Jesteś tutaj: Home // Wywiad // Reszta świata jest nudna. Rozmowa z Prezydentem Wandystanu (2)

Reszta świata jest nudna. Rozmowa z Prezydentem Wandystanu (2)

Pańskim mikronacyjnym doświadczeniem – zdobywanym w Sarmacji, Wandystanie, Wolnej Republice Morvan i Surmenii – można byłoby obdzielić pewnie kilkanaście osób. Tu poseł i minister, tam prezydent, gdzie indziej Lord Protektor, wreszcie – archont i tyran. Do tego działacz sportowy, człowiek sił zbrojnych, rewolucjonista, animator kultury, przytomny publicysta i aktywny komentator życia politycznego. A to i tak nie wszystko. Wszędzie 130% wykonanej normy, żadnego obcyndalania się. W normalnych okolicznościach pokusiłbym się o jakąś amatorską diagnozę z zakresu psychiatrii – tak bardzo pachnie to wszystko jakimś zaburzeniem. Jest jednak pewien wspólny mianownik dla tych wszystkich tożsamości, klamra zgrabnie spinająca cały ten kram. Lewicowy światopogląd. Czym właściwie jest lewica w mikroświecie? Gdzie ją odnaleźć? Ilekroć się nad tym zastanawiam, wychodzi mi, że jedynie w kulturze.

[Śmiech] Na szczęście ostatnio nieco zwolniłem obroty, wiec może diagnoza powinna się stopniowo poprawiać. Co do lewicowości – słyszał Towarzysz Redaktor teorię o tym, że większość mieszkańców Wandystanu jest realowo dość mocno prawicowych? Od jakiegoś czasu jest co prawda mniej więcej pół na pół, ale ja zawsze byłem zaprzeczeniem tej teorii. Realne poglądy są u mnie podobne jak wirtualne – i wywodzą się z podobnego źródła. Dla mnie lewicowe, demokratyczne podejście do mikronacji wywodzi się z prostego stwierdzenia, że skoro mikronacja jest społecznością – i tylko jako społeczność może faktycznie funkcjonować – to właśnie społeczność powinna decydować o swoim losie.

Już widzę chęć sprzeciwu, wiec sam zadam sobie pytanie – czy słusznie chcę zawłaszczyć demokratyzm dla lewicy? Myślę, że mimo wszystko postulat demokratyzacji w naszym świecie, gdzie dominuje monarchia i władca-dzierżyciel serwerów, będzie postulatem lewicowym. Nie przeczę, że mogą istnieć prawicowe partie demokratyczne – ale to inne cechy będą decydować o ich prawicowości. Czy lewica jest w kulturze? Cóż, na pewno można ją znaleźć w swoistej kulturze słowa [śmiech]. Niewątpliwie wielu spośród wirtualnych lewicowców skupia się na sferze kulturalnej, ale czy ciężar jest położony na nią bardziej niż na „typową” politykę? Musiałbym chyba Towarzysz Redaktor rozwinąć to stwierdzenie.

Przez kulturę miałem na myśli szeroko pojętą sferę publiczną – z jej systemem norm, wartości i instytucji. Czyli coś, co socjolodzy nazywają uczenie systemem aksjo-normatywnym. Juz sam fakt, że w danej społeczności pewne zachowania są karane, a inne – nie, sporo nam mówi o zapleczu kulturowym legislatorów. Dla przykładu – w Federacji Al Rajn obowiązuje ustawa o zakazie homofobicznej mowy nienawiści, działa stowarzyszenie zrzeszające ateistów, itd. Wymowny fakt , który to i owo mówi nam o przynajmniej części jej obywateli. Skoro już o tym mowa – śledzi Pan wypowiedzi innych przedstawicieli mikronacyjnej lewicy? Poza rajńska lewicą mamy choćby mamy posągowego Marcela Hansa w Trizondalu. Czuje Pan jakąkolwiek wspólnotę? A może jednak są to zupełnie różne planety?

Pyta Towarzysz Redaktor akurat o państwa, które z różnych powodów zawsze były na marginesie mojej uwagi. Jestem świadomy działalności tow. Hansa, a także istnienia lewicy w Al Rajnie – choć swoje obserwacje ograniczałem raczej do pobieżnej lektury tamtejszej prasy. Wandystan w swojej historii kilkukrotnie podejmował kwestię wirtualnej Międzynarodówki – ale nigdy nie było większego odzewu. Być może szukaliśmy nie tam gdzie trzeba?

