Jesteś tutaj: Home // Dreamland, Idee i polemiki // Okiem Dessy: swarzyzm – to brzmi dumnie?

Okiem Dessy: swarzyzm – to brzmi dumnie?

W drugiej połowie czerwca Jurand Swarzewski ogłosił publicznie założenia opracowanej przez siebie doktryny społeczno-politycznej, którą w skromności swojej ochrzcił „swarzyzmem”. Swarzewski, funkcjonujący jeszcze do stycznia tego roku pod nazwiskiem Piłsudski, rozpoczął swą odezwę od słów „Wszyscy widzimy, że demokracja w naszym kochanym v-świecie jest ustrojem chorym i niepełnosprawnym”. Dalsza część dokumentu podporządkowana jest tej wstępnej myśli.

Zarząd Narodowej Sarmacji – Jurand Swarzewski pozdrawia tłum (z oficjalnych materiałów partii)

Odezwa Swarzewskiego, z gruntu antydemokratyczna, spotkała się w mikroświecie z zasłużonym, chłodnym przyjęciem – może nawet zbyt poważnym, biorąc pod uwagę ciężar gatunkowy myśli Juranda z Sarmacji. Niepokój może i zapewne powinien budzić jednak fakt, że swarzyzm nie jest w ostatnich miesiącach odosobnionym przypadkiem osmotycznego przenikania skrajnie prawicowych ideologii do wirtualnego świata.

„Wódz jest oczami i rękoma Narodu”

Swarzewskiemu wyobraziło się społeczeństwo, w którym indywidualizm byłby nie tylko niepotrzebną fanaberią, ale wręcz „przejawem słabości i objawem choroby zjadającej integralność społeczną”. Na czele państwa miałby stać wódz, sprawujący władzę totalną, wspomagany przez grono doradców. Tak nakreślona elita nie pochodziłaby oczywiście z jakiegokolwiek rodzaju wyborów: swarzyzm milcząco zakłada wiarę, że „naród” w miarę społecznego postępu sam zechce oddać władzę totalną „wybitnej jednostce”. Kto powinien być tą wybitną jednostką, może chyba podpowiedzieć nazwa ideologii.

Swarzyzm o jednostce

 

Swarzyzm nie odpowiada na żadne z bolączek wirtualnego świata. Nieprzypadkowo wszystkie rozwinięte wirtualne polskie państwa zorganizowane są w sposób demokratyczny – i na ogół dotyczy to nawet państw kulturowo nawiązujących do realowych ideologii totalitarnych (przypadek Mandragoratu Wandystanu). Nie ma w tym nic dziwnego, skoro mieszkańcy państw wirtualnych poszukują przecież w mikroświecie właśnie możliwości nieskrępowanej realizacji, nie zaś skoszarowania. Nikt nie staje się obywatelem Sarmacji, Dreamlandu, Trizondalu czy Al Rajn po to, by być zmuszonym do osobistych poświęceń „w imię lepszego jutra”, wodza i narodu. Doktryna Swarzewskiego jest zatem prawdopodobnie tylko próbą przeniesienia na grunt wirtualny realowych ciągot autora, i tak należałoby ją traktować.

A jednak swarzyzm nie przeszedł zupełnie bez echa. Więcej, stał się najwyraźniej oficjalną ideologią jednego z nowych wirtualnych efemeryd, 3 Rzeszy Śląskiej. Ogłosił to na terytorium Monarchii Austro-Węgierskiej przywódca Rzeszy Józef von Fraudburg. Führer Fraudburg, zarazem obywatel Monarchii, obdarzony jest albo bardzo specyficznym poczuciem humoru, albo specyficznym poziomem inteligencji – tak czy owak, swarzyzm go ujął. Samo już powstanie 3 Rzeczy Śląskiej dobrze ilustruje tezę o umacniających się ciągotach za nacjonalistycznymi i szowinistycznymi hasłami. Inkorporowanie swarzyzmu przez Fraudburga pokazuje dodatkowo, że ideologie te również w mikroświecie są zdolne do rozprzestrzeniania.

