Jesteś tutaj: Home // Dreamland, Idee i polemiki, Zachód // From Dreamland with love (polemika z Radzieckim)

From Dreamland with love (polemika z Radzieckim)

Bardzo się cieszę, że tow. Prezerwatyw Tradycja Radziecki zaproponował na łamach Wand-TASS polemikę z moim artykułem „Republikanie i legaliści” opublikowanym w „Kurierze”. Poniższy tekst należy czytać jako głos w dyskusji, w którą – mam nadzieję – uda się wciągnąć więcej rozmówców; głos to może o tyle nietypowy, że wyrażany przez wielkiego sympatyka Wandystanu, którego w Dreamlandzie pociąga jednocześnie specyficznie „brytyjsko-rojalistyczny” klimat. Innymi słowy sądzę, że podzielam fundamentalne wartości wyznawane przez tow. Radzieckiego, ale Dreamlandu opuszczać na rzecz Wandystanu nie zamierzam.

Ale po kolei. Po pierwsze – nie sugerowałem w oryginalnym artykule, że podział na lewicę i prawicę w warunkach wirtualnych nie ma sensu – gdyby tak było, nie pisałbym na ten temat ani słowa. Tow. Radziecki wprost przypisuje mi w pierwszym akapicie swojej polemiki pogląd, że „należałoby odrzucić taką kategoryzację” – tymczasem niżej podpisany starał się krytycznie rozprawić z różnymi mniej i bardziej intuicyjnymi kryteriami wyróżniania „lewicy” i „prawicy” wirtualnej właśnie po to, by zaproponować inny sposób rozumienia tego podziału. Innymi słowy, zaproponowane przeze mnie wnioski są efektem przeprowadzonej krytyki, a nie ekscentrycznym twierdzeniem zaproponowanym „pomimo” całego wcześniejszego wywodu.

Tow. Radziecki podnosi kwestie obyczajowe – zapewne słusznie. Zwolennicy egalitarnego podejścia do kwestii małżeństw w v-świecie będą trochę bardziej na lewo, ich przeciwnicy – trochę bardziej na prawo. Kłopot w tym, że na takich kwestiach nie da się oprzeć lewicowo-prawicowego podziału w świecie wirtualnym – z takich samych przyczyn, z jakich nie robi się tego w świecie realnym. Mówiąc wprost: David Cameron nie jest lewicowcem. Owszem, akurat tu możemy mówić o liberalnym bądź konserwatywnym podejściu do konkretnej kwestii obyczajowej – i tutaj „real” nakłada się faktycznie na „wirtual”, bo nikt nie będzie chyba „dla zabawy” uprawiać homofobicznej propagandy – tylko akurat to nie dotyczy kwestii „lewicy” i „prawicy”. W swoim artykule wskazywałem szereg kryteriów, które źródłowo pozwalają w r-świecie wskazać lewicowców i prawicowców – stosunek do ludzkiej seksualności, a nawet do religii, do nich nie należą. Temat został przewałkowany tysiące razy w świecie realnym, więc tutaj z czystym sumieniem możemy go zamknąć.

Teraz, zaburzając trochę kolejność wywodu tow. Radzieckiego, a propos Świeckiego Kościoła Wandejskiego. Tow. Radziecki twierdzi, że ten „nigdy nie był inicjatywą polityczną”, a jednocześnie pisze w kolejnym zdaniu (!): „jego powszechność i popularność wynika poniekąd właśnie z tego – wierni wandyści nie muszą być wandeistami (wandyzm – postawa religijna, wandeizm – ideologiczna), można w Kościele zaobserwować nurty monarchofaszystowskie, jak i inne (np. kibicowskie, tzw. podludzie)”. Koncepcja tak niejednolitego, szerokiego „Kościoła”, wykorzystującego w swojej retoryce pastisz i parodię realnej retoryki Kościoła katolickiego (i innych historycznych wyznań) jest wręcz nabrzmiała subwersją – i to tak z perspektywy wirtualnej, jak i realnej. Możliwe, że ŚKW jest najbardziej polityczną częścią polskiego mikroświata (chociaż akurat przy tym nie będę się upierał).

