Jesteś tutaj: Home // Idee i polemiki, Kontynent Wschodni (Orientyka/Ostia) // Autentyczność i tektura: polityczny katolicyzm mikronacyjnej prawicy

Autentyczność i tektura: polityczny katolicyzm mikronacyjnej prawicy

Teza pod dyskusję – polski mikroświat powoli i konsekwentnie skręca w lewo. Nie ma w tym żadnego programu, za sterami globalnych zmian nie stoi umysł osamotnionego geniusza. Momenty, w których puszczają kolejne szwy, przechodzą w sposób niezauważalny dla szeregowego mikronauty – nie informują o tym prasowe nagłówki, powyborcze analizy ignorują jako wątek natury trzeciorzędnej. Jak choćby fakt, że w Federacji Al Rajn, niesłusznie postrzeganej tu i ówdzie jako rezerwat sympatyków szariatu, od lipca 2007 r. obowiązuje ustawa „o związkach partnerskich”, legalizująca małżeństwa osób tej samej płci. Zawarte przed dekadą Porozumienie Zarakackie, którego sygnatariusze – w tym m.in. Sarmacja – zobowiązywali się do zaniechania działań uderzających w zasady katolicyzmu, z dzisiejszej perspektywy jawi się jakie kuriozum z ideowego lamusa mikroświata, który ostatecznie odchorował czas harcerskich deklaracji i piosenek Jacka Kaczmarskiego śpiewanych przy dogasającym ognisku.

Przesunięte centrum

Kulturowa lewica triumfuje wszędzie tam, gdzie warunki demograficzne umożliwiają przeprowadzenie wyborów parlamentarnych. Postulaty na wskroś lewicowe i liberalne obecne są również w programach ugrupowań samoidentyfikujących się jako centrowe (por. programy rządzącej w Federacji Al Rajn partii Tayyār Al-Mustaqba czy Radykalnego Centrum w Królestwie Dreamlandu). Również tam, gdzie u steru pozostają gabinety złożone formalnie z pragmatyków i neutralnych technokratów, regulacje prawne od systematycznie nasiąkają atmosferą zmiany obyczajowej. Nikogo nie dziwi już widok kolejnych „monarchie socjalistycznych” i „republiki ludowych”. Najnowsza – Socjaldemokratyczna Republika Festii Finii – powstała w maju. Oczywiście na Nordacie. Równolegle obserwujemy zanik ostatnich państw pomyślanych jako projekty prawicowych inżynierów społecznych.

W sygnalizowanym kontekście surmeńskie wybory do Eklezji to jedno z najciekawszych wydarzeń mijającego półrocza. Surmenia to dziś jedyne państwo Orientyki – i jedno z niewielu w ogóle – w których warunki ludnościowe wciąż umożliwiają organizację cyklicznych wyborów powszechnych. Triumfująca w nich socjademokracja to jedno z ogniw proklamowanej na początku czerwca międzynarodówki lewicowej. Zwarta, dobrze zorganizowana, z rozbudowanym programem, gotowa do samodzielnych rządów.

„Pomarańczowa” Surmenia

s_dimitroisgos

Sergjos Dimitrisigos

Zwycięska partia Siergjosa Dimitrosigosa nie działa w próżni. Kreśląc swój ambitny program, nie musi wyważać drzwi, które od dawna stoją otworem. Z perspektywy zewnętrznego obserwatora dzisiejsza Surmenia pozostaje dzieckiem Timoteosa Stefanosigosa – mimo restauracji monarchii, ślady miękkiej lewicy kulturowej widoczne są tu niemal na każdym kroku i to w stopniu, o jakim mogą jedynie pomarzyć mieszkańcy mikronacyjnych „republik socjalistycznych”, gdzie jałowa zabawa sprowadza się do wzajemnego tytułowania się „towarzyszem” i przyjmowaniem rosyjskobrzmiących nazwisk.

Surmeńscy socjaldemokraci biorą zatem wszystko. A właściwie – prawie wszystko. O ile nominacja Dimitrosigosa na urząd nowego Archonta wydaje się przesądzona, to nie należy zapominać, że rząd nie stanowi w monarchii jedynego ośrodka decyzyjnego, zaś obecny przechył w lewą stronę to w dużej mierze efekt cyklicznych wahnięć nastrojów społecznych. Nie będzie niczym nadzwyczajnym, jeśli za kilka miesięcy wahadło delikatnie wychyli się w stronę powoli krzepnącej prawicy, choć scenariuszem bardziej prawdopodobnym wydaje się odbudowa pozycji poturbowanej w tych wyborach Konstancji Albertosigi. Czyli również lewicy, choć nieco bliższej centrum. Bo szczęśliwie dla wyborców surmeńska czerwień ma kilka odcieni i nie zawsze pozostaje wierna papierowym ideałom. Wymowne będą tu słowa sympatyzującego ze zwycięską lewicą  Kostasa Mikisa:

Socjaldemokraci muszą się otworzyć i być otwarci na frakcyjność, bo Surmenia jest nie całkowicie czerwona, ja czuję się pomarańczowy politycznie, bo jestem społecznym demokratą o wartościach chrześcijańskich.