Jako obywatel AW chce zapewnić o Dobrych Stosunkach
Mojego Kraju z waszym
Lecz niestety na razie nie posiadamy strony internetowej tylko Forum
Oraz niestety nie mamy Obywateli
Dlatego Proszę o wstępowanie w szeregi Rzeszy
Niestety Nie mamy też gospodarki

Józef von Fraudburg na forum AW

Być może nie ma potrzeby już teraz bić na alarm. Ani swarzyzm, ani 3 Rzesza Śląska nie przetrwają próby czasu. Już wkrótce będą nam o nich przypominały co najwyżej dalekie echa mikronacyjnej historii. Wiele wskazuje jednak na to, że prawicowe – nieegalitarne prądy – wzmagają się w całym polskim mikroświecie, przybierając co najwyżej różne formy.

W dotychczas egalitarnym Dreamlandzie po władzę idzie Partia Burżuazyjna: prawicowe ugrupowanie wprost odwołujące się w swym programie do „nacjonalizmu, monolitycznej lojalności i bezwzględnej wierności Koronie i Królestwu”. Choć trudno w tym momencie przewidywać, jakie w rzeczywistości będą skutki prawicowych rządów dreamlandzkiej „burżuazji”, już teraz wiadomo, że ideologia Partii Burżuazyjnej jest daleka od poparcia dla dotychczasowego modelu liberalnej demokracji. PB z pewnością zamierza nie tylko zaostrzyć kryteria uzyskiwania obywatelstwa, ale opowiada się również za oddaniem władzy ustawodawczej w ręce arystokracji. I choć z witryny internetowej Partii wynika, że jej członkowie nie są zwolennikami oligarchii, to trudno zrozumieć, jaki inny skutek mogą mieć planowane reformy.

Dreamland, z państwa ucieleśniającego mikronacyjny demoliberalizm może już wkrótce, za sprawą Partii Burżuazyjnej i jej głównego ideologa Daniło de la Vegi, przemienić się w państwo elitarystyczne. Przywiązani do liberalizmu i dotychczasowego dorobku Dreamlandu nie mają powodu do strachu: demokracja w najstarszej polskiej mikronacji nie zostanie zniesiona. Mają jednak prawo do tego, by niepokoić się o kierunek zachodzących przemian: to, co Partia Burżuazyjna nazywa „ochlokracją”, jest przecież w istocie po prostu rządami ludu.

Jeśli opisywana tendencja się utrzyma, to ten niepokój wydaje się uprawniony w skali całego mikroświata. Byłoby naiwnością uważać, że prawicowe nurty w mikroświecie to tylko operetkowe przedstawienia Swarzewskiego czy Fraudburga – zwrot na prawo może mieć różne oblicza.

6 komentarzy do " Okiem Dessy: swarzyzm – to brzmi dumnie? "

  1. Dla autora jest to być może nie do objęcia rozumem, ale istnieje taki typ człowieka, którego można nazwać mianem np. Homo hierarchicus, który w hierarchicznych, elitarystycznych i ademokratycznych strukturach czuje się jak ryba w wodzie, uważa je za piękne i to je chce budować w alternatywnym „kraju marzeń” jakim jest Mikroświat. I nie są to bynajmniej tylko samozwańczy wodzowie o „specyficznej inteligencji”. Innemu mikronaucie zamarzy się demokratyczna utopia i to na jej podstawie będzie modelował swoje państwo. Nie rozumiem gdzie tu autor artykułu widzi problem i czego się boi – ponieważ spomiędzy linijek wyraźnie wycieka blady strach. A więc – czego tu się bać? Obozów koncentracyjnych? Czy to była próba użycia moralnej maczugi Auschwitz? Niech szanowny autor nas nie rozśmiesza. „Mieszkamy” tutaj pozbawieni fizycznych ciał jako wolne umysły w Cyberprzestrzeni. Nie ma tu miejsca na fizyczny przymus, noc długich pazurów czerwonego orła się nie wydarzy, a za wodzem pójdzie ten, kto zechce.

    Może Pan spać spokojnie.

