Jesteś tutaj: Home // Debata Kuriera, Idee i polemiki // [Witt] Dyplomatycznie Sarmacja niemal nie istnieje

[Witt] Dyplomatycznie Sarmacja niemal nie istnieje

Tytułowe słowa padły na niniejszych łamach w artykule Tłumacząc potwora z ust Młynka Kawowego. Ten sarmacki dyplomata broniąc izolacjonistycznego potwora, jak nazwał swoją obecną ojczyznę, wskazywał powody bierności Księstwa na scenie międzynarodowej i próbował przekonać czytelników, że tak naprawdę ta bierność jest aktywnością śmielszą niż w innych krajach.

Kraj przepychu i polityki ignorancji

Jedną z podstaw argumentacji o aktywności sarmackiej na scenie międzynarodowej miały być wyniki sondy społecznej, w której ok. 2/3 ankietowanych stwierdziło, że polityka zagraniczna jest Sarmacji potrzebna. Powiedzmy sobie jednak szczerze, że oczekiwania społeczne jeszcze nie świadczą o tym, że Księstwo taką politykę rzeczywiście posiada, a co dopiero prowadzi. Jakkolwiek bowiem w Sarmacji potrzeby obywateli są wysokie i w większości zaspokajane przez władze państwowe, tak na pewno nie jest tak już w przypadku polityki zewnętrznej.

Należy też odnotować, że sarmacki publicysta pląta się w swych tłumaczeniach Potwora, ponieważ zaraz po podparciu się danymi statystycznymi o potrzebach Sarmatów stwierdza, „że za granicą nie ma nic wystarczająco ciekawego, żeby się tam fatygować”. Najwidoczniej więc, mimo tego rozdwojenia jaźni sarmackich obywateli (w oczach Autora), władze Księstwa dają wiarę podskórnemu przekonaniu poddanych Księcia i lekceważą tę ich potrzebę. Wszak podobno „Sarmacja jest w stanie (jeszcze) zapewnić swoim obywatelom wszystkie rozrywki właściwe dla państw wirtualnych”. Czy aby na pewno?

Wniosek pierwszy: sarmackie władze ignorują potrzeby obywateli w zakresie stosunków zagranicznych ufając swej sile wewnętrznej, która ma zaspokajać ich potrzeby rozrywkowe.

Pyszne brzmienia i pozory

Sarmacki dyplomata umacnia przekonanie, że prowadzenie polityki zagranicznej jest niepotrzebnym eksportem aktywności poza granice własnego kraju. Ma to dotyczyć nie tylko ambasadorów, ale nawet ministra spraw zagranicznych. Nie mogę zgodzić się z takimi twierdzeniami, gdyż sądzę, że jeżeli państwo posiada ściśle określone cele i działa w interesie własnym, na rzecz dobrostanu obywateli, to cele te może osiągać zarówno prowadząc politykę wewnętrzną jak i zewnętrzną. Należy zauważyć w jaki sposób aktywność międzynarodową w ograniczonym populacyjnie Mikroświecie rozpoczynają nowe państwa, a wówczas będzie można lepiej zrozumieć sarmacką bierność. Mianowicie najprostszym sposobem na rozpoczęcie przygody nowego państwa oraz zapewnienia mu najpotrzebniejszej tkanki – mieszkańców, jest penetracja innych państw i „podkradanie” im obywateli. Rozwój wewnętrzny jest więc uzależniony nie tyle od promocji państwa co od polityki zagranicznej nastawionej na imigrację. Wraz ze wzrostem wielkości (pod względem populacji) danego kraju jego cele międzynarodowe się zmieniają. Sarmacja zaś nie posiada obecnie żadnych widocznych aspiracji międzynarodowych, gdyż czuje się na tyle  tłusta i zasobna wewnętrznie, że jej to w zupełności wystarcza. W takim wypadku prowadzenie polityki zagranicznej sprowadza się do biernego oczekiwania na umizgi i adorację innych krajów, jak w omawianym przez Kawowego przypadku Hasselandu.

Wniosek drugi: władze największej polskiej mikronacji wiedzą, że mali sami do nich przyjdą, albo w postaci imigrantów (jak z Dreamlandu) albo całych państw (jak przykład Hasselandu), dlatego aktywność służb dyplomatycznych jest zbędna.

Strach przed imperium i wygoda imperializmu

Tłumacząc potwora napisano nie tylko pod szyldem, ale i w duchu wizji Księstwa Sarmacji jako tego złego światowego imperatora, którego boją się mniejsze kraje, ale do którego ochoczo emigrują mikronauci po wpadkach, niepowodzeniach i zawodach na innych podwórkach. Imperializm – na przekór wymowie tekstu – jest słowem, od którego sarmacki establishment się wzbrania i raczej często odżegnuje, wygaszając energię w polityce zagranicznej aby tylko się z imperium nie kojarzyć. Bo… skuteczniej jest działać po cichu i bez afiszowania się. Jak wskazywaliśmy wyżej imperium będzie rosło samo, a jedynym potrzebnym działaniem jest dbanie i propagowanie Sarmacji jako ziemi obiecanej wszystkim, jako kraju miodem i mlekiem opływającego, gdzie eldorado to synonim każdego miasta, a obfitość libertów wyraża się pęczniejącymi stanami kont, czym trzeba się afiszować, mimo regularnego pozostawania państwa na skraju bankructwa.

