Jesteś tutaj: Home // Idee i polemiki // Republikanie i legaliści

Republikanie i legaliści

Czy naprawdę potrzebujemy określić, czym w mikronacyjnej polityce są „prawica” i „lewica”? Oczywiście nie; nie dość, że w świecie realnym sens tradycyjnego podziału sceny politycznej może skutecznie podważyć średnio rozgarnięty student pierwszych lat politologii, to w warunkach wirtualnych da się z powodzeniem argumentować, że nie ma żadnego historycznego uzasadnienia dla mówienia o tym podziale: żadnej rewolucji, przełomu ani oświecenia, z których v-lewicę i v-prawicę moglibyśmy wywieść. Z tego względu w punkcie wyjścia bazujemy na intuicyjnym rozumieniu obu kategorii – nie mogąc odwołać się do źródłowego sensu, którym w świecie realnym jest stosunek do zmiany społecznej; w mikroświecie kategoria „postępu” ma chyba zastosowanie wyłącznie w odniesieniu do informatycznej infrastruktury.

Wiele znaczących (albo przynajmniej zauważalnych) mikronacyjnych projektów politycznych istnieje w ogóle poza lewicowo-prawicowym podziałem: nikt chyba nie zastanawia się, czy Wspólnota Korony Ebruzów jest projektem „lewicowym” czy „prawicowym”, albo czy (dawno, dawno temu) zmiana ustroju Baridasu z republikańskiego na monarchistyczny była przesunięciem na prawo. Artykuły takie jak Jacquesa de Brolle’a „Przed wyborami: Dreamland ponownie skręca w prawo” wydają się mieć sens o tyle tylko, o ile dotyczą bieżących zdarzeń (i pisane są jednak z przymrużeniem oka).

Do tego, oczywiście, przy odświeżaniu problemu „lewicowo-prawicowości” wirtualnej polityki – ile zostało już o tym powiedziane! – nieuchronnie pojawi się zarzut o naginanie świata wirtualnego do potrzeb świata realnego, o nadużycie analogii.

Dlatego też, uprzedzając – nie musimy, oczywiście, myśleć o wirtualnej lewicy i wirtualnej prawicy w ogóle. Bez ich określenia, bez wyznaczenia linii podziału, nie stanie się nic strasznego ani wspaniałego: zarzucając te kategorie nie odkryjemy sensu naszego v-istnienia, nie wynajdziemy rewolucyjnych nowych projektów politycznych, nie stworzymy mikronacji kończącej wszystkie mikronacje. Jeśli uznamy, że w warunkach wirtualnych „lewica” i „prawica” to jedynie doraźne etykietki, wyłącznie sposoby samookreślenia tego czy innego stronnictwa, to słońce i tak wzejdzie nad Wandystanem, wirtualny mundial się odbędzie, a dynastia Ebruzów nie zostanie dotknięta żadną straszliwą plagą. Nasz v- światek, gdyby chciał, mógłby akurat egzystować sobie w przestrzeni względnie postpolitycznej; jeśli gdziekolwiek wytworzenie takiej jest możliwe, to tu. Rzecz w tym, że akurat tu zrobiłoby nam się przeraźliwie nudno.

Jednak jeśli uznamy, że myślenie w kategoriach lewicy i prawicy jest w nas zbyt mocno zakorzenione z racji na nasze realowe awatary – i z poziomu polityki mikronacyjnej zwyczajnie tego podziału zdekonstruować się nie da – to sprawa robi się ciekawsza.

Na jakie sposoby można wtedy definiować „lewicę” i „prawicę”?

1. Ze względu na „klimat”

Sposób narzucający się, a zarazem najbardziej chyba jałowy: „lewicowość” i „prawicowość” miałaby się określać wedle odniesień do świata realnego, do stylizacji – parodystycznej bądź nie. Wszyscy monarchiści hurtem są na prawicy, Wandejczycy zbieraniną lewaków, i tak dalej. Kłopot oczywiście w tym, że takie nawiązania nie zawsze przekładają się na jakikolwiek program polityczny (a niektóre projekty polityczne, jak choćby Świecki Kościół Wandejski, okazują się nagle ulotne i nieuchwytne). Między mandragorem Khandem a Piotrem II Grzegorzem nie zaszła szczególna ewolucja poglądów (przynajmniej w warstwie pryncypialnej). „Twardzi” dreamlandzcy monarchiści bywali wśród najbardziej progresywnych demokratów świata wirtualnego. Bojownicy z Wolnej Gnomii poza Gnomią miewali poglądy jak najbardziej konserwatywne. Etc., etc. Sprawę utrudnia fakt, że z systemu tytułów arystokratycznych korzystają – jak leci, choć z wyjątkami – konserwatyści, liberałowie, demokraci, lewicowi radykałowie, etc. W Sarmacji okrzyk „niech żyje Książę!” ma dziś faktyczny wymiar polityczny – z racji na tarcia między Zielonym Balonikiem a ONR-em – ale gdzie indziej może on pozostawać zupełnie neutralny i współdzielony przez politycznych przeciwników – nie dlatego, że monarchia jest wspólnym dobrem ponad podziałami (chociaż można to widzieć i tak), ale raczej dlatego, że w warunkach wirtualnych odmian monarchii jest jeszcze więcej niż w świecie rzeczywistym.