    • Poul Dessa pisze:

      Panie McMelkor, znowu pana zirytowałem. Niestety, nie jestem pewien, do czego pan się konkretnie odnosi (nie obejmuję tego rozumem): czy do Swarzewskiego i swarzyzmu, czy do 3 Rzeszy i Fraudburga, czy może do Partii Burżuazyjnej i wegizmu. Zaryzykuję więc odpowiedź ogólną.
      Jeśli ktoś tworzy swoją mikronację i życzy sobie zorganizować ją na kształt Korei Północnej, to ja uważam to za niesmaczne, ale anything goes. Homo hierarchicus, jeśli tak pan życzy sobie tych ludzi nazywać, mogą robić, co sobie życzą i nawet wymyślić nowe jeszcze, dotąd zupełnie nieprzetestowane rodzaje hierarchizacji (np. zamiast piramidy – drabina, i to odwrócona). Ale jeśli ktoś chce „modelować” w ten sposób istniejące już państwo, a szczególnie, jeśli jest to państwo, któremu tego rodzaju pomysły są organicznie obce, jak np. Dreamland, pozostali obywatele i ci, którym na tym państwie zależy, mogą chyba protestować? Czy może mi się to nie podobać, czy jednak w takiej sytuacji zawsze komuś wolno włożyć mi w usta strach przed łapankami i konzentrationslagerami?
      Moralną maczugę Auschwitz dopisuję do swojego kajecika.
      Pozdrawiam, Poul Dessa.

  2. Edward A. Krieg pisze:

    Nie będę tu polemizował ani z tekstem, ani z komentarzem, ale, Simonie – Auschwitz?

  3. Czy Pan, Panie Dessa, naprawdę sądzi, że powierzenie władzy ustawodawczej arystokracji doprowadzi do powstania oligarchii? Oligarchia to zwyrodnienie demokracji, które charakteryzuje się istnieniem wąskiej, zamkniętej (nowi członkowie to jedynie spadkobiercy starych) grupy wpływowych, bogatych ludzi, którzy rządzą – oficjalnie lub zakulisowo – krajem, nie zważając na jego prawo, ponieważ ich pozycja pozwala im go nie przestrzegać. Do czegoś takiego mogło dochodzić w państwach, gdzie rządziła arystokracja dziedzicząca godności i bogactwa, wykorzystująca swoją pozycję do obrony przed zwiększaniem swojego znaczenia przez nowo nobilitowanych, jednak szlachta w naszym Królestwie w większości nie jest powiązana ze sobą rodzinnie, poparcia ludu nie kupuje się, gdyż lud jest aktywny politycznie (w przeciwieństwie np. do wyborców z czasów republiki rzymskiej), a tytuły honorowe nie dają żadnej realnej władzy nad kimkolwiek. Ponadto, aby doprowadzić do powstania oligarchii, musielibyśmy (my – Partia Burżuazyjna) stawać obywatelom spoza arystokracji na drodze do odznaczenia się zasługami i otrzymaniu tytułu honorowego. Nie będziemy tego robić.
    Krótko: Tak, chcemy by w parlamencie zasiadała elita. Elita o charakterze otwartym, do której należał będzie każdy zasłużony obywatel KD.