Budowa imperium w interakcjach zagranicznych odbywa się na dwa podstawowe sposoby. Pierwszym jest przyciąganie imigrantów. Na sprawę wystarczy spojrzeć chociażby przez pryzmat Autora przywoływanego artykułu, który pochodzi z nieboszczki Eskwilinii, czy też obecnego szefa sarmackiej dyplomacji, który urodził się i działał u nas – w Dreamlandzie. Sarmacja jest liderem pod względem docelowego miejsca emigracji wielu osób z całego Mikroświata. Drugim sposobem jest eksport idei, pomysłów, produktów i wynalazków. Duża aktywność w Sarmacji przekłada się na dużą produktywność, przez co w innych częściach świata Sarmacja jest stawiana za wzór do naśladowania, co czasami przybiera formę kopiowania rozwiązań i odwoływania się na zasadzie „w Sarmacji to działa”. Mogę przypuszczać, że gdyby przeprowadzono badania na temat najczęściej czytanych zagranicznych for państwowych i gazet zagranicznych, bardzo wielu mikronautów wskazałoby forum sarmackie i tamtejsze gazety.

Wniosek trzeci: sarmacki imperializm ma się dobrze, chociaż do jego prowadzenia nie potrzeba zaangażowania w politykę międzynarodową.

Podsumowując, Sarmacja jest pewnym siebie graczem, który na polu dyplomacji, jak podkreśla Kawowy: „nic nie musi”. Z powodu wewnętrznej równowagi i stabilności oraz mimowolnego wywierania wpływu na resztę świata – również nic nie chce. Efekt? „Dyplomatycznie Sarmacja niemal nie istnieje”.

[O Autorze]

wittDaniel von Witt jest obywatelem Królestwa Dreamlandu. Redaktor naczelny pisma Mercurius Furlandiae. Polityk, wojskowy, kartograf. Publicysta specjalizujący się w problematyce międzynarodowej i ekonomicznej. Autor najnowszych map polskiego mikroświata.

5 komentarzy do " [Witt] Dyplomatycznie Sarmacja niemal nie istnieje "

  1. Jaskoviakus napisał(a):

    Przepraszam serdecznie Autora, że nie odpowiem pełnoprawnym artykułem; komentarz jest chyba bardziej odpowiednią formą dla doraźnej repliki.

    1. Przywołana sonda świadczy o tym, że społeczność sarmacka wcale nie jest tak wsobna, jak zechcieli uważać pozostali uczestnicy debaty „Kuriera”. Badanie wykazało, że Sarmaci są zainteresowani życiem innych państw. To fakt. Równocześnie Księstwo nie jest przesadnie aktywne na forum m-narodowym. To drugi fakt. W artykule wyjaśniam tę sprzeczność: przyczyną dyplomatycznej bierności Sarmacji jest wewnętrzna (krajowa) aktywność. Prowadzenie dyplomacji lub choćby uprawianie turystyki odbywałoby się kosztem tej aktywności. Wynika to z ograniczonej ilości czasu, jaką każdy z nas przeznacza na mikronacje.

    Równocześnie nie mam pojęcia, z jakich pobudek Autor wysnuwa wniosek #1. Trwa Sejm Walny. Władzę Księstwa stanowią bezpośrednio obywatele. W jaki sposób władza miałaby ignorować potrzeby Sarmatów?

    2. „Sarmacja zaś nie posiada obecnie żadnych widocznych aspiracji międzynarodowych, gdyż czuje się na tyle tłusta i zasobna wewnętrznie, że jej to w zupełności wystarcza”. To właściwie parafraza moich własnych słów: „Sarmacja na polu dyplomacji nic nie musi, toteż zazwyczaj po prostu jej się nie chce”. Nie wiem tylko, co ma z tym wspólnego wniosek #2. Imigranci owszem, przychodzą, chwalić Odolana. (Można by się zastanawiać, dlaczego tak często przychodzą z Dreamlandu). Przykład Hasselandu dowodzi, że „całe państwa” nie tylko nie przychodzą, ale też nie warto z nimi rozmawiać.

    3. Ostatnia część tekstu jest bardzo symptomatyczna i dlatego nie będę z nią polemizował; dokonam za to charakterystyki. Autor przyznaje, że Sarmacja nie podejmuje akcji dyplomatycznych. Ale to nic, bo przecież i tak jest imperium! I to, co gorsza, „działającym po cichu”. Podstępnie przyciągającym imigrantów! Wylęgarnią niebezpiecznych idei!

