Jesteś tutaj: Home // Kontynent Wschodni (Orientyka/Ostia), Wywiad // Surmeński renesans na gruzach republiki. Rozmowa z Celestyną Sinalenno

Surmeński renesans na gruzach republiki. Rozmowa z Celestyną Sinalenno

Z Celestyną Sinalenno, przedstawicielką surmeńskiej centrolewicy i pierwszą kobietą piastującą urząd Archonta Królestwa Surmeńskiego, rozmawia Jacques de Brolle

sinalenno2

Celestyna Sinalenno przez pół roku zasiadała w gabinecie szefa surmeńskiego rządu

Drapieżność to Pani znak rozpoznawczy – takie wrażenie nasuwa się po lekturze debat publicznych z Pani udziałem. Trafiłem na takie wypowiedzi, które więcej mają wspólnego ze smaganiem biczem niż z czysto retorycznym sporem. Przyznaje to spora część uczestników surmeńskiej sceny politycznej – nie tylko Pani tradycyjni adwersarze. Zarazem trudno uwolnić się od wrażenia, że ten wyrazisty i zarazem merytoryczny ton komenatarzy wywołuje w Pani rodakach rodzaj szczególnego szacunku, by nie powiedzieć – admiracji, nad którą mógłby pochylić się życzliwy psychoanalityk. Kilkanaście dni temu Ioannis Avrampoulos, urzędujący Archont Królestwa Surmeńskiego, po zakończeniu jednej z większych awantur politycznych ostatnich tygodni wręczył Pani okazały bukiet czerwonych róż, przekonując, że „naród” będzie Pani dłużny „do końca życia”. Nie mniej efektowny bukiet otrzymała Pani w lipcu w podziękowaniu za okres owocnych rządów w charakterze szefa surmeńskiego rządu (archontei). Jeden z eklezjastów ułożył na Pani cześć wiersz – co prawda lekko niepokojący w swej dwuznaczności, ale jednak. Takie widoki w polskim mikroświecie nie zdarzają się często. Niedawno ogłosiła Pani jednak zakończenie kariery  i wycofanie się z życia publicznego, argumentując swoją decyzję – między innymi – niechęcią do „pokątnego kurewstwa politycznego”. Czuje się Pani spełniona? Skąd w ogóle pomysł  na zaangażowanie w politykę? Pierwotnie nic tego nie zapowiadało – tuż po przybyciu deklarowała Pani wyłącznie  chęć zajęcia się nauką.

Tak. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że jestem spełniona. Co prawda, mam jeszcze kilka(naście) pomysłów odnośnie rozwoju Królestwa Surmeńskiego, ale daję sobie i innym czas na wykazanie się. Pomysł na zaangażowanie się przyszedł od ówczesnego Archonta Demokracji Surmeńskiej Stefanosigosa, który zaproponował objęcie posady Nomarchy Nomosu Jacyńskiego, czyli działacza lokalnego. Zgodziłam się i przez to niejako zaangażowałam się w szeroko rozumianą politykę. Najpierw rozpoczęłam swoją pracę na szczeblu lokalnym, a później wraz z przybywającym doświadczeniem, spróbowałam zdziałać coś na szczeblu centralnym. Dziś mogę powiedzieć, że nie żałuję tej decyzji. Udało mi się przeprowadzić, choć w części, reformę Królestwa Surmeńskiego i przygotować je do nowego rozdziału jakim jest monarchia. Czy drapieżność jest moim znakiem rozpoznawczym? To zależy. Staram się podejmować dyskusje, jeżeli mają one sens, jeżeli coś wnoszą istotnego do sprawy. Bicie piany dla samego bicia mnie nie interesuje. Nie daje żadnego pożytku. Mamy w Królestwie za dużo populistów, by pozwolić sobie na takie rozpasanie, dlatego też moje wypowiedzi mogą być odbieranie jako drapieżne. Choć muszę przyznać, że jestem osobą, która broni swego zdania, ale też potrafię przyjąć racjonalne argumenty. Faktem jest również to, że zapowiedziałam zakończenie kariery politycznej, tak jak Pan Redaktor tutaj wskazał, mam dość tajnych układzików, spisków i grania na dwa czy więcej frontów. Zawsze starałam się grać w otwarte karty, nie ukrywając swoich celów. Niemniej jednak nie zapowiedziałam, że do polityki nie wrócę. Obecnie przewartościowałam swoją „piramidę celów” i stawiam na rozwój kulturowy i naukowy. Wciąż w powijakach są opracowywane przeze mnie historia literatury surmeńskiej i badania z zakresu starowierzeń. Tym właśnie zamierzam się zająć przechodząc niejako na urlop od polityki. Choć znając siebie, nie pozostanę bierna wobec działań rządu, jaki on by nie był, czy wydarzeń międzymikronacyjnych.