  4. Poul Dessa pisze:

    Panie Schlesinger, dokładnie tak: powierzenie władzy ustawodawczej arystokracji doprowadzi do powstania oligarchii. Pańska definicja oligarchii jest równie prawdziwa jak na przykład taka: „Oligarchia to zwyrodnienie demokracji, które charakteryzuje się rządami otyłych hrabiów, którzy palą cygara”. Obie są pewnymi wyobrażeniami na temat tego, jak oligarchia może wyglądać, a nie czym jest. Oligarchia to „forma rządów polegająca na sprawowaniu władzy przez niewielką grupę ludzi”. I już. Jeśli w dodatku dostęp do tej grupy jest możliwy na przykład wyłącznie poprzez dziedziczenie, to „zwyrodnienie demokracji” jest głębsze. Nie znaczy to jednak, że panowie oligarchii nie promujecie.
    Panowie z jednej strony chcą zaostrzać kryteria uzyskiwania obywatelstwa, a z drugiej strony powierzyć władzę ustawodawczą arystokracji. To są elitarystyczne postulaty i chyba trudno z tym na serio polemizować, prawda? Tytuły arystokratyczne nadaje król. Król jest natomiast tylko człowiekiem, choć panowie upatrują w nim jakichś cech paraboskich, przez co znowu wracamy do Dreamlandu jeszcze sprzed 2009 roku, gdy panujący monarcha występował jako figura Ojca, który wychowuje, sprawiedliwie nagradza i karze. Nobilitacja nie wynika z jakiegoś matematycznego równania, które zlicza zasługi, ale z decyzji jednej osoby: tej, która akurat jest królem. Znane są przypadki zarówno spektakularnych pominięć na liście nobilitowanych, jak i nobilitowanie osób, które wcale aż tak bardzo się nie zasłużyły. O przyznaniu tytułu decyduje jedna osoba i tej osobie zdarza się mylić (nie wspominając już o tym, że osoba ta też ma swoich faworytów). Natomiast panowie chcą, by ta jedna osoba decydowała, kto będzie sprawował władzę ustawodawczą, a kto nie. I to, panie Schlesinger, nie jest demokratyczne. Więcej: nadania zwykle organizowane są raz w roku, a kadencja Izby Poselskiej trwa kilka miesięcy. Przez jakieś dwie kadencje (albo trzy, jeśli terminy akurat tak wypadną) nowy obywatel nie będzie miał wstępu do organizowanej przez panów elity władzy. Czy to fajne? Czy to demokratyczne? Czy to godne poparcia?
    A co z tymi, którzy tytułu honorowego się zrzekli? Zaryzykuję Pańskie zdziwienie: są takie osoby.
    Nawet jeśli wynajdziecie panowie instytucję „otwartej elity”, nadal będzie to elita, a panowie właśnie elicie chcą oddać władzę. I to, panie Schlesinger, nie jest demokratyczne. W Dreamlandzie „naszą siłą są ludzie”. Nie „utytułowani ludzie”, nie „zasłużeni ludzie”, nie tacy-czy-inni, ale „ludzie”, bez dodatkowych przymiotników.
    Pozdrawiam,
    Poul Dessa

  5. Panie Dessa,
    Nie do końca rozumiem Pańskie wypowiedzi. W Pańskim ujęciu wszelka forma rządów inna niż demokracja bezpośrednia jest oligarchią. Jest to poniekąd prawda, ale w KD demokracja pośrednia nie jest, zdaje się, nowością.
    Co do zaostrzenia kryteriów przyznania obywatelstwa – nie chcemy wprowadzać jakiś ultra-wyśrubowanych standardów; chcemy, aby obywatelstwa otrzymywali ci, którzy pozostaną w Królestwie i będą działali aktywnie na jego rzecz.
    Natomiast co do elit w parlamencie – zdaje się Pan sugerować, że chcemy zabronić wstępu do Izby Poselskiej każdemu, kto nie posiada tytułu honorowego. Nie jest to prawdą – ma to obowiązywać tylko w izbie wyższej, którą chcemy przywrócić, aczkolwiek jak pokazała lista kandydatów do IP, to zdecydowanie plan długoterminowy.
    W tej – a także dwóch poprzednich – w Izbie Poselskiej zasiadali wyłącznie arystokraci. Jeżeli za naszych rządów będzie tak samo, będzie to utrzymanie stanu dotychczasowego, a nie „przemienianie się [Dreamlandu] w państwo elitarystyczne”. Nikomu nie zabronimy kandydowania do IP bez tytułu honorowego.
    Zawsze zdawało mi się oczywistym, że w parlamencie z założenia zasiadaj elita – chodzi oczywiście o elitę walorów, a nie elitę posiadania czy rodową. Kto Pana zdaniem powinien zasiadać w IP, trzech najmłodszych stażem obywateli Dreamlandu?
    Naszą siłą są ludzie; uściślajac, aktywni ludzie. Aktywni ludzie powinni zdobywać doświadczenie pracując w administracji prowincjonalnej, potem federalnej, a na końcu – zasiadać w parlamencie. Z tego co wiem, takie cursus honorum nie jest niczym nowym w Królestwie.

    Pozdrawiam,
    Martin Schlesinger



Copyright © 2012-2018 KURIER – Mikronacyjny Serwis Prasowy. All rights reserved.
Designed by Theme Junkie. Powered by WordPress.