Jesteś tutaj: Home // Idee i polemiki, Kontynent Wschodni (Orientyka/Ostia), Nowy Kontynent (Vaarland/Estella) // Kwity na biskupa

Kwity na biskupa

Czy zwierzchnik Kościoła Rotryjskiego złamał obowiązujące w Państwie Kościelnym prawo i równolegle posługiwał się kontem innego obywatela? Czy była szefowa surmeńskiego rządu – oficjalnie nieaktywna w mikroświecie od lipca ubiegłego roku – przyjęła tożsamość jednego z rotryjskich arcybiskupów i zarazem Prymasa Rzeczypospolitej Obojga Narodów? Takie pytania stawia sobie społeczność międzynarodowa po ujawnieniu zrzutów z ekranu, jakie opublikował we wtorek krwiożerczy „Mikrob Złocisty”. Patriarcha Aleksander IV stanowczo zaprzecza i w lapidarnym oświadczeniu dla „Kuriera” przekonuje, że w całym zamieszaniu chodzi jedynie o „chęć roztrząsania starej rewelacji, która wydaje się bardziej sensacyjna, niż jest w rzeczywistości”.

Habsburg vs reszta świata: remis do przerwy?

Aleksander IV

Aleksander IV

W istocie – w pierwszym przypadku chodzi o stary kotlet, odgrzewany na równie starym tłuszczu wzajemnych tarć między frakcjami wśród obecnych i byłych obywateli Rotrii. W telegraficznym skrócie: król-senior Niderlandów, Alberto Guglielmo d’Organge-Nassau, miał w ubiegłym roku dzielić komputer z o. Alberto Giordano Belmonte. Zarzuty pod adresem obecnego patriarchy i mocny dowód w postaci zrzutu z ekranu pojawiły się już w pierwszych dniach września ubiegłego roku,  na ponad miesiąc przed ustąpieniem Alberta z tronu Niderlandów i przyjęciem obywatelstwa rotryjskiego. Sprawa, która wywołała w kuluarach sporo emocji, powróciła w połowie października w trakcie burzliwych wydarzeń związanych z wymuszonym na Piusie IV ustąpieniu z tronu. Patriarsze zarzucono i ostatecznie udowodniono równoległe posługiwanie się kontem Ksawerego van Berdena, który w imieniu głowy Państwa Kościelnego sprawował urząd regenta. W październiku role się zatem odwróciły: do kraju powrócił zbanowany miesiąc wcześniej Belmonte, król-senior Albert został prawą ręką nowego patriarchy Klemensa III, a obóz Piusa IV ostatecznie wyeliminowano gry. Względnie, jak przekonuje druga strona, wyeliminował się sam.

pius iv

Franciszek Ferdynand von Habsburg zasiadł na tronie św. Pawła dwukrotnie – jako Sykstus III i Pius IV.

Jak bowiem konsekwentnie przekonuje kardynał Cosimo Pietro de Medici, który jako Klemens III przejął schedę po skompromitowanym patriarsze, „nikt nikogo nie zmuszał do opuszczenia Rotrii, czy też śmierci”. „To była ich własna decyzja, a nie wymuszona. Podejrzewam, że główny impuls do działania dał Pius IV, który z bezradności postanowił się uśmiercić, ponieważ nie otrzymał dostępu do serwera” – dodaje kardynał de Medici.

Zamachu nie było?

Zbanowany we wrześniu kardynał Tomasso Domenico Mancini, luźno związany ze środowiskiem następcy Piusa IV, dorzuca garść istotnych dla spawy szczegółów. Wyjaśnia, że w okresie bezpośrednio poprzedzającym zmianę lokatora Pałacu Kwirynalskiego to właśnie on uiścił opłatę za serwer, na którym znajduje się witryna Rotrii. „Pius IV, Cesare de Medici, jak i Facibeni nigdy się do tego nie kwapili, a wręcz żądali od nas kolejnych wpłat. Kiedy więc Pius IV zwrócił się z prośbą o hasła do serwera, nastąpiła odmowa. Stąd też razem z wyżej wymienionymi Braćmi wymyślili zamach” – przekonuje Mancini.