W 2011 roku przez kilka miesięcy sprawował Pan urząd Sekretarza Generalnego OPM. Był to już końcowy, agonalny okres działania organizacji, która ostatecznie zamknęła swoje podwoje w roku kolejnym. Od tamtego czasu podejmowane są kolejne próby powołania do życia nowych tworów o charakterze międzyrządowym.Znakiem rozpoznawczym ostatniego roku są kongresy kontynentalne i organizacje o zasięgu regionalnym. Wydawało się zrazu, że jest to jakaś alternatywa. Po początkowym entuzjazmie przyszło jednak otrzeźwienie. Gdzie nie spojrzeć – tam ruiny i zgliszcza, spory o pietruszkę oraz wielomiesięczne konferencje przerwane wskutek zamarcia aktywności delegatów lub kierownika imprezy. Nie da się? Szkoda czasu i nerwów? Lepiej pilnować własnego ogniska i koncentrować się na polityce krajowej? To strategia dużych państw. Wyjąwszy sporadyczne podrygi, Sarmaci i Rajńczycy właściwie już odpuścili.

Inna jest teraz atmosfera i inne podejście do polityki zagranicznej niż było chociażby w 2007, czy nawet w 2010 roku. Różnych można doszukiwać się tego przyczyn – ja sam bym nie obstawił zwycięzcy. Czy to kwestia mniejszej ilości czasu mikronautów, którzy w związku z tym nie interesują się już zewnętrznym światem? Czy rozczarowanie „rozmienianiem się na drobne” w polityce zagranicznej, czyli zniechęcenie działaniami niektórych państw i jednostek? Czy też może chodzi o postepujące w wielu przypadkach „de-etatyzacja” mikronacji, które co raz mniej są „państwami”, przy okazji tracąc ich atrybuty, jak prowadzenie polityki zagranicznej?

A może rację mają ci, którzy uważają, że polityka zagraniczna w mikroświecie to kwiatek przypinany do kożucha? Malik-al-Mulk konsekwentnie powtarza, że „polityka zagraniczna przestała mieć jakiekolwiek znaczenie, gdy przestały przynosić jakiekolwiek straty, bo o korzyściach nigdy nie było mowy”. W Federacji Al Rajn w grudniu zawieszono działalność MSZ. Lokalna prawica idzie do wyborów z hasłem całkowitej likwidacji tego resortu i zgłasza „zdecydowany sprzeciw wobec przystępowania państwa do politycznych lub wojskowych organizacji i innych podmiotów tego typu z udziałem państw trzecich”. A przecież to w tej chwili prawdopdoobnie największe polskie państwo internetowe.

 Być może właśnie tu należy szukać źródła problemu – duże państwa mają na tyle dużą aktywność, że same stają się „światem samym w sobie” – i tym bardziej zniechęca to do szukania rozrywek na zewnątrz? Jednocześnie mniejsze państwa, z uwagi na małą liczbę mieszkańców są zmuszone szukać pewnych bodźców „z zewnątrz” – i to na nie przeniósł się obecnie w polityce zagranicznej ciężar.

Co dalej z projektem wspólnej mapy? Kartograf Daniel von Witt pracuje właśnie nad mapą zachodniej części mikroświata – tej obejmującej Mikrooceanię z Dreamlandem, Sarmację i Kontynent Centralny. Mikronacyjne Forum Kartograficzne opracowało spójne standardy. Może warto byłoby połączyć siły?

Przyznam, że od czasu, gdy zrezygnowałem z prowadzenia projektu mapy mikroświata, a następnie gdy odeszłem z Surmenii, gdzie przygotowywałem wspólną mapę dla Wirtuazji jestem całkowicie poza obiegiem w wiadomościach dotyczących inicjatyw kartograficznych – stąd trudno mi w tym temacie komentować. Jednak czy w obliczu powolnego obumierania polityki zagranicznej, o której mówiliśmy, kogoś jeszcze interesuje spójność kartograficzna? Cieszy mnie postęp w tej kwestii, nie widzę jednak specjalnie przyszłości dla tej dziedziny działalności.