    Innymi słowy: choćbyśmy nie robili nic i po prostu tworzyli mikronację we własnym gronie, i tak jesteśmy groźnymi imperialistami. Jak napisał w DSG diuk Czuguł-Chan: „Nie da się ukryć, że Sarmacja jest zła, gdyż jest zła, bo jest zła.”

    Jeszcze innymi słowy: prowadzenie polityki zagranicznej (która – jak sam Autor przyznaje to „penetracja innych państw i >podkradanie< im obywateli") jest wyrazem naszych imperialnych zapędów. Nieprowadzenie polityki zagranicznej jest wyrazem naszych imperialnych zapędów.

    • Daniel von Witt napisał(a):

      Ekscelencjo,

      1. Ignorujecie potrzebę prowadzenia polityki zagranicznej, co przecież sam Ekscelencja stwierdził. Ja jedynie zestawiłem jedno z drugim. Jest potrzeba i jest ignorancja tej potrzeby z powodu przekonania, że to eksport aktywności (z czym się nie zgadzam).

      2. W zasadzie nic Ekscelencja nie powiedział ponad mój wniosek. Dzisiaj interesują Sarmację wyłącznie imigranci, przy czym mniej to, skąd pochodzą i dlaczego.

      3. Źle Pan to zrozumiał. Moja intencja była inna – to Pan sam w swoim artykule wysuwał twierdzenia sugerujące czytelnikom, że Księstwo jest potworem, tym złym krajem. Swoim komentarzem nadal Pan to umacnia, a ja jedynie podkreślić chciałem, że boicie się słowa „imperium” (co Wasze słowa potwierdzają), ale imperializm uprawiacie mimowolnie poprzez drenaż świata z ludzi (imigracja) i eksport idei itp. Czy to źle? Sami Ekscelencjo dajecie czytelnikom dowody, jakoby tak, ponieważ ja jedynie stwierdziłem fakty. I Sarmacja jest imperium działającym po cichu – tak czy siak. Oraz – sama Sarmacja przykleja czasem sobie łatkę tego złego.

      Generalny wniosek jest taki: jesteście imperium, gdyż u siebie (w swoim gronie) robicie więcej i skuteczniej niż w innych częściach świata przez co ludzie płyną do Was i Wasze idee są czasem kopiowane. Nie oceniam tego, czy to dobre czy złe, a tylko – że to dla Was korzystne.

  2. Eddardnoqtern napisał(a):

    Wszystkie ostatnie artykuły układają się w całość – dopóki nie będzie więcej dużych (20+) mikronacji, Sarmacja będzie nie robiąc nic pozyskiwać obywateli. Czas to zakończyć.

    • Błąd.

      Dopóki nie będzie więcej mikronacji zdolnych zapełnić swym mieszkańcom cały ich czas przeznaczony na v-życie, będą oni działać poza własnym podwórkiem.

      Przyczynia się do tego powszechna skłonność do przekładania życia realnego na mikronacje.

      W realu każdy pragnie stabilności politycznej, żeby mógł z usług swego państwa korzystać nie interesując się zbytnio jego działaniem i żyjąc własnym życiem. W v-państwach stabilność oznacza, że jedna strona jest zadowolona, a więc bezczynna, a druga, mimo niezadowolenia, z różnych powodów postanawia nie walczyć o zmiany i jest bezczynna.

      W świecie rzeczywistym w, przykładowo, procesie legislacyjnym, istotny jest wynik, czyli prawo, które w jego skutku powstaje. Inaczej jest w wirtualu. Wynik to jeden akt prawny, który można przeczytać w kilku minut i który przyczyni się co najwyżej do powstania kolejnych. Proces jego powstawania to jednak okazja do dyskusji dla członków parlamentu danego państwa, a może nawet całej jego społeczności. Żeby w niej uczestniczyć, ludzie będą regularnie zaglądać i wypowiadać się na forum tego państwa i to właśnie dostarczy im frajdy, o którą tu przecież chodzi.

      Tak więc najlepszym „produktem” niedawnego szczytu w Hasselandzie nie jest powstały tam sojusz czy jakieś tam sformułowanie zadań, bo w gruncie rzeczy było to tylko ujęcie w słowa pragnień każdego mikronauty – „niech nas będzie więcej”. Najważniejsze jest to, że przez kilka dni kilkanaście osób miało okazję prowadzić ożywioną dyskusję i popolitykować. Wszak właśnie po to zostały one v-działaczami.

    • Daniel von Witt napisał(a):

      Przeciwnie – Sarmacja robi w swoim gronie bardzo dużo, więcej i lepiej niż w innych krajach, stąd odnosi sukces. Problem w tym, że większość innych krajów nie znajduje skutecznej recepty na swoje sukcesy, dlatego jest jak jest. Dominację Sarmacji można zakończyć, ale nie z takim nastawieniem jak, podejrzewam, Pan ma. Należy budować siłę swoich krajów i szukać recept na własne powodzenie.



Copyright © 2012-2014 KURIER – Mikronacyjny Serwis Prasowy. All rights reserved.
Designed by Theme Junkie. Powered by WordPress.