Przykładów takiego niekonsekwentnego i eklektycznego podejścia znajdziemy w Surmenii – i poza nią – znacznie więcej. Nawet lider formalnie prawicowej Jednej Surmenii, Markos Sofiakis, dokonał swego czasu autoprezentacji jako „monarchista socjaldemokratyczny”. Deklarująca swoją sympatię do ideałów lewicy Konstancja Albertosiga Nassau, swego czasu liderka poststefanosigowskiej Partii Demokratycznej, wciąż formalnie pozostaje członkiem lokalnej wspólnoty wiernych Kościoła Rotryjskiego. Podobnie jak wspomniany Mikis. Na czym jednak właściwie polega bycie „wiernym Kościoła rotryjskiego”? Na czym w ogóle polega bycie katolikiem w mikroświecie?

Czy rzymski katolicyzm Jozepha Ratzingera i Tomasza Terlikowskiego ma cokolwiek wspólnego z jego mikronacyjną emanacją? Przynajmniej w teorii oba zakresy się pokrywają, więc część mikronacyjnych katolików szuka dla siebie własnej niszy i intuicyjnie kieruje wzrok na Rotrię. Niektórzy w ogóle obywają się bez „wirtualnego Watykanu”. Przypomnijmy, że nieaktywna już Surmeńska Partia Rojalistyczno-Katolicka, założona w 2009 r. przez panującego dziś króla, w swym statucie ukonstytuowała się jako „partia katolicka”, co precyzyjnie i bez wyraźnej potrzeby zdefiniowano tam jako „wierność Bogu w Trójcy Jedynemu i Magisterium Kościoła rzymsko-katolickiego”. Brzmi poważnie. Sęk w tym, że tylko brzmi.

kato_ślub

Trend ostatnich miesięcy – jeśli ślub, to tylko „katolicki”

Katolicyzm polityczny – czyli jaki?

Trzymając się poetyki cytowanego Mikisa – Surmenia tak długo pozostanie „pomarańczowa”, jak długo jej sternik pozostawać będzie w osobliwym rozkroku na pograniczu dwóch uniwersów ideowych. Mimo całego swojego liberalizmu – w kwestiach polityki społecznej wręcz tumiwisizmu – surmeńska rodzina królewska dyskretnie manifestuje przywiązanie do tradycyjnych wartości katolickich, pozostając istotną częścią kosmopolitycznego zakonu koronowanych poczciwców. Nawet jeśli jest to jedynie „katolicyzm polityczny” – ograniczony do rytuałów, odświętnych deklaracji i obecności w oficjalnych rejestrach wiernych.W kapitalnym eseju poświęconym tytułowemu fenomenowi, publicysta Piotr Graczyk postawił skądinąd niespecjalnie kontrowersyjną tezę: katolicyzm to „chrześcijaństwo plus polityka”. Wyjaśnił przy okazji, że „katolicyzm tym różni się od chrześcijaństwa (…),  że nie może być apolityczny (…), musi brać udział w walce o władzę” (zob. P. Graczyk, Katolicyzm polityczny, „Kronos” 2008, nr 3).

Mimo licznych powiązań natury dynastyczno-towarzyskiej, Zepowie i Medyceusze z Surmenii, Rotrii, Rzeczypospolitej, Skarlandu i Ispanii nie tworzą dziś bastionu mikronacyjnych zachowawców, zadowalając się wąską sferą efektownej symboliki i łataniem nowych dziur w tratwie, która tu i ówdzie nabiera wody i wymaga stałego nadzoru. Priorytetem jest bieżące administrowanie państwem i zapewnienie ciągłości istnienia wspólnoty politycznej, pozostałe kwestie schodzą na boczny plan. To dostatecznie dużo, by skutecznie przyciągnąć jakąś część zdezorientowanych pięknoduchów i  egzaltowanych pryszczersów, ale za mało, by mikronacyjny konserwatyzm znalazł w nim stabilne oparcie. Mikronacyjni monarchiści wciąż nie mają swojego monarchy. Króla charyzmatycznego i po Heidegerrowsku „zdecydowanego”. Po upadku idei „tomistycznego Elderlandu” listę pretendentów do tego symbolicznego tronu otwiera jedno nazwisko: JKM Piotra II Konstantego, w kwietniu tego roku wyniesionego na tron Królestwa Agurii. O dwóch kolejnych będzie okazja napisać przy innej okazji.

