Jesteś tutaj: Home // Dreamland, Idee i polemiki // My, idioci

My, idioci

W przerwie pomiędzy pracą nad książką a urządzaniem się w Ministerstwie postanowiłem sięgnąć po „Merkuriusza Furlandzkiego” i artykuł Idiotyzm zagrożeniem dla społeczeństwa. Po jego przeczytaniu spojrzałem na stopkę redakcyjną, gdyż pomyślałem, że przez przypadek wpadł mi w ręce „Atomiczny wizjoner”. Przekonałem się jednak, że to „Merkuriusz”. Niestety.

Nauta a nacjonalista

Autor bowiem od początku artykułu wykazuje się brakiem znajomości mikronacyjnych terminów, mechanizmów i zależności. Przede wszystkim, użycie słowa „mikronacjonalista” do określenia – jak się domyślam – mieszkańca mikronacji jest niedopuszczalne. Wspomniany termin odnosi się bowiem do idei, a podmiot noszący wspomniane miano charakteryzuje się przychylnością wobec niej lub kieruje się nią w swoim wirtualnym życiu. Oczywiście, mikronacjonalizmu nie należy wiązać z nacjonalizmem bez prefiksu. Polecam lekturę artykułu Przeciwko współczesnemu mikroświatu dra Simona McMelkora, który może rozjaśnić te niuanse, zwłaszcza w kontekście postmikronacjonalizmu. Mam nadzieję, że skorzysta na tym również Fundacja Eskalacji Mikronacjonalizmu, której autor Idiotyzmu… przewodniczy.

Arystoteles w sieci

Autor dalej stwierdza, że mikronauta z natury jest zdolny do życia społecznego. Jest to trafne spostrzeżenie, jednak przepisanie myśli arystotelesowskiej do warunków wirtualnych upraszcza obraz społeczności i może prowadzić do mylnych wniosków. Autor pisze bowiem: „W społecznościach, tudzież społeczeństwach mikronacyjnych, życie społeczne toczy się publicznie na forum dyskusyjnym.” Nie, życie społeczne mikronacji toczy się na wielu płaszczyznach. W całych dziejach mikronacji forum dyskusyjne jest jedynie jedną z platform komunikowania się, w dodatku nadal zawierającą mniejszą część wszystkich publicznych i grupowych wypowiedzi. Na początku istnienia mikronacji kluczową rolę odgrywał kanał IRC, marginalizowany w artykule. Następnie przez wiele lat prym wiodła lista dyskusyjna (a ściślej: szereg list dyskusyjnych), czyli nic innego jak maile do wielu adresatów. W szczytowym okresie rozwoju własne listy dyskusyjne – oprócz federacji – miały wszystkie prowincje, IP, Senat, Rząd, Rada UKD, partie polityczne, MSZ, KKK i inne grupy. Na życie społeczne Dreamlandu składało się kilkanaście list, czat, maile, dyskusje pod artykułami „Grafitu”, „Tuulemaa”. Forum dyskusyjne pojawiło się później, nie bez protestów wielu obywateli. Powodem zmiany formy komunikowania się była konieczność zareagowania na zmianę pokoleniową w polskim Internecie – młodzież nie znała i nie czuła idei list dyskusyjnych. Przeszliśmy na system postów, subforów i rang, przez co na wstępie straciliśmy część wybitnych obywateli, nieprzystosowanych do tej formy komunikacji. Bager, Kazio Wichura, Paweł Krieg i Medgar de Rama napisali łącznie mniej niż 100 postów.

Czym jest mikronacja?

