Jesteś tutaj: Home // Dreamland // Krótka historia pewnego Despotatu

Krótka historia pewnego Despotatu

Sprowokowany przez niezrównanego arcyksięcia de Brolle’a postanowiłem dokonać coming-outu jako Kolekcjonujący Tytuły Pan Stwórca i podzielić się z szerokim gronem czytelników wspomnieniami z początkowego okresu mojej zabawy mikronacjami, kiedy to zapragnąłem stanąć na czele państwa. Nie byle jakiego państwa – monarchii absolutnej.

W krótkim czasie moje pragnienie przybrało formę Arystokratycznego Despotatu Esperanto (ADE). Byłem już wówczas od kilku miesięcy obywatelem, a nawet urzędnikiem Rzeczypospolitej Eskwilińskiej, którą wybrałem na miejsce mojego v-urodzenia. Przymierzając się do zaistnienia na Pollinie instynktownie wyczułem, że zakładanie od zera nowego państwa nie jest najlepszym sposobem na udany debiut, toteż uniknąłem błędu popełnianego przez wielu ambitnych żółtodziobów i udało mi się nie założyć własnej mikronacji. Dopiero nieco później poznałem termin yoyonacja; kiedy więc zdecydowałem się powołać do życia ADE, wiedziałem o niebezpiecznym pokrewieństwie mojego przedsięwzięcia z takimi właśnie dziwotworami, a chcąc zaznaczyć właściwy dystans, określiłem Despotat jako nanonację.

Podlinkowany przeze mnie wątek na wymarłym obecnie Forum Mikronacje wyjaśnia z grubsza, czym był Aristokrata Despotismo Esperanto. Nie pamiętam już, co sprawiło, że nie mogłem zasnąć tamtej nocy, ani o czym naprawdę myślałem. Za cholerę nie wiem też, co to jest kalifajusz. Faktem jest, że ADE wyrosło z mojej fascynacji językiem Zamenhofa (która trwa do dziś) i – według mojej wiedzy – było pierwszym organizmem okołomikronacyjnym korzystającym z języka esperanto dla budowy swojego kolorytu. Ponadto – i to jest najważniejsze – ADE wychodziło naprzeciw oczekiwaniom opisywanych przez de Brolle’a kolekcjonerów tytułów. Otrzymanie obywatelstwa Despotatu wiązało się z otrzymaniem nobilitacji, czyli eleganckiego tytułu w sam raz do sygnaturki na forum.

wyspa Pinkchu-Pinkchu

Najdokładniejsza z dostępnych mapa terytorium Despotatu. Czerwona kropka, czyli Pinkchu-Pinkchu, ma powierzchnię 400 m kw, a każdy kwadrat 10000 m kw. Do wykonania tego cudu kartografii posłużyła mi mapa Pollinu tow. Radzieckiego, ale tego mu nie mówcie.

 Aristokrata Despotismo Esperanto było więc nieprzesadnie serio braną, aczkolwiek aspirującą quasimikronacją (niejako mikronacją wśród mikronacji). 22 października 2010 roku odkryłem, zbadałem i posiadłem niewielką wysepkę nazwaną przeze mnie Pinkchu-Pinkchu. Wyspa i wody dookoła niej stały się – na mocy Deklaracio de Sendependeco terytorium utworzonego przeze mnie Despotatu. Pinkchu-Pinkchu znalazło się wkrótce potem na jednym z wydań mapy Pela Nandera. Została umieszczona w archipelagu wysp tyrenckich, na wschód od Eskwilinii.

Już w Deklaracji Niepodległości można było przeczytać, że „podstawowym przywilejem obywatela Arystokratycznego Despotatu Esperanto jest prawo do nobilitacji do stanu szlacheckiego”, a dewizą państwową „fraza Noblesse Oblige„. W taki oto sposób stałem się Proprietulo de Insulo – Właścicielem Wyspy, czyli Umiłowanym Przywódcą.

 Sprawy wzięły poważny obrót, kiedy pojawiło się zainteresowanie usługami nobilitacyjnymi świadczonymi przez mój Despotat. Niejaki Aleksander Hergemon-Euskadi (chyba działający wtedy jeszcze jako Elena Petrescu) wyraził chęć zakupienia trzech tytułów honorowych fiutoryja dla: Rhadmora Ravendorffa-Marcjana-Chojnackiego, Vilandera (Wanda raczy wiedzieć którego) i… tow. PTR. Ze względu jednak na to, że jestem obrzydliwym rasistą i pewnych nacji zwyczajnie nie cierpię, nie kontynuowałem tematu, żeby nie karmić Kipra.

