Jesteś tutaj: Home // Kontynent Wschodni (Orientyka/Ostia) // Surmenia: socjaldemokraci biorą (prawie) wszystko

Surmenia: socjaldemokraci biorą (prawie) wszystko

W przeprowadzonych w weekend wyborach parlamentarnych w Królestwie Surmeńskim zwyciężyła Partia Socjaldemokratyczna, która w nowej kadencji Eklezji reprezentowana będzie przez dwóch deputowanych. W gronie nowych eklezjastów znalazła się również formalnie niezrzeszona Konstancja Albertosiga Nassau. W praktyce oznacza to przetasowanie na szczycie surmeńskich władz: nowym szefem rządu prawdopodobnie zostanie Sergjos Dimitrosigos – lider socjaldemokratów. W głosowaniu wzięło udział 12 spośród 14 obywateli z czynnym prawem wyborczym.

Triumfujący Dimitrosigos uzyskał poparcie 7 wyborców, Mihaelos Eligjosigos3, Konstancja Albertosiga Nassau – zaledwie 2. Takie rozstrzygnięcie nie jest jednak niespodzianką – pominąwszy czytelne nawet dla zewnętrznych obserwatorów nastroje Surmeńczków, dostatecznie wymownym wskaźnikiem aktualnych preferencji politycznych okazała się przedwyborcza ankieta (63% poparcia dla lidera socjaldemokratów i tylko 21% dla rywalki). Mimo wszystko rozjechana przez socjaldemokratyczny walec Konstancja Albertosiga miała prawo oczekiwać odrobinę lepszego wyniku.

Surmeńska scena polityczna po raz kolejny znalazła się w fazie gruntownej przebudowy. Z rywalizacji o głosy wyborców zrezygnowało ugrupowanie katolickich rojalistów, które na wniosek jej ostatniego członka zostało wykreślone z rejestru na tydzień przed wyborami. Z kolei centroprawicowa Jedna Surmenia stawia dopiero pierwsze kroki na scenie partyjnej i na jej właściwy debiut trzeba będzie jeszcze poczekać.

wybory_surmenia1

Procentowy rozkład głosów (źródło: Centralna Komisja Wyborcza KS)

Budujemy nowy dom

W Królestwie Surmeńskim idee polityczne mają znaczenie. W przeciwieństwie do wielu innych mikronacji, surmeńskim politykom od czasu do czasu udaje się wyjść poza ramy towarzyskich przepychanek – choć te również mają miejsce – i nadać forumowym debatom charakter autentycznego sporu politycznego. Nawet jeśli sami Surmeńczycy są dla siebie w tej kwestii dużo bardziej surowi, na tle ogólnomikronacyjnej apatii Królestwo prezentuje się naprawdę przyzwoicie. To jednak żaden komplement – we współczesnym mikroświecie sukcesem jest już sam fakt skutecznego przeprowadzenia wyborów parlamentarnych.

Czego można spodziewać się po surmeńskich socjaldemokratach? W obszernym wystąpieniu przedwyborczym Sergjos Dimitrosigos, lider zwycięskiego ugrupowania, postawił przed sobą jasne cele:

PSD pragnie Królestwa Surmeńskiego aktywnego w każdej dziedzinie mikroświata. PSD zamierza również stworzenia systemu gospodarczego, którego temat poruszany jest już wielokrotnie od pół roku, ale póki co nie dokonano żadnych czynów ku temu posunięciu.

Rozbudowany i wielopunktowy program PSD nosi znamiona kompleksowej reformy państwa. Zjawisko stosunkowo rzadkie w polskim mikroświecie, gdzie partyjny program wyborczy przywodzi na myśl zwięzłą listę banalnych zadań z zakresu bieżącej administracji. Nawet jeśli z pewnych względów część zaprezentowanych przez Dimitrosigosa propozycji wywoła u postronnego obserwatora odruch zdziwienia, wypada pogratulować Surmeńczykom polityka, który swoich wyborców potraktował poważnie i pokusił się o  wyartykułowanie szerszej wizji politycznej. Dla porównania – program wyborczy rządzącej obecnie w Federacji Al Rajn partii Tayyār Al-Mustaqbal (Strumień Przyszłości) składał się z pięciu następujących punktów: rozpoczęcie procesu stopniowego wdrażania systemu gospodarczego, powołanie do życia sojuszu wojskowego ze Skarlandem, przekształcenie uniwersytetu w Instytut Naukowy, wprowadzenie ustawowego zakazu wykonywania zawodu sędziego przez wojskowych oraz uruchomienie rozgrywek  ligi koszykarskiej. Nie można odmówić Rajńczykom rzeczowości, to pewne, ale taki minimalizm na dłuższą metę może okazać się wyjaławiający.

Kostis:  Takich ludzi, jak On nie ma już w rządzie, tylko jest On

Swojej sympatii do Dimitrsigosa nie kryje energiczny Kostas Mikis, polityk-kameleon, który w trakcie jednej z forumowych debat nakreślił entuzjastyczny portret lidera socjaldemokratów.

To jest człowiek, który podniesie Surmenię na nogi i który nada jej blasku, wiem co mówię. Takich ludzi, jak On nie ma już w rządzie, tylko jest On. Poprzednio takimi ludźmi na prawicy i na lewicy byli wielcy Surmeńczycy, jak Paulos Petrosigos apo Zep, albo Timoteos Stefanosigos, a także Nikolaos Zorbas, ale również Aleksandros Patrijkosigos. To byli politycy wielcy, traktujący rywali z szacunkiem i będący patriotami, niewywyższający się. Takich polityków teraz trzeba!