2. Ze względu na postulaty „demokratyczne”

Inne narzucające się kryterium: dążenie do demokratycznego systemu sprawowania władzy, zwłaszcza do demokracji bezpośredniej. Tutaj problem jest w zasadzie podobny: utrzymanie elementów feudalnej hierarchii, tytulatury, symboliki, a nawet głosów ważonych może być, i historycznie bywało, wspierane przez najbardziej poczciwych zwolenników otwartego i egalitarnego modelu mikronacji. Przyczyna jest prosta – do państwa wirtualnego przyciągać ma jego „państwowość”, a tę najłatwiej wyakcentować przez silne struktury symboliczne i określone mechanizmy władzy, kojarzone w świecie realnym z perspektywą konserwatywną. Jeśli na moment, wbrew zwyczajowi, mielibyśmy spojrzeć na mikronacje jednak jako na rodzaj gry, to w „monarchię” gra się ciekawiej niż np. w „demokrację deliberatywną”. Innymi słowy, w pewnym uproszczeniu, system tytułów, dworzan, namiestników, etc. miałby motywować do zabawy; co, oczywiście, znajduje swoje negatywne odbicie w „weteranach” domagających się od nowoprzybyłych „dowodów zaangażowania” w budowę państwa – wtedy jesteśmy najbliżej wirtualnego nacjonalizmu. W tym miejscu nie chodzi zresztą o ocenę, a wyłącznie o zauważenie, że ani na „lewicy” nie znajdzie się samych demokratów bezpośrednich, ani na prawicy samych zwolenników odgórnie narzuconej drabinki społecznej.

3. Ze względu na v-gospodarkę

To kryterium, do którego rozpatrzenia skłania przede wszystkim język, jakim o sprawach gospodarki mówią członkowie dreamlandzkiej Partii Burżuazyjnej – język realnej ekonomii (i to w odcieniu neoliberalnym) przenosząc do państwa, w którym nie istnieje system gospodarczy. Czy mówienie o redystrybucji dochodów i o mieszkaniach socjalnych w Dreamlandzie czyni kogoś „lewicowcem”? Czy promowanie „kreatywności” i „przedsiębiorczości” robi z nas (neo)liberałów? Co wynika z dyskusji o PKB? W tym, że na forum KD pojawiają się wątki dotyczące takich kwestii, jest coś wyjątkowo fascynującego (a za sam poświęcony czas i energię autorom należy się uznanie), tym niemniej wprost na kategorie polityczne i ideowe nie da się tych forumowych wywodów przełożyć – mamy do czynienia raczej z bardzo rozbudowaną formą stylizacji (i autokreacji).

W wypadku państw, w których istnieje system gospodarczy, to kryterium poddaje się takiej samej krytyce, co kryterium „demokratyczności”. „Gra” w v-biznes jest zasadniczo zabawniejsza i przystępniejsza (bo oparta na konkurencji) niż „gra” w zrównoważony rozwój bądź społeczną własność środków produkcji. Oczywiście, można stworzyć system gospodarczy oparty na socjalistycznej wizji społeczeństwa, który dostarczy „graczom” sporo radości – wyobraźmy sobie SG „Falanster” albo SG „Centralne planowanie z uwzględnieniem przerośniętej biurokracji zdegenerowanego państwa robotniczego” – ale to raczej wyjątki od reguły. Ponownie – poparcie takiego czy innego kształtu systemu gospodarczego nie nakłada się na podział na „lewicę” i „prawicę”.

4. Ze względów historycznych

To chyba jedyne kryterium, które broni się przez dłuższą chwilę: każde v-państwo miałoby mieć swoją specyficzną „lewicę” i „prawicę”, definiującą się wedle różnych swoistych i partykularnych kryteriów: autonomii prowincji, roli Księcia, etc. O ile mamy w tej sytuacji do czynienia z podziałami faktycznie określającymi program polityczny, widocznymi i historycznie zakorzenionymi, o tyle uznając ich prymat przyznajemy, że kategorie „lewicy” i „prawicy” są wyłącznie naroślami świata realnego, owocem naszych niezbywalnych nawyków i niczym więcej, utajoną realiozą: odruchowo nazwiemy centralistów „prawicą”, a autonomistów „lewicą”, ale terminy te są dla nas w zasadzie bezużyteczne.

Mechanika i styl

Po krytyce czas na tzw. pozytywną propozycję; zdaniem niżej podpisanego podział na „lewicę” i „prawicę” jest bowiem jednak do odzyskania przez mikronacyjnych polityków.