Wojna na kwity

Wraz z Piusem IV państwo opuściło dwóch jego najbliższych współpracowników – w tym wspomniany wyżej Pius Maria Facibeni, w błyskawicznym tempie wyniesiony na ołtarz w osobliwym procesie kanonizacyjnym w Federacji Brodryjskiej. Bezpośrednio po przewrocie cała trójka przeniosła się do Skarlandu, gdzie już pod szyldem nowego rodu Cordoba dokonała efektownej rewolucji w duchu imperialnej Hiszpanii, stawiając państwo na nogi po kolejnym okresie marazmu. Dzisiejszy Skarland coraz mocniej przypomina laicką wersję Rotrii, co w równym stopniu stanowi dowód inteligencji, co determinacji byłego patriarchy.

Pius IV nie ewakuował się z pustymi rękami – najpóźniej na początku września ubiegłego roku wszedł w posiadanie pikantnych zrzutów z ekranu pochodzących z panelu administracyjnego forum Państwa Kościelnego. Dwa z owych screenshotów mieliśmy okazję obejrzeć we wtorek na łamach „Mikroba”.

Facibeni

Biskup Pio Maria Facibeni (Medici)

W tej chwili obserwujemy błyskawiczną erozję autorytetu moralnego Państwa Kościelnego, które dokładnie rok temu temu znajdowały się w zenicie swojej potęgi.  Wyniszczająca Rotrię wojna na kwity trwa od połowy ubiegłego roku. Dość wymienić kuriozalne „taśmy Facibeniego”, medialnie wyolbrzymioną aktywność mikronacyjnych „masonów”, gorszącą balladę o wesołym „Facizjebie” i jego rzekomej orientacji homoseksualnej oraz wymierzoną w Piusa IV kampanię kardynała Manciniego na łamach „Il Rinnovamento della Rotria”. Puzzli w tej układance jest jednak znacznie więcej – abstrahując od tarć w gronie samych purpuratów, doświadczony Pius IV, który w latach 2011-2012 zasiadał na tronie Rzeczypospolitej Obojga Narodów jako Franciszek Ferdynand, również za granicą doczekał się energicznych hejterów. A ci od lat podnoszą wątek megalomanii, bufonady i tytułomanii, którą przypisują dumnemu Habsburgowi.

Belmonte? To mój kolega z pracy

Wątek zbieżności adresów IP kont króla-seniora Niderlandów i o. Belmonte stał się przedmiotem jesiennych obrad Kongregacji Świętego Oficjum. Jak przekonuje Aleksander IV, sprawa ma charakter incydentalny. Z prośbą o komentarz zwróciliśmy się bezpośrednio do urzędującego patriarchy. „Belmonte nie ma z nami nic wspólnego, poza tym, że osoba kreująca tę postać jest naszym kolegą z pracy i najwidoczniej logowaliśmy się kiedyś z jednego miejsca” – oświadczył „Kurierowi” we wtorkowy wieczór. Faktycznie – na 193 opublikowane przez Aleksandra IV posty tylko jeden można przypisać do adresu IP, z którego w latach 2013-2014 korzystał o. Giordano Alberto Belmonte. Złożone w zamkniętym gronie wyjaśnienia musiały usatysfakcjonować rodaków, skoro w lutym tego roku d’Organge-Nassau został wyniesiony do godności patriarchy, a sprawę – przynajmniej formalnie – zamknięto.