W wymiarze gospodarczym Dimitrosigos zapowiada „powstanie realnych przedsiębiorstw”, stopniową prywatyzację w dziedzinie usług i przemysłu, powołanie Państwowych Gospodarstw Plantacyjno-Rolniczych (PGPR) oraz merkantylizm w handlu zagranicznym. Program socjaldemokratów zakłada również nowelizację prawa, modernizację armii i wprowadzenie obowiązkowej służby wojskowej. Ciekawie prezentują się również propozycje w zakresie polityki społecznej: tutaj należy spodziewać się m.in. zniesienia tytułów arystokratycznych, legalizacji małżeństw homoseksualnych i marihuany krajowej produkcji, a także szeregu nowych regulacji w zakresie prawa pracy, stosunków mieszkaniowych i polityki podatkowej.

Nawet jeśli większość z tych pozycji szeleści papierem i w warunkach mikronacji nie ma szans na praktyczną realizację (choćby postulat powołania związków zawodowych i „inspekcji pracy”), programowy rozmach PSD zasługuje na uznanie. Z perspektywy zewnętrznego obserwatora szczególnie interesujący wydaje się passus poświęcony postulowanej przez PSD polityce zagranicznej:

Stosunki dyplomatyczny będą kontynuowane lub zostaną nawiązane z Hasselandem, Elderlandem, Skarlandem oraz Austro-Węgrami poprzez traktaty, a głównie przez umowy handlowe, ale wszystkie posunięcia w polityce zagranicznej będą podejmowane zgodnie z dobrem narodu i doktryną izolacjonizmu. W konfliktach innych państw Surmenia będzie mogła angażować się jedynie przez pomoc humanitarną dla ludności cywilnej i poprzez mediacje.

I to jest chyba najbardziej rozczarowujący punkt programu surmeńskich socjaldemokratów. Surmenię – z jej obecną marką i potencjałem – stać na odgrywanie bardziej aktywnej roli w regionie. Nie tylko zresztą w regionie: pewne okoliczności wskazują na to, ze w najbliższej przyszłości możemy spodziewać się integracji politycznej państw Orientyki, Vaarlandu i Antyry. Traktaty dyplomatyczne i papierowe umowy handlowe to zaledwie poziom bazowy polityki międzynarodowej. W takim przypadku zostajemy na poziomie symbolicznych gestów i pedałujemy w powietrzu. Prawdopodobnie bliski jest już czas, w którym zaangażowanie międzynarodowe dobrze zorganizowanych mikronacji wyniesione zostanie do rangi imperatywu moralnego ich liderów. Mikroświat karleje – nie tylko demograficznie – i potrzebuje aktywnych dyplomatów.

„Drugi Korwin” versus „postkomuna”?

Surmeńskie wybory do Eklezji nie byłyby tym, czym są, gdyby nie tradycyjne już przepychanki słowne między frenetyczną Konstancją Albertosigą Nassau (d. Celestyną Sinalenno) a resztą świata – tutaj reprezentowaną przez Kostasa Mikisa, członków PSD i przypadkowych uczestników debaty.

Osamotniona Konstancja Albertosiga – w nieodległej przeszłości szefowa surmeńskiego rządu, obecnie zaś majestatyczna żona następcy niderlandzkiego tronu – stanowiła w tych wyborach jedyną alternatywę dla socjaldemokratów. Alternatywę, dodajmy, dość osobliwą, skoro w wymiarze politycznym jeszcze do niedawna Konstancja Albertosiga szufladkowana była jako przedstawicielka lokalnej (centro-)lewicy. W tym sensie rację ma Viktorjos Orbanos, który przytomnie zauważył, że w surmeńskich wyborach obywatele dokonują wyboru „między centrolewicą a centrolewicą”.

Jeśli to prawda, w słowach kandydatów nie sposób było doszukać się cienia wzajemnej sympatii. W telegraficznym skrócie – dla doświadczonej Konstancji Nassau surmeńscy socjaldemokraci to kolejna manifestacja „postkomunizmu i nihilizmu”, w najlepszym zaś razie – zbiorowisko „lewaków i komunistów”. Nie zabrakło również pikantnych wycieczek personalnych. Dowiadujemy się zatem, że postawa sympatyzującego socjaldemokratami Kostasa Mikisa stanowić ma przykład „debilizmu”, „impertynencji” i „politycznego kurewstwa” Można zresztą odnieść wrażenie, że krewki Mikis, polityk zaprawionych w tego rodzaju bojach, tym razem otrzymał ponadstandardową porcję ciosów na wątrobę. Ostatecznie nie co dzień człowiek czyta o sobie, że jest „podłą świnią z najgorszego rynsztoka”.

Socjaldemokraci, choć nieco bardziej powściągliwi w słowach, również potrafią się odgryźć i hojnie szafują etykietkami. W trakcie krótkiej kampanii wyborczej mieliśmy okazję przeczytać, że niezrzeszona Albertosiga to kandydatka „cyniczna, megalomańska i obłudna”, bez mała „faszystka”, „która po zrzuceniu płaszcza centrolewicy stała się drugim Korwinem”. Gorzej nawet, niż Korwinem – w ocenie przeciwników, dostojna Albertosiga „tworzy surmeński PiS”.

Ostro? Być może. Tak się uprawia politykę tam, gdzie ma ona jeszcze jakiekolwiek znaczenie.



Copyright © 2012-2018 KURIER – Mikronacyjny Serwis Prasowy. All rights reserved.
Designed by Theme Junkie. Powered by WordPress.