Można powiedzieć, sięgając po duże uproszczenia, że w świecie realnym ideowym horyzontem lewicy (nie całej, oczywiście) jest zniesienie wszystkich struktur opresji; jej udział we władzy, przynajmniej w tradycji socjalistycznej, jest krokiem do zniesienia samej władzy. Nie można nie wikłać się w przemoc specyficzną dla obecnego systemu, ale można dążyć do jej ostatecznego wymazania. Prawica, przeciwnie, broni wytworzonych już mechanizmów władzy, które widzi w kategoriach pożytecznej dyscypliny, porządku, moralnego uwznioślenia, etc.

Państwo wirtualne, u swoich podstaw, oparte jest na idei dobrowolności. Co więcej – i to udowadniają kolejne exodusy wpływowych obywateli w różnych państwach, od Morfeusza Tylera po Piotra II Grzegorza – nawet duży wysiłek i praca włożona w daną mikronację okazuje się często wkładem, który można „wycofać”, przenieść, zabrać, etc. Wydaje się, że przyznawanie odchodzącym prawa do „dysponowania owocami własnej pracy” wynika w mniejszej mierze z lęku przed realnym sporem o prawa autorskie bądź z naszego poszanowania dla własności prywatnej, w większym zaś – z przywiązania do dobrowolności i przygodności cechujących przygodę, jaką jest życie w mikronacjach.

Z powyższego proponuję wywieść następujący wniosek: w warunkach mikronacyjnych „lewica” to ci, którzy uważają, że budując państwo można nie wikłać się przesadnie w „realne” mechanizmy władzy: że projekt v-państwowy opiera się przede wszystkim na dyskusjach ideowych, publicystyce, oddolnych inicjatywach, spontanicznie tworzonej symbolice. Dla „prawicy” istotniejszym elementem będą ukonstytuowane struktury władzy: system prawny, dobrze uporządkowany system gospodarczy, sprawnie funkcjonujące sądy, etc.

Oczywiście, ani jedna, ani druga strona nie występuje „w stanie czystym” – tak, jak nie ma mikronacji, która nie potrzebowałaby i symboli, i paragrafów. Linię podziału lewica-prawica możemy jednak z powodzeniem wyznaczyć nie wewnątrz obszaru „klimat, styl, nawiązania do r-świata”, ale między tym obszarem a „mechaniką” mikronacji. Wydaje się, że taki podział przystaje do naszych intuicyjnych rozpoznań: Partia Burżuazyjna z jej naciskiem na zmiany prawa byłaby faktycznie „na prawo”, podobnie jak ostatni, nieco technokratyczny książę Sarmacji; spontaniczni Wandejczycy byliby zdecydowanie „na lewo”. Na tym tle ciekawie wypadłaby np. dawna dreamlandzka Partia Szachów i Pionków, która przeżywała zarówno „lewicowe”, jak i „prawicowe” okresy, retrospektywnie dające się chyba uzgodnić z historycznymi deklaracjami jej liderów.

Jeden przypadek, który powstrzymuje niżej podpisanego przed zakończeniem w tym miejscu, to Klub Republikański de Brolle’a i de Ramy – w tej wizji obaj nieodmiennie wypadają po stronie lewej, z czego raczej nie byliby zadowoleni. Dlatego konkluzja będzie nieco inna: być może w Dreamlandzie, z jego stylizacją na dystyngowaną brytyjską monarchię, z tradycją długich i stonowanych dysput, z jego prawniczą flegmą i niechęcią do takich nowinek jak systemowa gospodarka, „prawdziwa” lewica może istnieć tylko w historiach krótkotrwałych i szalonych projektów politycznych, ostrych polemik i nagłych odejść. Jeśli tak jest, to na tle całej historii Królestwa ugrupowanie de Brolle’a jest faktycznie dość lewicowe; i może do fundamentalnych podziałów ideowych należy dodać jeszcze jeden: między legalistami (skupionymi na mechanice) a republikanami (skupionymi na stylu), ryzykując, że linia podziału będzie przebiegać przez sam środek wirtualnej duszy najwybitniejszych i najstarszych Dreamlandczyków.

O Autorze

Wilhelm Maurycy –  obywatel Królestwa Dreamlandu; opublikowany wyżej tekst jest publicystycznym debiutem Autora.

2 komentarze do " Republikanie i legaliści "

  1. Zachęcam do lektury mojej polemikiz tym artykułem – http://www.sarmacja.org/artykul/pokaz/5702/0

  2. Gratuluję interesującego debiutu, który porusza wiele ważnych i dyskusyjnych kwestii, zatem pewnie przeniesiemy się z debatą na forum ;)



Copyright © 2012-2018 KURIER – Mikronacyjny Serwis Prasowy. All rights reserved.
Designed by Theme Junkie. Powered by WordPress.