W Surmenii pojawiła się Pani w pierwszej połowie ubiegłego roku. Przez blisko miesiąc pozostawała Pani na liście sympatyków Nowej Prawicy, by ostatecznie związać się z centrolewicową Partią Demokratyczną. Surmenia pozostaje jedną z zaledwie trzech polskich mikronacji – obok Federacji Al Rajn i Księstwa Sarmacji – gdzie faktycznie daje się dziś zauważyć obecność zwolenników zarówno szeroko pojętej prawicy, jak i lewicy. Obok Partii Demokratycznej mamy wszak Front Socjalistyczny, z drugiej zaś strony – centroprawicę, sympatyków monarchii i liberalnych katolików. Jeśli jednak przyjrzeć się treści debat publicznych łatwo o wniosek, że wątków typowo ideologicznych właściwie tam nie ma. Pewnym wyjątkiem była debata nad projektem ustawy o małżeństwie i związkach partnerskich, ale ta wypaliła się nadzwyczaj szybko i zakończyła bez jednoznacznego zwycięstwa żądnej ze stron. Czy w mikroświecie jest w ogóle miejsce na idee polityczne w czystej postaci? Czy też, koniec końców, wszystko zawsze rozbija się o systemy informatyczne, zarządzanie kadrami, instytucje i jałową walkę o dostęp do wodopoju?

Nowa Prawica miała być czymś świeżym, zapowiadającym jakiś przełom na scenie politycznej Demokracji Surmeńskiej. Niemniej jednak postawa ówczesnych władz partii nie przekonała mnie na tyle, by zostać członkiem. Zdecydowanie bardziej pasował mi natenczas program Partii Demokratycznej, w której mogłam rozwijać skrzydło centrolewicowe. Debat ideologicznych nie ma – to fakt niezaprzeczalny. Myślę, że w mikroświecie jest miejsce na spory ideowe w polityce. Zależy tylko to od uczestników takiego sporu jak to będzie wyglądać. Choć nie można tutaj ukryć, że walka polityczna i chęć zdobycia władzy wielokrotnie poddaje próbie wartości ideowe każdej z partii. Niektóre z nich wychodzą zwycięsko, a pozostałe zaprzedają je za stołki. Owszem, w rzeczywistości najbliższe są mi wartości centrolewicowe, choć zgadzam się w pewnych aspektach również z prawicą.

Pytanie stare jak sam mikroświat: dlaczego tak niewiele kobiet decyduje się zamieszkać w świecie państw internetowych, a jeszcze mniej – aktywnie włączyć w mikronacyjną politykę?

Polityka, nawet ta mikronacyjna, jest brutalna. Nie każda kobieta chce i ma siłę, by stawić temu czoło. Choć zdarzają się chlubne wyjątki jak np. Pani Kanclerz Sarmacji Karolina von Lichtenstein czy była Premier Królestwa Dreamlandu i Elderlandu Fabiola de Willibald. Przykładów państw, w których to kobiety stały za sterem, jest niewiele, choć z roku na roku przybywa. Mam nadzieję, że taka tendencja się utrzyma. Problemem dla kobiet może być dominacja mężczyzn i brak możliwości wykazania się w kraju, choć oczywiście wszystko to się zmienia.

Jeszcze rok temu wydawało się, że surmeńska scena polityczna stanowi teatr jednego aktora. Timoteos Stefanosigos na podobieństwo mitycznego Atlasa stanowił opokę państwa, nieomal gwarancję jego trwania w dość mizernych warunkach demograficznych. Zdeklarowany demokrata Stefanosigos przez długi czas był również twarzą surmeńskiej republiki na arenie międzynarodowej. Na forum Królestwa można zetknąć się z wypowiedziami świadczącymi nie tyle o ogromnym szacunku, co wręcz kulcie pamięci o dawnym Archoncie i Tyranie. Stefanosigos, obok fikcyjnego Kaharona I,  to również jeden z najczęstszych punktów odniesienia dla lokalnej klasy politycznej. Złotoustego majora (na finiszu – pułkownika) już nie ma, Surmenia od ośmiu miesięcy jest monarchią; erozji uległa również rzeczywistość geopolityczna w znacznej mierzy wykreowana przez Stefanosigoa i pierwszego monarchę: rozluźnieniu uległy stosunki z Wiedniem, dawne Trójprzymierze jest już dyplomatyczną fikcją, Hasseland „odpłynął” w swoją stronę, wyimaginowane wpływy rotryjskie obsesyjnie zwalczane są przez przeciwników rodziny królewskiej. Surmenia jest już dziś zupełnie innym państwem. Wydaje się, że silniejszym, wewnętrznie bardziej dynamicznym i zróżnicowanym. Zmiana ustroju okazała się strzałem w dziesiątkę? A może to właśnie ustąpienie Zeusa stworzyło przestrzeń dla nowych tytanów? Jak ocenia Pani obecną kondycję Królestwa?