Sede vacante

P2K

JKM Piotr II Konstanty – król Agurii

Czy mikronacyjni „katolicy” mają swojego „papieża”? Bardziej zasadne wydaje się pytanie, czy w ogóle go potrzebują. Podobnych wątpliwości nie ma Artur książę Ogończyk, do niedawna piastujący godność Generała świeckiego Zakonu Rycerzy Świętego Jerzego Domu Agurskiego, który w trakcie burzliwej debaty na forum Królestwa Agurii tłumaczył powody wewnętrznego rozdarcia między rojalizmem i narodową „racją stanu” a interesem Kościoła ( rotryjskiego):

Obowiązkiem Rycerzy Zakonu jest zawsze stać przy Królu, ale i nie odstępować od Kościoła. Patrząc na wiele zdegenerowanych państw świata wirtualnego jedyny ratunek i zdolność przetrwania widzę dla tych co stoją przy kościele i to niech będzie mój testament dla Rycerzu Zakonu Świętego Jerzego Domu Agurskiego.

Kondycja centrali mikornacyjnych katolików” nie stanowi powodu do niepokoju – mimo częstych zmian na tronie, Państwo Kościelne trzyma fason i na tle ogólnej mizerii stanowi wręcz przykład efektywnej organizacji kadrowo-administracyjnej. Sęk w tym, że  sam Tron Patriarchy pozostaje symbolem, który niczego nie symbolizuje.

Biedny chrześcijanin patrzy na Rotrię

W tej właśnie chwili w rotryjskiej Bazylice św. Jana na Lateranie trwa uroczystość intronizacji Patriarchy Leona II (link). Rotryjscy duchowni obecni są w większości największych polskich mikronacji, niemal z marszu wchodząc w skład elity lokalnych społeczności. Stroniąca od agresywnego prozelityzmu Rotria, państwo kosmopolitycznych biskupów i kardynałów, w zdecydowanej większości ludzi naprawdę łebskich i zaangażowanych, przywodzi na myśl terakotową armię chińskiego cesarza: armię majestatycznych figur pogrzebaną w piachu. Sam patriarcha w polityce międzynarodowej niestety nie istnieje jako samodzielny aktor – jest raczej zwierzchnikiem kilkunastu mniej lub bardziej aktywnych „plebanów” zarządzających lokalnymi strukturami kościelnymi w państwach konkordatowych. Niemal cała para idzie w administracyjny gwizdek. W tym sensie Rotria jest dziś największą w skali globalnej korporacją międzynarodową, ale autorytet moralny Świętego Kościoła” pozostaje kwestią mocno umowną. Zmiana tego stanu rzeczy wymagałaby odświeżenia dawnej idei papieskiego uniwersalizmu i popularyzacji pewnej wizji mikroświata, dla którego wzorem byłaby mediewalna Europa. A ta, oględnie mówiąc,  nie cieszy się wśród polskich mikronautów przesadnym poważaniem (link).

rotria_herbMimo szczerych chęci i osobistych kwalifikacji swoich energicznych funkcjonariuszy, Rotria nie jest dziś również „gniazdem kontrkulturowego oporu”. W tej grze rotryjski katolicyzm w ogóle nie jest dziś aktywnym podmitem – raczej konkurentem dla narracyjnych kontrpropozycji szwejkizmu, wirtualnego islamu i hirshberskiego kultu kurdupla.

Trudno tu jednak na poważnie formułować jakiekolwiek pretensje. Jak bowiem czytamy na stronie głównej Rotrii, „działalność Kościoła Rotryjskiego ogranicza się jedynie do odwzorowywania struktury i relacji panujących w renesansowym Kościele, nie prowadzi natomiast ewangelizacji w żadnej formie, pozostawiając taką działalność realnym kapłanom”. Na umowny charakter uroczystości religijnych celebrowanych przez rotryjskich duchownych zwracał niedawno uwagę o. Giordano Alberto Belmonte:

Prowadzona uroczystość powinna mieć charakter narracyjny. Kościół Rotryjski nie prowadzi ewangelizacji, w związku z czym głoszenie homilii jest również zabronione. 

W tym sensie katolicyzm rotryjski jawi się jako szlachetniejsza odmiana szamanizmu – uprawiany bez przekonania i w bezsilnym poczuciu całkowitej umowności. Ot, kolejny element narracji kulturowej wzbogacający mikronacyjną rzeczywistość . Rodacy księcia Ogończyka muszą zadowolić się dyscyplinującym urokiem prawa kościelnego.

