Jesteś tutaj: Home // Projekt: Inny świat // Człowiek-wódka patrzy na lepszy świat

Człowiek-wódka patrzy na lepszy świat

Historia kontaktów polskich mikronautów z przedstawicielami obcych sektorów językowych jest niemal tak samo stara, jak nasz mikroświat. Co istotne – mimo bariery języka kontakt od samego początku miał charakter dwukierunkowy. Polacy wizytowali fora swoich kolegów z Niemiec, Skandynawii, Brazylii i USA, zaś nasi zagraniczni koledzy rejestrowali swoje profile na forach Organizacji Polskich Mikronacji, Forum Mikronacji, Księstwa Sarmacji i wszędzie tam, gdzie czuli się mile widziani. Niewiele zostało dziś jednak z fali pierwotnego entuzjazmu z pierwszych lat minionej dekady, gdy każdy kontakt z tamtym egzotycznym światem wywoływał żywe zainteresowanie publiczności.

Zacznijmy od przywołania garści suchych faktów. Pod względem intensywności wzajemnych kontaktów rekord należy do imperialnej dyplomacji JCM Marka Lebencjusza. W latach 2001-2012 władze Cesarstwa Leblandii zawarły 40 traktatów międzynarodowych  z mikronacjami z drugiego końca świata. W tej imponującej liczbie znajdziemy umowy z Wolną Wspólnotą Pasargady (Free Community of Pasargada) i Świętym Cesarstwem Reunionu (The Holy Empire of Reunion). To państwa z okresu mikronacyjnego Wielkiego Wybuchu. Powinien kojarzyć je każdy szanujący się weteran polskiego ruchu mikronacyjnego.

micras-620x250

Micra w całej okazałości

Światy, sektory, systemy

Z oczywistych względów anglojęzyczny sektor językowy – w skali globalnej największy w wymiarze demograficznym – jest dziś ojczyzną więcej niż jednego mikroświata. Zasadniej byłoby posługiwać się pojęciem wielu równolegle istniejących„sektorów” niż pojedynczego obszaru, który stanowiłby wspólny mianownik dla wszystkich Anglofonów. Wspomina o tym Liam Sinclair w opublikowanym wczoraj artykule (link).

Wspomniane obszary  pojawiają się i znikają – jak historyczny już Sektor Apollo, który w latach 2000-2001 grupował ponad tuzin mikronacji. W chwili obecnej na pierwszy plan wysuwa się Micra (Micras) – wspólna przestrzeń mniej więcej czterdziestu anglojęzycznych państw internetowych, w tym tych najbardziej dziś popularnych. Znajdziemy tam nie tylko Anglosasów, ale również posługujących się językiem angielskim mikronautów z innych zakątków świata. Jeśli zatem chcielibyśmy zlokalizować Holy Empire of Reunion (Brazylia), Kingdom of Batavia (Niderlandy), High Realm of Stormark (Skandynawia) – powinniśmy sięgnąć po aktualną mapę Micry (link).

Jednym z aktywnych podsystemów tego środowiska jest Bastion Union, będący polityczną-gospodarczo-militarną platformą jedenastu mikronacji zgrupowanych na wspólnym forum dyskusyjnym (link).

Istnieje wreszcie ogromna liczba quasi-mikronacji, które pół-żartem, pół-serio roszczą sobie pretensje do tertytorium w świecie realnym. Ich internetowe witryny często odsyłają nas do stron lokalnych społeczności w USA, Australii lub Wielkiej Brytanii. Stąd też, na przykład,wizytując witrynę Bainbridge Island Republic nie powinniśmy się dziwić, że w charakterze narodowych mass-mediów funkcjonują tam czasopisma z okolic amerykańskiego miasta Seattle (link). Takich tworów są setki, jeśli nie tysiące. Ich obecność na rozmaitych „listach mikronacji” jedynie wypacza obraz rzeczy.