Zmiana ustroju przyszła w dobrym momencie. Według mnie była tym „strzałem w dziesiątkę”. Demokracja się nie sprawdziła. Raz po raz przeżywaliśmy większy czy mniejszy kryzys związany z przedłużającą się nieobecnością Archonta, ówczesnej głowy państwa. Teraz, w obecnym modelu ustrojowym, zdecydowanie lepiej można zarządzać państwem. Efektywniej. Nieoceniona będzie z pewnością praca Stefanosigosa jaką wykonał dla Naszego kraju. Był i będzie prawdziwym mężem stanu. Jego odejście spowodowało pewną lukę, którą należało zlikwidować. Powróciła do Surmenii rodzina apo Zep, udało się wypracować nowe rozwiązania, akceptowalne przez zdecydowaną większość obywateli i wprowadzono monarchię. Obecnie Królestwo przeżywa renesans, choć coraz bardziej martwi mnie postawa rządu, który chce zaprzepaścić osiągnięte przez kilka miesięcy cele, a także przedłużający się brak aktywności ze strony Archonta i członków rządu.

Jak z perspektywy ostatnich miesięcy ocenia Pani postawę surmeńskiej rodziny królewskiej? Czy uzasadnione były obawy przed przekształceniem Surmenii w „dependencję rotryjską” w wyniku sprowadzenia do kraju „rotryjskiej śmietany” – jak jeszcze w grudniu wieszczył Stilianos Markazenis – żarliwy obrońca republiki?

Oh, Eklezjasta Markazenis jest sławny z bicia piany. Raz po raz wieszczył jak Pytia, że nastąpi kataklizm czy uzależnienie Królestwa Surmeńskiego od Państwa Kościelnego Rotria. Nie ukrywam, że stosunki pomiędzy naszymi krajami są… napięte. Zdecydowana większość nie akceptuje obecności rotriochrześcijaństwa na ziemiach surmeńskich. Musimy mimo to zaakceptować, że Jego Królewska Mość Viktorjos Paulosigos był jednym ze współtwórców Rotrii, a Dostojny Wicekról, Jego Książęca Mość Marco Sforza apo Zep był patriarchą i prominentnym dostojnikiem kościelnym i będą związani z Rotrią w ten czy w inny sposób. Niemniej jednak, zawsze obaj powtarzali, że to Surmenia jest ich domem; że to właśnie Surmenia zawsze będzie na pierwszym miejscu. Ja w te zapewnienia wierzę. Rodzina królewska nie raz już udowodniła przywiązanie do surmeńskiej ziemi i ludu. Możemy to choćby zauważyć po tym jak Wicekról zrzekł się wszystkich tytułów a nawet obywatelstwa PKR poświęcając się całkowicie Królestwu Surmeńskiemu. Eklezjasta Markazenis nie raz wykazał, że ma poglądy niczym chorągiewka. Skąd wieje wiatr – taką on pozycję przybiera. Mam nadzieję, że jego postawa z ubiegłego roku się zmieniła i dorósł w kulturze politycznej na tyle, by odbierać go jako kogoś, z kim można współpracować.

Mimo drobnego zgrzytu na początku, podczas Pani urzędowania w gabinecie Archonta doszło do poważnego ocieplenia stosunków surmeńsko-dreamlandzkich. Najbardziej spektakularnym dowodem – jednoznacznie przychylne stanowisko rządu surmeńskiego w odniesieniu do zabiegów dyplomacji elderlandzko-dreamlandzkiej w trakcie eskwilińskiego Kongresu Kontynentu Wschodniego. Kulminacją okazał się dwustronny szczyt zorganizowany w Kaharonei. W tej chwili jednak nic nie zapowiada kontynuacji tego kursu. Pani następca na stanowisku Archonta, Ioannis Avrampoulos, w swoim niedawnym exposé odegrał starą i doskonale znaną melodię, zapowiadając powrót do idei Trójprzymierza i wskazując Austro-Węgry jako strategicznego partnera Surmenii. Lista państw, z którym Surmenia pod rządami centroprawicy zamierza utrzymywać bliskie kontakty, poza regionem Orientyki obejmuje również Skarland i Rzeczpospolitą Obojga Narodów. Czy Surmenia ma jakąś stałą strategię globalną? Jak ocenia Pani obecną politykę zagraniczną nowego rządu?