Największym błędem Redaktora jest utożsamienie życia wirtualnego z funkcjonowaniem na forum. Państwo wirtualne różni się od gry forumowej tym, że forum dyskusyjne pełni w nim funkcję agory, swoistego theatrum. Przypomina w pewien sposób obrady plenarne parlamentu, które przybierają formę świeckiego obrzędu, ceremonii przygotowanej w kuluarach. Postanowienie Królewskie powołujące nowy Rząd poprzedzone jest wielogodzinnymi negocjacjami, które jednak nie są zapisywane na forum. To dwu- i wielostronne rozmowy i dziesiątki maili, czasem godzinne rozmowy telefoniczne. To jest mikronacja. Forumowe wypowiedzi są jedynie zewnętrznym przejawem  aktywności, nie zawsze współmiernym do zaangażowania obywateli. To nie forum dyskusyjne, a obywatele są kluczowym elementem państwa wirtualnego. „Naszą siłą są ludzie”, nie piksele i bajty.

Ponadto, w artykule można zauważyć błędne rozumienie definicji mikronacji. Drugą cechą mikronacji, wskazaną przez prof. Edwarda Kriega, jest dobrowolność, a więc brak przymusu charakterystycznego dla państw realowych. Zatem każdy przejaw aktywności w świecie wirtualnym poprzedzony jest wolą mikronauty. Brak takiego działania (lub jego uzewnętrznienia) powinniśmy tłumaczyć przede wszystkim brakiem woli angażowania się aniżeli lenistwem. Jakie są powody braku woli? Ostatnie akapity artykułu „Merkuriusza” są tego doskonałym przykładem.

Każdy może być idiotą

Wola działania jest warunkowana przez komfort psychiczny i atmosferę w danym środowisku. Realowy awatar mikronauty w ciągu części dnia spędzanego poza Dreamlandem musi zmierzyć się z wieloma sytuacjami, w których stosowany jest przymus w różnych postaciach. Przekraczając granice Królestwa, pozbywamy się de facto wszelkich nakazów. Do zaangażowania potrzebny jest zatem pozytywny czynnik, który sprawi, że poczujemy się dobrze jako Dreamlandczycy. W niedzielę Dreamlandczyk otworzył gazetę, z której dowiedział się, że jest idiotą. Redaktor, próbując wytłumaczyć się z tej obrazy, dorzucił jeszcze upośledzenie polityczne. Nie pomogło odwołanie się do Hellenów (którzy mimo swojej antyczności też używali tego terminu do określenia swojej pogardy), nie pomogło zastrzeżenie, że określenie to nie dotyczy nikogo konkretnego poza jedną osobą. „Urzędnik państwowy, w dodatku z najwyższego szczebla struktur władzy”, czyli ja – idiota, nie poczułem się szczególnie dotknięty. Rykoszet trafił jednak we wszystkich Dreamlandczyków. Ciężko obrywać od swoich.

Moje publiczne oświadczenie „że nie chce mi się wypowiadać na forum”, które ma wołać „o pomstę do Nieba”, odnosiło się właśnie do kwestii woli. Utrata komfortu przebywania w państwie wirtualnym może być szybko zażegnana – wystarczy kliknięcie ikony zamykającej kartę w przeglądarce. Dreamlandczycy częściej zamykają swoje karty, gdy do Królestwa przedostaje się zbyt dużo przyzwyczajeń z reala. Dlatego tak szkodliwe są kampanie wyborcze zbiegające się z wyborami do realowego parlamentu. Dlatego nie akceptujemy ostrego języka, obecnego w dyskusjach realowych. Ostatnio przemycono z reala populizm, sztampowe hasła, mowę nienawiści i krytykanctwo. Dobrym wyjściem dla Dreamlandu jest konstruktywna krytyka. Właśnie dlatego zawsze, gdy mam zaszczyt polemizować lub krytykować markiza von Witt, na końcu staram się zamieszczam kilka rad lub propozycji zmian. Przecież nie zależy mi na zgnębieniu Redaktora i słownej chłoście, bo to nie leży w interesie Królestwa. Stwierdzenie: „po idiotyzmie jest już chyba tylko zdziczenie społeczne…”, kończące artykuł również nie leży w interesie Królestwa, Panie Redaktorze. Artykuł Idiotyzm zagrożeniem dla społeczeństwa nie wniósł nic konstruktywnego. Jego bilans to kilku lub kilkunastu urażonych obywatelek i obywateli, publiczna pochwała ze strony Pawła Zanika i niniejsza polemika. Amici, diem perdidimus.*

* Amici… (łac.) – Przyjaciele, straciliśmy dzień.