Jak wypadamy w ramach syntetycznego porównania podstawowych wskaźników? Na temat tematu narosło w ostatnich latach kilka mitów, które wypada w tym miejscu rozwiać. Takim mitem jest również nasze wyobrażenie na temat populacji typowej mikronacji z tego obszaru.

Fala Wallace’a

wallace

Program Wallace’a (2005) okazał się przełomem

Przywoływane tu i ówdzie doniesienia o mikronacjach zaludnianych przez tysiące czy wręcz dziesiątki tysięcy obywateli to ponury nonsens, częściowo wynikający z zaniku zwyczaju aktualizowania oficjalnych rejestrów, niezmiennie puchnących od początku minionej dekady. W warunkach polskiego mikroświata będzie to przypadek wspomnianej Leblandii, której oficjalne rejestry mówią o 1200 obywateli.

Zdarzają jednak sytuacje, w których liczba obywateli danej mikronacji osiąga astronomiczne wartości. To efekt okazjonalnych happeningów medialnych. Najgłośniejszy z nich związany jest z wyemitowanym w 2005 r. na łamach BBC miniserialem dokumentarnym pod atrakcyjnym tytułem „How to start your own country”. Na potrzeby programu brytyjski komik Danny Wallace założył w swoim londyńskim mieszkaniu mikronację o nazwie Kingdom of Lovely. W kolejnych odcinkach Wallace gościł i wizytował najróżniejszych cudaków, w tym gospodarza legendarnego Sealandu (państwa osadzonego na platformie przeciwlotniczej na Morzu Północnym) czy faceta, który twierdzi, że jest właścicielem Księżyca.

Na oczach milionów widzów Wallace rozpisał konkurs na hymn państwowy dla swojego królestwa, zaś wykonanie flagi zlecił profesjonalnej agencji reklamowej. Krok po kroku zainteresował tematem brytyjskich nastolatków. Skutek? Lawinowy przypływ mikronautów i wysyp nowych mikronacji, częściowo aktywnych do chwili obecnej. W pewnym momencie państwo-happening Wallace’a osiągnęło zawrotną liczbę 58 tysięcy obywateli, ale wśród anglojęzycznych mikronautów nie znajdziemy dziś nikogo, kto uważałby martwe już Lovely  za mikronację w znaczeniu, do jakiego przywykliśmy. Według Vilhelma Benkerna, weterana anglofońskiego mikronacjonalizmu, pierwszoplanowym dziedzictwem „fali Wallace’a” jest odrębny „sektor państw Lovely”, które w pewnym momencie oddzieliły się od macierzy i z czasem zaczęły coraz mocniej upodabniać się do „klasycznych” mikronacji (link).

W warunkach polskiego mikroświata skromnym odpowiednikiem fali Wallace’a – przy zachowaniu wszelkich proporcji – były publikowane w połowie minionej dekady artykuły na łamach prasy dla sympatyków gier komputerowych. Jeszcze skromniejszym odpowiednikiem był – a przynajmniej tak mogło się wówczas wydawać – opublikowany przed kilkoma lat na jednym z ogólnopolskich portali internetowych tekst, z którego niedwuznacznie wynikało, że internetowe Księstwo Sarmacji jest rajem dla osób o orientacji homoseksualnej. Nie wszystkim przypadło do gustu takie postawienie sprawy.

Demografia: pierwsze porównanie

shireroth_micra

Imperial Republic of Shireroth – największe państwo Bastion Union i zarazem cel podróży polskich mikronautów

Polscy mikronauci nie mają czegoś się wstydzić. Populacja największych państw Micry oscyluje w granicach kilkudziesięciu aktywnych obywateli, na ogół jest to jednak kilka lub kilkanaście osób. Największe państwo obecne na platformie Bastion Union – istniejąca od 2000 r. Imperial Republic of Shireroth – oficjalnie posiada dziś 25 aktywnych obywateli. Pozostała dziesiątka to państwa, które w polskim mikroświecie okupowałyby dolne rejony rankingu demograficznego „Kuriera”. W przeważającej mierze są to kilkuosobowe maluchy generujące ruch na poziomie kilkunastu postów miesięcznie – postów, dodajmy, na ogół krótkich i zwartych jak telegramy z frontu. Narodowe subfora w ramach Bastion Union sprawiają wrażenie skromnych klitek w przydrożnym motelu. W porównaniu ze strukturą forum dyskusyjnego typowej polskiej mikronacji wypadają zaskakująco blado (link).