Teraz istotne pytanie zadane przez tow. Radzieckiego: „czy systemowa i zorganizowana partia socjalistyczna będzie prawicą”? Oczywiście, że może być – w historii świata realnego mamy wystarczająco wiele krytyk realnego socjalizmu jako doktryny prawicowej, „state capitalism”, etc., nawet krytyki (i apologie) Stalina jako konserwatysty. Leninowska definicja „lewactwa” obejmuje, zasadniczo, wszystkich „na lewo” od bolszewików; ba, mamy Peronistów-marksistów i Peronistów-faszystów, słowa Musoliniego o „italianizacji Marksa” i pisma Sorela, Sloterdijka, Brzozowskiego i portugalską socjaldemokrację. Innymi słowy: już w świecie realnym na każdym poziomie uprawiania polityki (pojedynczych myślicieli, doktryny, ruchu, partii rządzącej…) znajdziemy przykłady na to, jak „systemowa i zorganizowana” partia lewicowa może stać się prawicą.

Wróćmy do warunków ściśle wirtualnych. Tutaj, oczywiście, pytanie należałoby doprecyzować: co znaczy „systemowa” i „zorganizowana”? Jeśli skupia się na „odgórnym” tworzeniu państwa, na kształtowaniu go za pomocą przepisów i systemów – tak, może być partią prawicową. Szczególnie w świecie wirtualnym, gdzie kolektywizm w kwestiach gospodarczych jest kwestią naprawdę trzeciorzędną.

Ciekawsza wydaje mi się jednak sytuacja odwrotna czy też komplementarna: wirtualnej lewicy klasyfikowanej odruchowo jako prawica.

Wychodzę z następującego założenia: łatwo pomyśleć – a nawet wytknąć palcem – takiego dreamlandzkiego monarchistę (arystokratę-republikanina, etc.), którego realne poglądy plasują się gdzieś między liberalnym centrum a rozsądnym centrolewem. Możemy nawet wymyślić – chociaż z wytknięciem będzie pewnie trudniej – lewicowego radykała, który zgadza się na zabawę w tytuły, dwory, lenna, etc. Dlaczego?

Po pierwsze – dlatego, że w świecie wirtualnym bardzo trudno o realny wyzysk kogokolwiek przez kogokolwiek. Banowanie, zamykanie w więzieniach, cenzurowanie, odbieranie dostępów, etc. – jest w niemal wszystkich państwach wirtualnych wielką rzadkością, jeśli w ogóle się zdarza. Praktycznie nie istnieje praca najemna. Można kłócić się o wolność słowa, ale nie o realny wyzysk jednego człowieka przez drugiego. Nie twierdzę, że nie występują nadużycia władzy, manipulacje i uzależnienia jednych od drugich, ale mają one bardzo złożony charakter, w dużej mierze psychologiczny – związany ze specyficzną immersyjnością świata wirtualnego. Czekam na poważną lewicową krytykę tych zależności – póki co stoję przy tezie, że w przestrzeni wirtualnej wyzysk w „realnym” rozumieniu zredukowany jest do minimum.

Po drugie – możemy pomyśleć takich osobników dlatego, że do pewnego stopnia świat wirtualny jest jednak grą. Demokrata siadający do kart nie przestaje być demokratą tylko dlatego, że cieszy się z dobrego rozdania, z przewagi nad przeciwnikami, z udanej licytacji. Określone struktury zależności w ramach gry – w naszej rzeczywistości będą to np. tytuły arystokratyczne, systemy lenne, etc. – mogą być widziane jako coś, co pozwala na czerpanie przyjemności z gry i motywuje, by grać dalej. Nawet najbardziej demokratyczne państwo wirtualne musi wymyślić jakiś rodzaj osiągnięć – dosłownie: achievementów – dla graczy, by ci chcieli kontynuować grę; inaczej mikronacja oprze się wyłącznie na relacjach towarzyskich. Od razu trzeba natomiast zauważyć różnicę między tymi „starymi arystokratami”, którzy młodych namawiają do włączenia się w politykę, chętnie dzielą się władzą i tytułami, zaś „zmianę pokoleniową” przyjmują z radością, a tymi „weteranami”, którzy zwyczajnie dążą do zagarnięcia i utrzymania władzy, wykorzystując  w tym celu imponującą kolekcję „achievementów”. Postawa pierwszych to (wedle kategorii, które zaproponowałem w oryginalnym artykule) postawa republikańska, zaś drugich – nawet nie tyle legalistyczna, co zwyczajnie infantylna, charakterystyczna dla kogoś, kto czerpie przyjemność wyłącznie z wygrywania, nawet jeśli niszczy w ten sposób sens gry (np. utrudniając do niej dostęp innym graczom). Wydaje mi się, że ta druga postawa jest jakoś charakterystyczna dla sarmackiej prawicy – ale moje rozeznanie w polityce KS jest w tej chwili dość słabe.