Całkiem możliwe, że rozstrzygające okazały się tutaj nie takie czy inne zapewnienia, lecz proste zestawienie próbek stylu wypowiedzi obu dżentelmenów. Z jednej strony – przewrotnie inteligentny dominikanin Belmonte, rozmówca nie dbający o konwenanse, wobec współrodaków usposobiony protekcjonalnie i ironicznie, często wręcz złośliwy i zgoła obcesowy, prowokujący do dyskusji, które niepostrzeżenie zamieniały się w mało eleganckie przepychanki; z drugiej – wyważony, stateczny, spokojny niczym tafla górskiego jeziora król Niderlandów, rozmówca w typie dyskretnego dyplomaty i odpowiedzialnego męża stanu. Dwa różne języki, dwa różne temperamenty, dwie różne drogi życiowe. Przy odrobinie dobrej woli można przyjąć wersję o „koledze z pracy” za umiarkowanie wiarygodną.

Dlaczego zatem, po upływie pięciu spokojnych miesiącach, powraca dziś wątek ojca Belmonte? „Sądzimy, że komuś bardzo zależy by osłabić wiarygodność władz w Stolicy Apostolskiej. Nie wiemy czy przedstawione dowody są wiarygodne, dlatego też zalecamy powściągliwość w wydawaniu wyroków” – sugeruje na forum Skarlandu jak zwykle opanowana królowa Eleonora Medycejska. Trudno nie zauważyć, że reputacja Państwa Kościelnego jeszcze nigdy nie była tak zła. Oświadczenie królowej Eleonory jest, póki co, najważniejszą wypowiedzią w całym zamieszaniu – koniec końców to właśnie skarlandzka diaspora dawnych Rotryjczyków postanowiła odgrzać stary kotlet i w dużym stopniu to od niej właśnie zależy, czy rotryjski okret pójdzie na dno ku uciesze ciekawskiej gawiedzi. Być może stawką w tej grze jest powstanie nowego ośrodka władzy duchowej – tym razem w imperialnym Skarlandzie. Bez jednoznacznej aprobaty ze strony Pałacu Królewskiego nie będzie to jednak możliwe.

Koniec legendy żelaznej Celestyny?

sinalenno2

Celestyna Sinalenno – archont Królestwa Surmeńskiego (2013-2014)

Dużo mniej wątpliwości – i jednocześnie tyleż mniej emocji – wzbudza natomiast drugi z opublikowanych zrzutów. Wynika z niego jednoznacznie, że Celestyna d’Évreux-Braii i Giovanni Ganganelli to jedna i ta sama osoba. Uściślijmy – mówimy o Celestynie Sinalenno, byłej szefowej surmeńskiego rządu, pośmiertnie wywindowanej do miana patronki lokalnej lewicy. Nawiasem mówiąc – Sinalenno to bodaj jedyny mikronacyjny polityk, który doczekał się własnych pomników, a w pewnych kręgach nawet czegoś w rodzaju zalążkowego kultu osoby. Jej „śmierć” w lipcu ubiegłego roku interpretowano w kategoriach „końca pewnej ery w dziejach Surmenii”. Nie tylko zresztą Surmenii – energiczna Celestyna Sinalenno odrywała poważna rolę również w życiu publicznym Niderlandów. Jako Konstancja Anna Celestina Albertosiga van Oranje-Nassau, hrabina d’Évreux-Braii, była wszak żoną Fryderyka Wilhelma, który w ostatnich miesiącach zasiadał na tronie Niderlandów jako Wilhelm I. W połowie ubiegłego roku żelazna Celestyna niewątpliwie była – obok Karoliny von Lichtensteinnajbardziej rozpoznawalną kobietą polskiego mikroświata.

A Ganganelli? Precyzyjnie rzecz ujmując – ks. abp prof. zw. dr net. Giovanni Ganganelli to aktualnie urzędujący Rektor Uniwersytetu Rotryjskiego i Prymas Rzeczypospolitej Obojga Narodów. W najlepszym razie – postać drugiego planu. Pikanterii całej sprawie nadaje fakt, że Ganganelli i Sinalenno przez szereg miesięcy pozostawali bliskimi „współpracownikami” na niwie naukowej. Legitymująca się tytułem profesorskim Celestyna Sinalenno była opiekunem naukowym i promotorem Ganganellego w ramach przewodu otwartego na Uniwersytecie Rotryjskim. Napisaną przez samą siebie a przedłożoną przez Ganganellego rozprawę, Sinalenno wspaniałomyślnie oceniła na „dobry plus”, dodając, że praca dowodzi „rozległej wiedzy doktora” (sic). Przez długi czas Sinalenno i Ganganelli stanowili swoje lustrzane odbicia w obu państwach – ona animowała ruch naukowy w Surmenii, on – zawiadywał uniwersytetem w Rotrii.