Monarchia Austro-Węgierska, od zmiany warty na tronie cesarsko-królewskim straciła na znaczeniu. Obecnie przechodzi okres stagnacji, nie działa tam ani Izba Delegatów czy Izba Posłów, a co za tym idzie sparaliżowany jest parlament – Zgromadzenie Parlamentarne. MAW utraciła swój status mocarstwa. W swojej polityce zagranicznej uznałam, że Trójprzymierze a także same kontakty z Wiedniem nie są już tak ważne jak kiedyś. Z racji historycznej oczywiście chciałam pozostać z Monarchią w dobrych stosunkach, niemniej nie widziałam ani potrzeby ani szans na większy rozwój pomiędzy Naszymi krajami. Nie rozumiem postawy obecnego rządu, który ewidentnie wraca do historii. Co jak co, ale uważam, że owszem historię należy szanować, ale liczy się tu i teraz, a nie zamierzchłe czasy, które są pożywką dla spragnionych wiedzy historyków. Stąd również zmiana w kierunku polityki zagranicznej za czasów moich rządów jako Archonta. Dwustronny szczyt w Kaharonei miał przynieść kilka efektów: współpracę kulturową, gospodarczo-ekonomiczną oraz polityczną. Niemniej jednak wciąż nie mogę się doczekać oficjalnego stanowiska od rządu w sprawie owego szczytu. Na nic zdają się moje depesze czy ponaglenia, chcę doprowadzi tę kwestię do końca. Mam nadzieję, że kilkumiesięczna praca zarówno delegacji surmeńskiej jak i dreamlandzko-elderlandzkiej nie pójdzie na marne, a wypracowane tam dokumenty nie pójdą do niszczarki. Zapomniano również o Republice Palmowej, której Prezydent Morales stał się przyjacielem Królestwa Surmeńskiego i wiele razy wyciągał do Nas swą pomocną dłoń. Za to pojawiła się Rzeczpospolita Obojga Narodów, co nie jest zaskakujące zważywszy na fakt, że oba Nasze kraje należą do Rady Nauki i Kultury, gdzie mamy wspólny panel dyskusyjny odnośnie najważniejszej sfery, czyli kultury. Polityka zagraniczna obecnego rządu to tak naprawdę odgrzewanie starych pomysłów. Nic nowego, nic twórczego. Stan nihil novi. Oceniając więc obecny kierunek, bo żadnych znaczących kroków nie podjęto, oceniam to na dostateczny z ogromnym minusem.

Wiemy już jednak na pewno, że rządowa polityka wobec Skarlandu nieoczekiwanie obrała kurs zgoła przeciwny do planowanego –  Archont Avrampoluos udzielił jednoznacznego poparcia skarlandzkiemu rządowi emigracyjnemu Ciro Andreasa, który przez blisko tydzień przebywał na terytorium Surmenii. Od samego aktu uznania ważniejsza wydaje się jednak szorstka ocena, jaką Avrampoulos wystawił obecnym elitom Skarlandu, nazywając JKW Norberta „dyktatorem”, który „strzela do ludzi i pacyfikuje miasta”. Po czymś takim trudno będzie wrócić do dawnych deklaracji. Tymczasem Partia Demokratyczna, w imieniu której zabrała Pani wówczas głos, zdecydowanie odcięła się od polityki rządu i wyraziła stanowczą dezaprobatę wobec skarlandzkiego gabinetu emigracyjnego. „Jego Królewska Wysokość Andreas jak i Jego Królewska Wysokość Norbert są siebie warci. Manipulanci, dyktatorzy i pozoranci nigdy nie będą brani pod uwagę” – napisała Pani w krótkim oświadczeniu. Raptowna zmiana stanowiska Ciro Andreasa i ewakuacja jego rządu naraziła nieco na szwank reputację Królestwa, które, jakby na to nie patrzeć, poważnie zaangażowało się w całą awanturę. Barwny Kostas Mikis złożył przecież projekt uchwały w sprawie „uznania i pomocy dla prawowitych władz Królestwa Skarlandu i potępieniu nielegalnej junty okupującej Królestwo Skarlandu”. Mocne. Czy Surmenia powinna zachować neutralność? Jak ocenia Pani ostatnie wydarzenia w tym osobliwym sporze, który przedwczoraj wszedł w nową fazę?