Sam książę właśnie wycofał się z mikroświata i stwierdził u siebie „rozległy udar mózgu”, gdy zapoznał się z treścią wyroku Kongregacji Świętego Wyroku. A ten, po krótkim procesie ze strony inkwizytora, stwierdza nieważność kwietniowej koronacji agurskiego króla Piotra II Konstantego „pod względem kanonicznym”. Powód? Nieobecnego w czasie uroczystej koronacji biskupa zastąpił lokalny arystokrata, który włożył królowi koronę na głowę.

Gdy mnie poproszono o pomoc miałem do wyboru, umyć ręce i patrzeć jak król stoi przed ołtarzem czekając na kapłana który dokona koronacji, a nie doczekawszy się wychodzi z Katedry obdarty z honoru, albo nałożyć mu ją w imieniu księdza biskupa. Jako generał Zakonu Świętego Jerzego Domu Agurskiego, zakonu stojącego na straży wiary i korony podjąłem decyzję za którą teraz przyszło mi zapłacić. Nie mam jednak poczucia winy. Jako rycerz zakonu uczyniłem to co było konieczne. Racja stanu wymagała chronić honor króla i Korony Agurskiej, nawet za cenę własnego –wyjaśnił książę Ogończyk. 

Jak gorzko zauważył rozżalony senator Feliks Gorewicz –  „działalność Kościoła poza Rotrią jest oparta o zabezpieczenie racji stanu i interesów nie kościoła, ale państwa i to go zasadniczo różni od Kościoła realnego”.  Dura lex sed lex. 

katolicyzm_tektura_sliderW ciągłym rozkroku

Jeśli w przestrzeni ustrojowej możliwa jest realizacja „doktryny Kościńskiego”, pomyślanej jako rozsądne balansowanie między batem a marchewką, tak na płaszczyźnie ideowej taki kompromis między formalnie katolickim monarchizmem a liberalizmem obyczajowym siłą rzeczy prowadzić będzie do tekturowej, czysto deklaratywnej duchowości i politycznej schizofrenii.

Rzecz oczywiście nie w tym, by rotryjski kapłan przyjął rolę szafarza sakramentów – bo z oczywistych względów jest to rzeczywistość poza jego zasięgiem, podobnie jak ograniczone są możliwości zaangażowania ze strony laikatu – ale by faktycznie wziął na siebie odpowiedzialność za głoszoną doktrynę. By odważył się zostać „znakiem sprzeciwu” w świecie, który ostentacyjnie unieważnił jego własny świat. W teologii katolickiej jest to domena diakonów – w jakiejś mierze dostępna również dla mikronacyjnych Medyceuszy, Mancinich i della Rovere. W tej grze stawką jest autentyczność. O ile mikronacyjna lewica nie ma z tym większego problemu, skutecznie pozyskując dla siebie kolejne obszary publicznej przestrzeni,  tak mikronacyjna prawica ugrzęzła dziś w teatralnej garderobie.

W nawiązaniu do:

2 komentarze do " Autentyczność i tektura: polityczny katolicyzm mikronacyjnej prawicy "

  1. Paweł Z. napisał(a):

    „Socjaldemokraci muszą się otworzyć i być otwarci na frakcyjność, bo Surmenia jest nie całkowicie czerwona, ja czuję się pomarańczowy politycznie, bo jestem społecznym demokratą o wartościach chrześcijańskich.”

    Rozłożyła mnie na łopatki owa wypowiedź. Istne pomalowane kurewstwo. Myślą, że jak będą pieprzyć o wartościach chrześcijańskich, to będą świętsi czy tam świetniejsi… Zresztą, oba te przymiotniki już stanowią lukier na pączku bez nadzienia. :)

    „W tej grze stawką jest autentyczność. O ile mikronacyjna lewica nie ma z tym większego problemu, skutecznie pozyskując dla siebie kolejne obszary publicznej przestrzeni, tak mikronacyjna prawica ugrzęzła dziś w teatralnej garderobie.”

    A co to jest mikronacyjna prawica według Szanownego Redaktora? Czym się różni mikronacyjna prawica od lewicy?

  2. Viktorjos Paulosigos napisał(a):

    Musze przyznac, ze artykul daje wiele do myslenia… Potrzebuje pewne paru dni, zeby to wszystko przetrawic.



Copyright © 2012-2014 KURIER – Mikronacyjny Serwis Prasowy. All rights reserved.
Designed by Theme Junkie. Powered by WordPress.