Choć wydawać się to może paradoksem – między naszymi światami nie ma dziś poważniejszych różnic pod względem demograficznym. Nie analizowałem pod tym kątem mikronacji azjatyckich – a takie zapewne istnieją – ale już teraz jeden wniosek wydaje się uzasadniony. Na całym świecie typowa mikronacja liczy od kilku do kilkudziesięciu osób. Dzieje się tak bez względu na okoliczność, czy bazę populacyjną stanowi 38-milionowy naród współczesnej Polski czy idąca w setki milionów osób społeczność anglojęzyczna. Potwierdza to jedynie tezę, że typowa mikronacja ma systemowo ograniczone „moce przerobowe” – jest w stanie zapewnić atrakcyjną rozrywkę dla grupy o dającej się precyzyjnie określić wielkości. Stąd odpowiednim narzędziem badawczym dla mikronacyjnych populacji pozostaje socjologia małych i średnich grup.

W polskim mikroświecie nie było i nie ma państw kilkusetosobowych. Nie znajdziemy ich również u Anglofonów, chyba że w skład ich populacji włączymy kategorię, z którą w naszym przypadku raczej się nie zetkniemy: mam na myśli pewną liczbę tzw. honorowych subskrybentów z całego świata, którzy ograniczają się do biernej obserwacji forum. Nie są to jednak obywatele w tradycyjnym tego słowa znaczeniu.

Wiele światów, jeden architekt: podobieństwa i różnice

Strukturalnych i jakościowych podobieństw – momentami wręcz uderzających – jest znacznie więcej.

I tu, i tam znajdziemy środowiskową wersję wikipedii (wraz z jej licznymi wariantami narodowymi), globalną federację piłkarską, wspólny projekt kartograficzny, rynek prasowy zorganizowany w ramach zatomizowanej blogosfery, komunikację publiczną skanalizowaną w formie forum dyskusyjnego. Podobnie jak u nas, również tam zawiodły wszystkie próby stworzenia mikronacyjnego odpowiednika ONZ – wyjątek stanowi tu kolegialny zarząd nad Bastion Union. Całość sprawa wrażenie, jakby została zaprojektowana przez tego samego człowieka, który odpowiada za architekturę polskiego mikroświata.

Banknote_Reunion_01Powyższa uwaga zachowuje moc również w odniesieniu do porządku krajowego. Niemal wszędzie wykształciła się jednakowa, quasi-feudalna drabinka społeczno-towarzyska z baronami, hrabiami, markizami, diukami i przypisanym im miejscem w rejestrze heraldycznym. Dominują monarchie. Przedmiotem debat są kwestie mapy, aktualizacji podupadających witryn, polityczne przepychanki, stosunki dyplomatyczne, secesje części składowych, postępujący kryzys demograficzny. Znamy to na pamięć.

Podobnie jak polski mikroświat, uniwersum Anglofonów od kilku lat znajduje się w odwrocie. W trakcie jednej z niedawnych dyskusji na temat odpływu mieszkańców, jeden z dyskutantów – nie byle zresztą jaki, bo sam Kaiser wspomnianej już Imperialnej Republiki Shireroth –  rzucił znamienną uwagę: Micronationalism needs to get back into the old dating game. (link) Takie recepty również są nam znane.