 Nie koniec na tym. Skontaktował się ze mną sinjor Zygfryd de Spaletto von Treugll (do dziś nie wiem, kim była ta osoba), który przedstawił się jako niedzielny mikronauta i wyraził zainteresowanie zarówno Despotatem, jak i beneficjami wynikającymi z posiadania obywatelstwa tegoż. Z radości uczyniłem go od razu hrabią, a zaraz potem dostrzegłem potrzebę uporządkowania spraw związanych z uszlachcaniem kolejnych osób. Miałem przy tym mnóstwo radości, tłumacząc z polskiego na esperanto tytuły arystokratyczne. Cudowną właściwością esperanto jest jego słowotwórstwo, które pozwoliło mi np. stworzyć z kancelerio (kanclerza) kanceleriumo (kanclerzyka), który dla moich potrzeb stał się podkanclerzym. Mała rzecz, a cieszy.

Sinjor Von Treugll okazał się cennym nabytkiem, zainteresowanym ideą ADE. Nie sprawował funkcji kanclerza bynajmniej honorowo, chciał bawić się w politykę. Podjął rozmowy z Patrykiem Labackim celem nawiązania stosunków dyplomatycznych z Natanią (która – co tu kryć – była już wówczas trupem) oraz z Pedro de Catalanem, ówczesnym królem Skarlandu (który bez dwóch zdań trupem nie był). Te drugie rozmowy zakończyły się zresztą sukcesem: Skarland był jednym z dwóch państw, które de facto i de iure uznały państwowość ADE. Drugim było Zjednoczone Socjalistyczne Królestwo Hirshbergii i Weerlandu, które jako – khem – yoyonacja rozpoczynało wówczas długi marsz ku stabilnej v-państwowości.

Od 27 grudnia ADE posiadało swoje forum. Niestety, przepadło w czeluściach darmowego serwera. Napisano jednak na nim kilkaset postów. Oznacza to, że przez pewien czas Despotat spełniał formalne wymogi dotyczące przystąpienia do OPM (strona, forum lub lista i przynajmniej pięciu obywateli). Było tak dlatego, że o obywatelstwo ADE wystąpili: JKM Arkadiusz II Filip (czyli król Hirshbergii i Weerlandu), Martin Dorian Vilander (syn niesławnego Markusa, późniejszy król Wurstlandii), Charles de Batz-Castelmore d’Artagnan (zupełnie nie pamiętam, kto zacz) oraz Ursus Afrodyzjusz Prystor.

 Ursus był grafo de Impero Esperanto – hrabią – i prawdopodobnie najbardziej pozytywnym efektem istnienia ADE. Despotat był – jakimś niebywałym cudem – jego pierwszą mikronacją; potem zaangażował się w inne. Został obywatelem Eskwilinii, a w czerwcu 2011 roku nawet El Presidente. Rozstał się z wirtualświatem w roku 2012.

 Arystokratyczny Despotat Esperanto funkcjonował mniej więcej do stycznia 2011 roku. Kampania prezydencka w Eskwilinii odciągnęła moją uwagę od Pinkchu-Pinkchu. Ursus przeniósł się na stałe do Rzeczypospolitej, gdzie stanął na czele Stronnictwa Narodowego. Sinjor Zygryd zniknął tak nagle, jak się pojawił.

 Dopiero w kwietniu znalazłem czas i chęci, by ostatecznie zakończyć istnienie Despotatu. Zszedł z tego świata szybko i niezauważalnie.

 Dlaczego spisuję to wszystko? Pierwszym i najważniejszym powodem jest matematyka, której nie chce mi się uczyć. Drugim jest lekka tęsknota za Pollinem sprzed paru lat. Kolejnym zaś jest to, że uważam koncept mikronacji w stylu esperanto za nadal niewykorzystany. Despotat powróci, kiedy znajdę dla niego formę w ramach Sarmacji i czas.

 Poza tym nadal chciałbym założyć jakieś państwo. Albo i dwa. A tytulatura na kilkanaście linijek zawsze jest fajna. Stay tuned!

 

O Autorze

Publicysta, polityk, mąciwoda i wagabunda. Eskwilińczyk mieszkający w Księstwie Sarmacji. Szerzej publiczności mikronacyjnej znany jako Havelock Jaskoviakus.

Pierwodruk: Park Stołeczny (Sarmacja), 19 stycznia 2014 r.

Tagi: ,

Dodaj komentarz



Copyright © 2012-2018 KURIER – Mikronacyjny Serwis Prasowy. All rights reserved.
Designed by Theme Junkie. Powered by WordPress.