującego obie strony.

W styczniu 2011 r. dla większości mikronautów było oczywiste, że na wspólnej mapie nie ma miejsca na dwie Francje (kontury II Cesarstwa i V Republiki są jednakowe). Czy w połowie 2013 r. znajdzie się miejsce na dwie Holandie? Wobec nikłej – póki co – aktywności „starych” Niderlandów rodzi się nadzieja na pokojowe współistnienie.

Zobacz:

Forum Królestwa Zjedonocznych Niderlandów

3 komentarze do " Niderlandy: od kseronacji do ziemi obiecanej "

  1. Einar B. Olavsen napisał(a):

    Tak długo się zbierałem do napisania artykułu na ten temat, że mi dreamlandzka prawa temat sprzed nosa sprzątnęła :D

    Przechodząc do rzeczy – w tej chwili jest to nawet chyba nie tyle mikronacja, co (posługując się zapomnianą już nieco terminologią) forumnacja, więc w mojej opinii przede wszystkim Niderlandy dopiero zaczynają swoją drogę ku wirtualnej państwowości, przyjmując zwyczajowe kryteria uznawania państw.

    Natomiast w sprawie kopiowania świata realnego wszystko zależy od tego, jaką drogę wybiorą dalej. Jeśli ma to polegać na ręcznym tworzeniu kopii zapasowej Wikipedii(co w przeszłości się już zdarzało), to stawianie ich na równi z innymi mikronacjami będzie krzywdzące dla tych, którzy wiele czasu poświęcili na stworzenie swojego państwa i nadanie mu własnego kształtu, znikąd nie skopiowanego. Jeśli jednak pójdą własną drogą, to może coś z tego będzie. Choć statystyka pokazuje, że kopie państw realnych w większości upadają.

    A tak na marginesie, to zastanawia mnie skąd ostatnio coraz więcej jest w mikroświecie tego kopiowania państw realnych. Przykład yoyonacji takich jak Hibijost czy Parlandia pokazuje, że stworzenie czegoś nowego i oryginalnego nie jest zadaniem trudnym, a wymagającym odrobiny kreatywności.

    Swoja drogą, panie redaktorze, na niderlandzkim forum już się zaczęła mała nagonka na Kuriera ;)

  2. Jacques de Brolle napisał(a):

    „Nagonka na Kuriera” – to może za mocne słowo. Panowie przeczytali chyba zupełnie inny artykuł. Reakcja mnie jednak nie zaskoczyła, widziałem to już z tuzin razy. Ekspresowe czytanie przy pomocy klawisza F3, ekspresowe wnioski. W efekcie – martyrologia jako źródło tożsamości grupowej. Kolejnym krokiem będzie postulat izolacjonizmu. W tekście nie ma nawet najmniejszej sugestii co do „pożądanej” polityki, na forum KD żądnego słowa o Niderlandach, ja sam odbieram ten tekst w kategoriach ukłonu wobec ciekawego przedsięwzięcia, ale panowie wolą widzieć w artykule „opluwanie na lewo i prawo” i dyktat starszych państw. Pachnie świeżym kompleksem i źle wróży na przyszłość.

  3. Martin Schlesinger napisał(a):

    Jeżeli ten artykuł to dla obywateli Niderlandów „opluwanie na prawo i lewo”, lepiej, żeby nie nawiązywali stosunków dyplomatycznych z Monarchią Austro-Węgierską.



Copyright © 2012-2014 KURIER – Mikronacyjny Serwis Prasowy. All rights reserved.
Designed by Theme Junkie. Powered by WordPress.