Na pierwszą poważną różnicę trafimy przy lustrowaniu baz prawnych. Państwa Micry cechuje pragmatyzm i zdroworozsądkowy minimalizm: na ogół cały dorobek „prawny” to konstytucja, jakieś prowizorium budżetowe i formularz dla nowych obywateli. Tu i ówdzie natkniemy się się również jakieś mgliste deklaracje napisane językiem XVIII-wiecznych kart swobód i praw obywatelskich.

Kolejną różnicę dostrzeżemy przy doborze awatarów. Przejrzałem ich dotąd kilka setek i jeśli miałbym pokusić się o jakąś generalizację, zaryzykowałby tezę, że o ile polscy mikronauci preferują dziś wizerunki postaci z historii Europy, Anglofoni na ogół sięgają po celebrytów i postaci z popkultury – komiksu, filmu, kreskówek. Kluczem doboru jest, rzecz jasna, odgórna linia narracyjna, ale nie spodziewajmy się tu konsekwencji znanej z polskojęzycznego Królestwa Zjednoczonych Niderlandów, Skarlandu, Królestwa Francji i Nawarry czy Rotrii, gdzie wszyscy jak jeden mąż sięgają po olejne portrety z czasów renesansu, baroku czy malarstwa XIX wieku. Brettish Isles – jedno z bardziej popularnych państw Micry i Bastion Union – choć oficjalnie osadzone w retroklimacie wiktoriańskim, zostawia swoim rodakom ogromne pole manewru. Efekt jest osobliwy (link).

Spada globalna liczba obywateli, z rynku prasowego znikają kolejne tytuły, życie publiczne podtrzymywane jest przez weternów z wieloletnim doświadczeniem. Boom demograficzny z połowy minionej dekady to już pieśń odległej przeszłości. Problem kryzysu demograficznego wywołuje czasem reakcje zgoła histeryczne – za przykład niechaj posłuży tu smutny los poczytnego pisma Batavian Post. W połowie 2013 r. redaktor naczelny magaznu zdecydował się zakończyć działalność, powołując się „kurczący się rynek dziennikarstwa Micry” (shrinking market of Micran journalism). Skasował witrynę pisma.

W ten sposób mikroświat  faktycznie się kurczy.

Polska? Kurduple, wódka i kompnacje

W ostatnich miesiącach barwna społeczność Bastion Union co najmniej dwukrotnie wchodziła w kontakt z polskimi mikronautami. Późną wiosną z kurtuazyjną wizytą do Shireroth udało dwoje obywateli Księstwa Sarmacji – Andronicus Bryennios i Karolina von Lichtenstein. W sympatycznej atmosferze przedyskutowano etymologię słowa Sclavinia oraz problem odradzającego się nad Wisłą „nacjonalizmu słowiańskiego” (wizerunkowe konsekwencje ostatniej Eurowizji). Dużo bardziej płodną pod względem poznawczym okazała się jednak październikowa wizyta astronauty Konstantego Jerzego Michalskiego, który przybył do Shireroth w ramach bialeńskiej misji kosmicznej (link).

Cel wizyty: wysondować, w jakim stopniu idea Bastion Union pozostaje adekwatna do planów polskich mikronautów. Przy okazji Constantin George Michalski przedstawił swoim zaintrygowanym rozmówcom świat, jakiego jeszcze nie widzieli. Czego zatem dowiedzieliśmy się o sobie tą okrężną drogą?

astro_micraZasadniczo – powiada Michalski – polski mikroświat zamieszkiwany jest przez ludzi. Są jednak pewne wyjątki. I think only humans live on Pollin, but in ZSKHiW, there’re „curdupels”, something like trolls, but they must drink vodka.  A zatem –obok siebie żyją ludzie i kurduple.  Zupełnie jak w kultowym filmie Willow (1988).

Co więcej? Nasz świat, według polskiego astronauty, jeszcze 4-5 lat temu był prawdziwą „utopią”. W sensie – czymś pozytywnym. Arkadią. Sprawnym mechanizmem. Obecnie jednak wszystko się rozklekotało. Co się konkretnie dzieje? Now, Dreamland hasn’t got parliament and government, Sarmacja is in crisis. Our conflict with Sarmacja is diplomatic, not military. This conflict exists beacuse we occupy Valhalla – they think Valhalla is their territorry, but it isn’t.