Musimy na samym początku zauważyć, że Królestwo Skarlandu nie leży na tym samym kontynencie co Królestwo Surmeńskie, stąd stanowisko Partii Demokratycznej było jasne – Królestwo Surmeńskie nie powinno brać udziału w jakichkolwiek działaniach w Królestwie Skarladu. Rzadko kiedy Królestwo Surmeńskie bierze udział w konfliktach wewnętrznych państw mieszczących się na innym kontynencie. To ich wewnętrzna sprawa. My, jako Królestwo, nie mamy tam nic do powodzenia, bo sami nie chcemy, żeby ktoś mieszał się w nasze sprawy. Warto zauważyć, że rodzina de Catalan i społeczność Skarlandu zachowują się jak aktorzy taniej, brazylijskiej telenoweli. Nie dano większej władzy Wicekrólowej Estelli, to ogłosiła niepodległość. Nie podobał się Jego Królewskiej Mości Norbertowi następca tronu – Manuel de Catalan to ogłosił wyrok skazujący go na banicję. Jego Królewska Mość Andreas I, prawdopodobnie w odwecie przysposobił sobie Eminencję Lorenza Pietro de Medici jako syna i powstała kolejna odnoga rodu: Medici de Catalan. Dodajmy jeszcze działalność IOON, która nie ma nic wspólnego z naprawą państwa – bo to co robi Pan Przewodniczący nijak ma się do realnej naprawy, a raczej przypomina teatr jednego aktora. Istna szopka. Dlatego też uważam, że Królestwo Surmeńskie powinno zachować bezwzględny spokój i być obserwatorem tych wydarzeń z odpowiedniej odległości. Eklezjasta Mikis faktycznie złożył takowy projekt, niemniej jednak liczę, że nie zdobędzie on wystarczającego poparcia w Eklezji, by go przyjąć. Skarland po raz kolejny w swojej historii zmaga się z wewnętrznymi sporami, a każdy z rodziny de Catalan chce objąć tam władzę jako król. Proszę zauważyć, że powoli więcej jest członków rodziny de Catalan niż faktycznych obywateli Skarlandu.

Jeśli wczytamy się w oficjalne deklaracje programowe i publiczne oświadczenia surmeńskich decydentów z ostatniego roku,  łatwo o wrażenie, że z perspektywy Kaharonei kontynent kończy się na Rotrii i Austro-Węgrzech. O ile można zrozumieć brak odniesień do Królestwa Victorii i Zjednoczonego Królestwa Brytanii i Wielkich Dominiów – państw znajdujących się w ostatnim czasie w osobliwym stanie zawieszenia – o tyle, patrząc z boku, dziwić może brak poważniejszych odniesień do Trizondalu. Odnoszę wrażenie, że jedynym wspólnym przedsięwzięciem ostatnich dwunastu miesięcy było podpisanie czysto technicznej umowy w sprawie wydzierżawienia Trizondalowi Kukryli Mniejszej – jednej z Wysp Kurkylskich – w celu połączenia Trilandu z kontynentalną Orientyką. To niewiele. Czy Surmenia i Trizondal w ogóle mają jakieś wspólne interesy? Obrady Kongresu Kontynentu Wschodniego przekonują, że o ile nie brakuje dobrej woli z obu stron, tak trudno te relacje wypełnić jakąś atrakcyjną treścią. Kolejnym „wielkim przemilczanym” jest Eskwilinia, państwo o sporym potencjale demograficznym.

Usiłowałam zmienić kierunek, zwrócić politykę na inne tory nie prowadzące wyłącznie do Monarchii czy Rotrii. Z Państwem Kościelnym Rotria na zawsze będziemy związani, dość silnie, historią. Z Trizondalem i podobnie jak z Eskwilinią, bo mogę mówić wyłącznie za siebie i swój rząd, nie podjęłam rozmów, ponieważ starałam się skupić na innych celach, które w tamtym czasie wydawały mi się nadrzędne. Królestwo Surmeńskie i Trizondal z pewnością mogłyby znaleźć wspólne obszary gospodarki, ale i nie tylko, w których moglibyśmy ściślej współpracować – choćby w opracowaniu linii kolejowych dla Królestwa Surmeńskiego. Postąpiłam więc zgodnie z przysłowiem: „lepszy wróbel w garści, niż gołąb na dachu” – skupiając się na celach, które były możliwe do osiągnięcia.

Serdecznie dziękuję za rozmowę.

Tagi: , , , , , , , , , ,



Copyright © 2012-2014 KURIER – Mikronacyjny Serwis Prasowy. All rights reserved.
Designed by Theme Junkie. Powered by WordPress.