O Autorze

Obywatel Dreamlandu; w przeszłości sprawował urząd Regenta Królestwa (2011) i Premiera Rządu Królewskiego (2008-2009). Polityk, publicysta, historyk. Autor obszernej monografii poświęconej dreamlandzkiemu parlamentaryzmowi i biografii politycznej króla seniora Edwarda Kriega.

2 komentarze do " My, idioci "

  1. Paweł Zanik pisze:

    Jak to Szanowni Państwo są przeciwni ostremu językowi w świecie realnym? Użycie owego języka jest uzasadnione, a Ci, co próbują ludzi pouczać w uwarunkowaniach skrajnych, do których Ci sami doprowadzają, to należy im się kulka w łeb. Jego Mość Jazłowiecki jest umoczony w polityce pisowskiej (komunistycznej) i co gorsza jest tak bardzo zakłamaną jednostką zakochaną w indolentnym niedziałaniu, że aż mnie obrzydzenie bierze.

    Dobrze, że jest wyśmienicie jak Wasza swołocz strzela do swoich wymyślając absurdalną argumentację. Jego Mość von Witt działa jak chce i jak może, a te ścierwa mu potrafią powiedzieć, że nie będą mu odpisywać, bo on mówi sam do siebie… Takie zniechęcające typy jak Pan powinno się zamknąć na czacie i nie pozwolić im stamtąd wychodzić.

    Jeszcze przy de Brolle Wasz Mość publikuje, aby pokazać, że jakieś dreamlandzkie tuzy nie słynęły z tego, aby dużo pisać, więc reszta społeczeństwa też niech tyle nie pisze, bo wychylające jednostki oskarżycie o trolling i inne absurdalne rzeczy, co nie? Takiego spojebizowanego bełkotu jaki Pan zaprezentował na de Brollowskim terytorium, to jeszcze dawno nie widziałem. Jest Pan zakłamanym gnojem!

  2. Daniel von Witt pisze:

    Panie Redaktorze,

    jak po wielokroć stwierdzałem w różnych miejscach o tym, czym jest dla mnie forum dyskusyjne również mówiłem nie jako o centrali aktywności tylko jednym z jej nośników, a jak zaznaczyłem w artykule – nośniku istotnym, gdyż trwale i niepodważalnie widocznym dla wszystkich, co nie ujmuje swoich ról innym formom i metodom komunikacji w życiu wirtualnym. Dlatego z kolei błędem Waszej Ekscelencji jest przekonanie o tym, że stawiam między tymi rzeczami znak równości. Otóż nie czynię tego.

    Co do ostatnich dwóch akapitów bardzo krótko. Poczucie komfortu jest różne. O przymusie do czegokolwiek zawsze wyrażam się krytycznie i nie podzielam jakichkolwiek form jego przejawiania. Swoją aktywnością prasową, do której odniósł Pan ten artykuł także nie chcę nikogo do niczego zmuszać. O intencji rozmawiałem z naszymi Rodakami wczoraj, na IRC, który jest fajnym narzędziem, z którego i ja ostatnio korzystam znacznie częściej a nie bez przyczyny przecież :) Komfort, krytyka i słownictwo – wszystko działa we wszystkie strony – tylu, ilu jest uczestników naszej zabawy. Nie wszyscy mogą go osiągnąć zawsze w 100%, co jest też tak powszechne, jak „idiotyzm polityczny”, do którego swój stosunek wyraziłem w rozmowie na IRC oraz w jednym z komentarzy pod artykułem w Mercurius Furlandiae.



Copyright © 2012-2018 KURIER – Mikronacyjny Serwis Prasowy. All rights reserved.
Designed by Theme Junkie. Powered by WordPress.