Współtworzył Pan profil kulturowy kilku mikronacji. Irlandzki Morvan, helleńsko-bałkańska Surmenia, pastiszowa ludowa demokracja Wandystanu. Jak ocenia Pan wysiłki kolejnego pokolenia internatów, gorączkowo szukającego pomysłu na zupełnie nowe państwo? Jest sens budować nową wirtualną Portugalię czy Belgię? A może czas skrzyknąć chłopaków i dziewczyny, i zebrać się na jednym wspólnym placu budowy? Popuśćmy wodze fantazji. Z jednej strony – łacińska i wielobiegunowa, sfederalizowana Wielka Sarmacja z kilkunastoma sprofilowanymi krajami korony, gdzie będzie miejsce i dla Dreamlandu, i dla Wandystanu, Surmenii, Elderlandu i Rotrii ze swoim patriarchą, z drugiej zaś – sympatycy islamu i kultury arabskiej, zebrani pod sztandarem Sułtana? [śmiech] Podział mógłby zresztą przebiegać w dowolnym miejscu – choć latynizm wydaje mi się najlepszą linią demarkacyjną. Mikroświat ograniczony do dwóch-trzech olbrzymów miałby szansę na budowę atrakcyjniejszego systemu gospodarczego, bardziej dorzecznego rynku prasowego, w którym skończyłoby się pisanie artykułów dla pięciu czytelników. Zażegnalibyśmy widmo wyborów parlamentarnych, w których startują cztery osoby, w tym dwie jedynie z przykrego poczucia obowiązku? Sarmaci nie mają obecnie tego problemu, jako Dreamlandczyk męczę się z tym od lat. Czy nie jest to moment na dobrowolną eutanazję Napoleonów? Czy nie nadszedł czas na otrzeźwiające „zawężenie pola walki”?

Może nawet trójosiowy świat, z wielką łacińską monarchią, islamskim kalifatem i wielką laicką i postępową republiką komunistyczną? Albo uzupełnimy to o v-Unię Europejską, złożoną z państw kopiujących świat realny? [śmiech] Biorąc oczywiście poprawkę na brak woli u kogokolwiek z większych państw, co by się łączyć, wydaje mi się, że nawet jeżeli by do tego doszło, to nie rozwiązałoby to problemu z polityką zagraniczną – bo tym bardziej mogłoby to doprowadzić do wewnętrznego zamknięcia. Warto pamiętać, że zbytnie rozdrobnienie wewnętrzne również nie rozwiązuje problemu – w Sarmacji w pewnym momencie dało się odczuć, że przy 5 regionach jest ich co najmniej o jeden za dużo. Jeżeli chcielibyśmy coś osiągnąć w ten sposób, należałoby raczej doprowadzić do całkowitego unicestwienia podmiotu włączanego – tj. transferu mieszkańców, bez idącej za tym inkorporacji terenów i struktur. A to całkowicie grzebie i tak małe szanse na realizację takiej wizji. Nie będę za nią jednak płakał – sam zawsze doceniałem oryginalne profile kulturowe państw i zawsze ceniłem fakt, że, z pewnym marginesem błędu, zawsze znajdziesz „coś dla siebie”. Fakt, że odwiedziłem Surmenię w momencie, kiedy właśnie się „hellenizowała”, sprawił że zostałem tam na dłużej, aktywnie się się w ten proces angazując. Przyznam, że ostatnio rzadko mam czas zerkać na nowe państwa, więc możliwe, że przegapiłem coś obiecującego, ale ostatnio widzę głównie państwa oparte znów na świecie realnym – co zawsze mnie odstrasza. Oczywiście – wszystkie kultury, jakie są w mikroświecie są jakoś bazowane, ale Surmenia nie przedstawia się jako „wirtualna Greko-Jugosławia” a Wandystan jako „v-ZSRR”. Do tego aspektu mikronacji chyba nigdy się nie przekonam, z jedynym wyjątkiem Austro-Węgier.

Dziękuję za rozmowę.

1 Odpowiedź do " Reszta świata jest nudna. Rozmowa z Prezydentem Wandystanu (2) "

  1. Daniel von Witt napisał(a):

    Mocno wciągający i interesujący wywiad. Mam nadzieję odezwa forumowa na mnóstwo poruszonych tu tematów będzie spora. Gratuluję osiągnięć i życzę podobnych w przyszłości Towarzyszowi Radzieckiemu!



Copyright © 2012-2014 KURIER – Mikronacyjny Serwis Prasowy. All rights reserved.
Designed by Theme Junkie. Powered by WordPress.