Jesteś tutaj: Home // Zachód // „Odbieramy to, co nasze”. Sarmacja sięga po południową Awarę

„Odbieramy to, co nasze”. Sarmacja sięga po południową Awarę

Władze Księstwa Sarmacji publicznie wezwały Króla Scholandii do zwrotu południowej Awary – samotnej wysepki położonej w połowie drogi morskiej między oboma państwami. W oficjalnej nocie, szorstkiej niczym nakaz eksmisji i jednoznacznej jak tatarski jarłyk, sarmacka Rada Ministrów wyznaczyła stronie scholandzkiej cztery dni na reakcję. W przypadku jej braku Sarmaci zapowiadają wykorzystanie sił zbrojnych. „Będziemy zmuszeni odebrać siłą to, co jest nasze” – zapowiada Minister Asketil. Sarmacka inicjatywa wywołała już pierwsze reakcje za granicą. „Ich działania budzą we mnie obrzydzenie” – zwierza się Paulina Natalia Wileńska na forum Wandystanu, a podminowany Max Zwell publikuje wymowny wiersz. „Kopią leżącego, konającego, uwiędłego” – tłumaczy czytelnikom i zachęca do zajęcia stanowiska.

Awara_okolice

Awara – podzielona wyspa (fragment mapy północnej Wirtuazji)

Czy Awara jest scholandzka?

Czy władze w Scholopolis ulegną presji Grodziska? Pierwsze reakcje zdradzają pomieszanie zdziwienia z konsternacją. „Czy Awara jest scholandzka?” – pytał Jerzy Mordecki vel Scholandzki w tytule środowego artykułu prasowego, jaki ukazał się na łamach Mordecki Journal”.  W pierwszym odruchu były premier Królestwa nie był w stanie udzielić sobie sensownej odpowiedzi. „Być może istnieje jakiś dokument, który umknął wiewiórkom, a jednak daje nam prawo do tej darowizny. A skoro tak, to od nadmiaru głowa nie boli” – spekulował nad ranem Mordecki. W godzinach wieczornych ten sam artykuł opatrzony został już nowym tytułem, tym razem świadczącym o raptownym przypływie sił witalnych u autora: „Awaro wyspo Ty moja”.

Scholandia to dziś sztandarowy przykład mikronacji post-apo. Co się miało wydarzyć, już się wydarzyło. W eleganckim  Scholopolis czas stanął w miejscu w połowie 2010 r. O świetnej przeszłości Królestwa świadczą przebogate zbiory biblioteki uniwersyteckiej, archiwa prasowe i dziesiątki rozbudowanych witryn. W okresie szczytowego rozwoju państwa – w latach 2003-2007 – pokolenie budujące tamtą Scholandię osiągnęło pułap nieosiągalny dla własnych zmienników, których z każdym kolejnym rokiem ubywało. W przededniu 2015 r. trójka pozostałych przy życiu obywateli z konieczności robi dobrą minę do złej gry. Tymczasem gra staje się coraz bardziej brutalna. Czy Sarmaci zadadzą pogrążonej w letargu Scholandię śmiertelny coup de grâce?

„Dziesięć lat okupacji”

W zdawkowym komunikacie prasowym sarmacki Minister Spraw Zagranicznych nakreślił tło sporu, którego ponad dziesięcioletnia historia pozostaje w nierozerwalnym związku z polityką najstarszych polskich mikronacji – Baridasu, Sarmacji, Scholandii i Dreamlandu. Przypomniał, że wyspa należała pierwotnie do Księstwa Sarmacji oraz Republiki Baridasu. „Po wielu latach bezprawnych zaborów Królestwa Scholandii, władze Księstwa Sarmacji wystosowały wezwanie do Jego Królewskiej Mości Filipa Radgara Scholandzkiego w sprawie oddania wyspy w pełne władanie Królestwa Baridasu” – czytamy w rządowym komunikacie.

Inicjatywa wywołała żywy oddźwięk w sarmackim społeczeństwie. Wzruszenia nie ukrywa Mikołaj Topred – król-senior i zarazem filar kilkunasoosobowej społeczności baridajskiej, która w listopadzie 2006 r. związała swój los z Księstwem Sarmacji.

„Dla Baridasu to jeden z dni, o którym będziemy opowiadać kolejnym generacjom. Po ponad 10-letniej okupacji Awary Południowej przez Scholandię w końcu odważyliśmy się upomnieć się o zwrot ziemi zajętej z pogwałceniem norm międzynarodowych po upadku pierwszej Republiki” – przekonywał na sarmackim forum.

„Bandycka polityka zagraniczna”

masy1

Wandystan wyśle na Awarę własnych obserwatorów

Reakcje społeczności międzynarodowej? Póki co – cisza na morzu. A może cisza przed burzą? O prawdziwych emocjach można w tej chwili mówić jedynie w przypadku tradycyjnie czujnej społeczności Mandragoratu Wandystanu. „Potrzebny jest w mikroświecie międzynarodowy ruch antywojenny, aby zaprotestował przeciwko imperialistycznym ruchom tego bandyckiego państwa” – postuluje cytowana już Paulina Natalia Wileńska. Maksymilian Zwell w lirycznym tonie pisze o „bandyckiej polityce zagranicznej”, zaś Prezerwatyw Tradycji Radziecki w oficjalnej nocie dyplomatycznej podkreśla „tchórzostwo” władz Księstwa i zapowiada wysłanie w rejon konfliktu wojskowych obserwatorów „w sile dwóch dywizji”. „A więc wojna! Nie mogę się doczekać, aż powiesimy Radzieckiego” – skomentował na gorąco książę-senior Daniel Łukasz.

Przed nami emocjonujący weekend.

2 komentarze do " „Odbieramy to, co nasze”. Sarmacja sięga po południową Awarę "

  1. inż. Zwell napisał(a):

    pisałem o „dresiarskiej” polityce nie o bandyckiej:)

  2. Jaskoviakus napisał(a):

    A to nie SAL parę lat temu próbowała odbić Awarę?



Copyright © 2012-2014 KURIER – Mikronacyjny Serwis Prasowy. All rights reserved.
Designed by Theme Junkie. Powered by WordPress.