Co trzy głowy, to nie dwie?

Na tym, niestety, nie koniec. Od dłuższego czasu tajemnicą poliszynela pozostaje fakt, że niezmordowana Celestyna Sinalenno, znajdująca szczególne upodobanie do pracy na niwie naukowej – a trzeba przyznać, że miała ku temu naprawdę solidne kwalifikacje – prawdopodobnie posiada równoległe konto w Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Tym razem chodzi o barwną postać Aleksandry Doroty Zamoyskiej, piastującej godność rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego. I tu również doszukamy się zaskakujących szczegółów, jak choćby deklaracji końcowej w sprawie powołania międzynarodowej Rady Kultury i Nauki (Anixi, styczeń 2013 r.), pod którą widnieją podpisy Sinalenno, Ganganellego i Zamoyskiej – prawdopodobnie zawiadywanych z jednego komputera. Całość daje wrażenie ballady o lekkim zabarwieniu psychiatrycznym. Niechętnie podążamy tutaj tropem anonimowego autora cokolwiek psychopatycznego wpisu z wikipedii i zadajemy pierwsze z brzegu pytanie: jaka jest prawdziwa płeć Sinalenno-Ganganellego?

Kto nie ma klona, niech pierwszy rzuci kamień

Wciąż należy zaczekać na potwierdzenie niektórych wątpliwości, bo też sprawa jest „rozwojowa” i pewne wątki wymagają solidnej weryfikacji. W tym celu zwróciliśmy się do władz trzech mikronacji z prośbą o porównanie kilku adresów IP. Wciąż czekamy na odpowiedź. 48 godzin po publikacji  wiadomych materiałów na łamach Mikroba” nieco dziwi  martwa cisza wokół osoby Ganganellego – postaci, bądź co bądź, wciąż aktywnej w Rotrii i Rzeczypospolitej. Niepokoi również fakt, że rotryjskie konto Celesytyny Sinalenno zostało przezornie (?) usunięte. Na tym nie koniec. W kuluarach huczy od nieprzyjemnych plotek na temat tożsamości Sofii Maud – nowej królowej Niderlandów, w której dostrzeżono kolejną inkarnację nieśmiertelnej Sinalenno. Nawet jeśli na tym etapie podpbne rewelacje nie są warte więcej od anonimowego donosu rodem z publicznego szaletu, reakcja głównej zainteresowanej – usuwanie kłopotliwych postów i zbanowanie oskarżyciela – jedynie generuje nowe wątpliwości.

W warunkach mikronacyjnych tego rodzaju opinie potrafią zrujnować każdą, nawet najlepiej zapowiadającą się karierę i pociągnąć na dno cały aparat państwa. Całkiem możliwe, że w pewnym momencie dowiemy się, że chodzi tu jedynie o upierdliwego brata, wścibską siostrę lub kolegę z pracy, któremu nieostrożnie zwierzyliśmy się z naszego hobby. Być może nawet nie zdajemy sobie sprawy, że gdzieś tam nasz klon zostaje właśnie cesarzem Leblandii lub następcą tronu w Wielkie Imperium Grandominoli. To wszystko jest możliwe. Podobnie jak stepujący karaluch, Jerzy Zermatt i bezgłowy kurczak Mike.

Jedno jest pewne – nie wygląda to dobrze.