I jeszcze jeden argument, jeszcze jedna teza – wandejska lewica dąży do „demokratyzacji” systemowej gospodarki w KS właśnie dlatego i tylko dlatego, że korzysta z takiej, a nie innej symboliki. Czy wyobrażamy sobie wandejskiego polityka, którego ogarnia autentyczne współczucie na widok tego, jak szary Sarmata wyzyskiwany jest w systemie gospodarczym przez swoich kapitalistycznych oprawców? Czy wyobrażamy sobie lewicę wirtualną zrodzoną ze spostrzeżeń o materialnych nierównościach, powołaną po to, by w sarmackiej gospodarce nikt nigdy już nie musiał głodować? Nie – bo poglądy na kwestie gospodarcze są w świecie wirtualnym konsekwencją przyjętej przez polityków symboliki.

Wandejska lewica jest modelową lewicą wirtualną, bo posiada niezwykły symboliczny potencjał – od ŚKW przez awangardę proletariatu po masę drobnych, oddolnych inicjatyw i bogatą, unikalną retorykę – Wandystan cały czas wzbogaca nasz, jako mieszkańców mikroświata, język; rozluźnia jego granice, zamiast próbować go uregulować. Wandystan jest kopalnią pomysłów, idei, sporów i inwektyw – a dzięki jego zamiłowaniu do względnego chaosu i anarchistycznego ducha, pozostaje w tym wyraźnie „wirtualnie lewicowy”. Gdyby wziąć pojedyncze koncepcje ustrojowe i ideowe wytworzone w Wandystanie i przekuć je na język spójnego systemu prawnego, straciłyby swój „lewicowy” charakter.

Tow. Radziecki proponuje porównywanie konkretnych osób, by określić, kto jest bardziej (bądź mniej) lewicowy (bądź prawicowy) – przyznaję mu rację, że niemal każdy „republikański” Dreamlandczyk wypadnie „prawicowo” przy przeciętnym Wandejczyku; a to zwyczajnie dlatego, że Wandystan jako projekt państwa wirtualnego jest wyraźnie na lewo od Dreamlandu (dlatego niezmiennie dziwi mnie, mimo wszystkich przesłanek historycznych, mariaż Mandragoratu z Sarmacją). W Dreamlandzie lewica modelu wandejskiego nie ma, przynajmniej w tej chwili, racji bytu – jesteśmy skazani na liberałów i konserwatystów, republikanów i legalistów.

No i na koniec – tow. Radziecki sugeruje, że nie da się podzielić ludzi na „lewicowców” i „prawicowców” według jednej osi, proponuje raczej „model sferyczny” (wcześniej zaznaczając jednak, że „podział ten zdecydowanie istnieje”). Oczywiście. Obaj przyznajemy niemal na samym wstępie, że ani jedno, ani drugie nie istnieje „w stanie czystym”, podział bywa zatarty i rozmyty, lewicowcowi typu A może być bliżej do prawicowca typu B niż lewicowca typu Ź, etc. Lewica i prawica to generalizacje, a świat wirtualny niczym się tu nie różni od realnego. Kłopot w tym, że w świecie realnym podział na lewicę i prawicę istnieje i jest mocno umotywowany historycznie, a źródłowo wręcz jasno definiowalny (lewica – zwolennicy zmian społecznych, prawica – ich przeciwnicy) – moje założenie w artykule „Republikanie i legaliści” było takie, że przechodząc z „reala” do „wirtuala” nie jesteśmy w stanie odrzucić tego podziału, nasze realne awatary są do niego zbyt mocno przywiązane. I póki tak jest, musimy gdzieś w wirtualnej polityce zlokalizować oś centralną, nieco bardziej pierwotną i nieco ważniejszą od innych. Inaczej ryzykujemy wirtualną schizofrenię.

2 komentarze do " From Dreamland with love (polemika z Radzieckim) "

  1. Jacques de Brolle napisał(a):

    Osoby zainteresowane udziałem w polemice zapraszam na nasze łamy – opublikujemy każdy dorzeczny tekst. Kontakt – w zakładce „redakcja”.

    • Paweł Z. napisał(a):

      Panie de Brolle,

      Ja nie mam co robić, tylko polemizować z jakąś RADZIECKĄ Prezerwatywą?

      Prezerwatywę się używa i wyrzuca do śmieci. Zresztą, sam Pan Radziecki wie o tym najlepiej, bo w wykorzystywaniu pewnego materiału bądź zasobu jest on najlepszy. :)

Dodaj komentarz

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.



Copyright © 2012-2014 KURIER – Mikronacyjny Serwis Prasowy. All rights reserved.
Designed by Theme Junkie. Powered by WordPress.