Czyli – dzieje się dużo. Dużo niedobrego. Na koniec poznajemy autorską typologię polskich mikronacji.

We have got three groups of micronations. First – normal micronations. Second – yoyonations, yoyonations are micronations, but on bad hosting and they have some trolls. Third – kompnacje – computernations are the worst type. Only trolls establish this type of micronations.

Podsumujmy zebrane dane w porządku rzeczownikowym. Kryzys, spór o Valhallę, kurduple, wódka, trolle, yoyonacje oraz kompnacje. Czymkolwiek  i gdziekolwiek są. Na moje oko brakuje w tym wyliczeniu jedynie promieniowania gamma i potwora z bagien, który żeruje na samotnych młódkach.

Należy docenić poczucie humoru astronauty Michalskiego. Nie grozi nam opinia płaskich ponuraków, którzy jedynie kopiują zachodnie rozwiązania. Wypracowaliśmy własną, oryginalną kulturę. Pochwalam również strategię negocjacyjną: pikantne szczegóły mają szansę dłużej ostać się w pamięci tubylców. Michalski nie konfabuluje, gdy mówi o nawykach kurdupli w Zjednoczonym Socjalistycznym Królestwie Hirshbergii i Weerlandu.  Dobrze, że nie dzielił włosa na czworo i nie wspomniał o Górskim Pierdolcu, kurduplu będącym patronem hotelarzy (link). W tłumaczeniu na angielski brzmiałoby to  daleko mniej rubasznie. Fragment o Valhalli i trollach to też prawda. Yoyonacje, choć nazwa trąci już myszką, również tu i ówdzie znajdziemy. Co innego mnie rozbawiło.

Pamiętacie tę sugestywną scenę, gdy w filmie Obcy 4 (Alien: Resurrection) zmęczona życiem Ellen Ripley wchodzi do pokładowego laboratorium i trafia na kolekcję zmutowanych potworków, zawekowanych w gigantycznych pojemnikach ze szkła? I ten moment, gdy uświadamia sobie, że te sflaczałe monstra to efekt nieudanych eksperymentów na jej własnym materiale genetycznym? Trudno powiedzieć, jaki obraz polskiego mikroświata i jej mieszkańców zbudowali sobie złaknieni egzotyki forumowicze w ramach Bastion Union. Całkiem możliwe, że zgodny z utartym stereotypem ubogiego słowiańskiego krewnego – ekscentrycznego pana Władka, pokręconego przybysza z trzeciego świata, który nocami konstruuje we własnej piwnicy bomby z elementów kaloryfera i słoików po majonezie kieleckim. I tym razem polski Człowiek-wódka nie zawiódł.

Naprawdę nie mamy czego się wstydzić i najwyższy czas, by dotarło to do nas samych.

(Jacques de Brolle)

2 komentarze do " Człowiek-wódka patrzy na lepszy świat "

  1. Daniel von Witt napisał(a):

    Bardzo interesujący tekst z przezabawnymi wstawkami :) Dzięki wielowątkowemu podejściu do pracy Kurier na pewno nie zniknie z rynku.

    Odyseje kosmiczne w inne światy mogą przynieść nam tylko zainteresowanie.

  2. KJM napisał(a):

    Tak, z misji „zwiadowczej” wyszła komedia. Dlatego też nasz program kosmiczny zakłada wysłanie kolejnych misji. Najprawdopodobniej – nie mniej śmieszniejszych.

    Co do samego artykułu, trzyma bardzo wysoki poziom „Kuriera”. Podzielam opinię WE von Witta, o tym, że z pewnością „Kurier” nie zniknie z rynku.



Copyright © 2012-2014 KURIER – Mikronacyjny Serwis Prasowy. All rights reserved.
Designed by Theme Junkie. Powered by WordPress.