(JdB)

Czytaj więcej:

10 komentarzy do " Kwity na biskupa "

  1. Krzysztof Bojar napisał(a):

    Jak zwykle fantastyczna dziennikarska robota, szkoda, że w wielu „realowych” redakcjach nie zawsze można się doszukać tak dobrego warsztatu.

    A co do meritum, to mam osobiście nadzieję, że zamieszanie wokół Rotrii jednak ucichnie na dobre w niedługiej przyszłości. Państwo Kościelne jest jednak na dobrej drodze do stabilizacji i odbudowy swojej pozycji, zawsze smutne jest, gdy stare urazy i konflikty wracają w nieskończoność i wykańczają projekty, w które wielu ludzi wkładało mnóstwo czasu i serca.

    • 53 van Scharfschuetze napisał(a):

      Zaczynam się zastanawiać powoli, czy to nie ja pisałem ten artykuł. Wyjdzie za chwilę na to, że wszyscy jesteśmy jednym człowiekiem podającym się za wiele, działających w różnych mikronacjach, postaci :) Ale dopóki sam ze sobą nie podpisuję układów, to jest to jeszcze zjadliwe :D Bardzo ciekawy artykuł. Dzięki i pozdrawiam

  2. Karl Habsburg napisał(a):

    Treść artykułu zupełnie mnie nie zaskoczyła, wiele już różnych brudów (zazwyczaj prawdziwych) na różne osoby widziałem odkąd jestem w mikroświecie. Dziwi jednak to, że po artykule w „Kurierze” (który niestety nie ustrzegł się błędów – choć i tak jest to kawał dobrego, dziennikarskiego śledztwa, rozwijającego rewelacje z „Mikroba…”), nagle dochodzą mnie słuchy, że różne osoby zaczynają na siebie wzajemnie donosić, także i do redakcji „Kuriera”. Robi się trochę niesmacznie…

    • Jacques de Brolle napisał(a):

      Dziękuję za komentarz. O jaki błąd lub błędy chodzi? Będę wdzięczny za sprostowanie lub uzupełnienie tekstu o nowe informacje.

      „Donosy”, owszem, spłynęły, ale dopiero po publikacji tego artykułu. Co miało jednak zostać powiedziane, zostało już powiedziane.

  3. > Niechętnie podążamy tutaj tropem anonimowego autora cokolwiek psychopatycznego wpisu z wikipedii i zadajemy pierwsze z brzegu pytanie: jaka jest prawdziwa płeć Sinalenno-Ganganellego?

    Gratuluję, właśnie w tym momencie Kurier zniżył się do poziomu realowego wDupie. Słit.

    • Fan #1 napisał(a):

      Krótko przed północą, ale Towarzyszka zrobiła mój dzień. Może powiedzcie wprost, że w „Kurierze” robią faszyści i nie owijajcie w bawełnę?

    • Jacques de Brolle napisał(a):

      Zabawę w arbitrów elegancji zostawmy może na inną okazję. Tym razem towarzyszkę zawiodła czujność i pospieszyła się z komentarzem. Wyjaśniam: współautorem podlinkowanego wpisu jest bohaterka komentowanego fragmentu. Z historii edycji wynika, że z trudnych do rozgryzienia na tym etapie przyczyn mocno podrasowała wymowę hasła. I, owszem, postawione pytanie pozostaje w mocy.

      • Myślę, że tow. Wileńskiej (całkiem słusznie) chodzi raczej o to, czy płeć ma w tym kontekście jakiekolwiek znaczenie. Protip: nie ma, zatem „zadawanie pytania” ma tu jedynie posmak uganiania się za tanią sensacją i sprawdzania zawartości bielizny.

        • Kawowy napisał(a):

          Oczywiście, tow. Radziecki ma rację. Płeć nie ma znaczenia, naturalnie. Ani – na ten przykład – narodowość. Wszystko to monarchofaszystowskie projekcje.



Copyright © 2012-2014 KURIER – Mikronacyjny Serwis Prasowy. All rights reserved.
Designed by Theme Junkie. Powered by WordPress.