Jesteś tutaj: Home // Kontynent Wschodni (Orientyka/Ostia) // Rotria – requiescat in pace?

Rotria – requiescat in pace?

tomb5„Afera Ganganellego mną nie wstrząsnęła. Nie ruszyła mną reakcja Patriarchy Aleksandra IV. Co więcej – spodziewałem się jej. Afera Ganganellego i jej dalsze wypadki potwierdziły to, że elity rotryjskie nie są już w stanie rządzić Rotrią. One już nie są w stanie się porozumieć w najprostszych sprawach. Rotrię czeka śmierć. Niemniej jednak w chrześcijańskim rozumieniu śmierć nie jest zła” – przekonuje doświadczony kardynał Tommaso Domenico de Mancini. Spokojny, wyważony i zarazem bardzo osobisty głos z Państwa Kościelnego.

Układy, koterie, zagrywki

Swego czasu w rozmowie z przyjacielem wypowiedziałem pewną prognozę – „po v-śmierci Lorenza de Medici Rotrię czeka nic innego jak powolna i bolesna agonia”. Szanowny Czytelnik może mieć wrażenie, że przesadziłem, jednak rzeczywistość zdaje się potwierdzać mój sąd. Nie oszukujmy się – Państwo Kościelne jest w największym kryzysie od czasu upadku I Państwa. Afera kloningowa to kolejny gwóźdź do trumny. Prawdą jest też to, że nie można płakać nad tą trumną. Elity rotryjskie są same sobie winne. Układy, koterie, zagrywki – to codzienność życia przeciętnego (sic!) Rotryjczyka. Tutaj jest trochę jak w realnym Watykanie, każdy ma na kogoś haka, każdy wie, co kto planuje, nikomu nie można powierzyć sekretu itd. Rotria zawsze miała złą reputacje w mikroświecie, jeśli o to chodzi, ale ostatnimi czasy pycha elit sięgnęła zenitu.

Dlatego afera Ganganellego mną nie wstrząsnęła. Nie ruszyła mną reakcja Patriarchy Aleksandra IV. Co więcej spodziewałem się jej. Każdy, kto spodziewał się abdykacji niderlandzkiego Biskupa Rotrii, wykazał się ogromną ignorancją. Albert van Oranje – Nassau będzie do końca wykorzystywał imunnitet patriarszy, którego naruszenie zresztą mogłoby stanowić pewien niebezpieczny dla rotryjskiego systemu prawnego precedens. Z tego też powodu świetnym politycznie zagraniem było zwołanie audiencji generalnej, na której patriarcha zapowiedział, że „postaramy się udzielić odpowiedzi na wszelkie możliwe pytania”. Choć ciekawe, czy Aleksander IV rzetelnie odpowie na pytania poddanych, czy też będzie uciekał od odpowiedzi zasłaniając się nietykalnością patriarszą.

W moim felietonie nie chcę jednak skoncentrować się na ostatniej aferze. Jestem jeszcze jednym z trzech ze „starej gwardii”. Moje pięcioletnie doświadczenie mówi mi, że o wszystkim Rotryjczycy zapomną i to bardzo szybko. Zresztą to po prostu jeden z symptomów choroby, która trawi Rotrię. Choroba ta jest śmiertelna i co do tego nie ma wątpliwości. Afera Ganganellego i jej dalsze wypadki potwierdziły to, że elity rotryjskie nie są już w stanie rządzić Rotrią. One już nie są w stanie się porozumieć w najprostszych sprawach. Pamiętam, że w czasach „Rotrii medycejskiej” tuzy polityki Państwa Kościelnego umiały dogadać się, dostroić swoje interesy do interesów państwowych. I dlatego Patrimonium świętego Pawła potrafiło przetrwać najgorsze momenty w swojej historii.

Lasciate ogni speranza…

Po chrześcijańsku trzeba więc zapytać – czy jest jeszcze nadzieja dla Rotrii? Wielu mogło pokładać nadzieję w nowych, młodych pełnych energii mieszkańcach. Ich zapał, a także „nadaktywność” mogły wnieść świeże powietrze do Stolicy Pawłowej. Jednak i oni po niekrótkim czasie zaczęli kombinować, tak żeby nachapać się jak najwięcej władzy. Zdumiewał mnie ich tupet; to, w jaki sposób próbują dojśc do władzy.

Jednak nie tylko oni zawiedli moje i powszechne oczekiwania. Warto tutaj wspomnieć o Soborze Laterańskim IV zwołanym przez Klemensa III, a zakończonego przez obecnego Biskupa Rotrii. Sobory zawsze były dobrą metodą na kryzysy – rzecz by można, że gdzie kryzys, tam sobór. Te zebrania całego duchowieństwa i wiernych dawały impuls do nowego spojrzenia na Kościół, a także pobudzały aktywność od niepamiętnych czasów. Tymczasem Sobór Laterański IV nie wniósł nic nowego. Większość tematów było dennych, a ważne kwestie nie były przedyskutowane. Więcej nie mogę napisać, gdyż obowiązuje mnie kuriozalna tajemnica soborowa.

Kolejnym impulsem miał być wybór Alberta van Oranje–Nassau na Stolicę Pawłową. Ten jakże popularny polityk w mikroświecie, który dość „nagle” pojawił się po swojej abdykacji, miał dać Rotrii poprzez swoje doświadczenie i mądrość, nowe życie Państwu Kościelnemu. Tych cech nie można Jego Świątobliwości odmówić, ale też nie można mu odmówić tego, że kompletnie nie ma pomysłu na Rotrię, a główny problem w tym leży. Nikt tak naprawdę nie wie, w jakim celu istnieje Rotria, jak ma działać w mikroświecie etc. Choroba Rotrii to pustka w środku, brak jasnego fundamentu. Niderlandzkiemu patriarsze wydaje się, że sprawna administracja jest kluczem do sukcesu. Sorry, but it ain’t gonna work this time.

Post mortem

Rotrię czeka śmierć. Niemniej jednak w chrześcijańskim rozumieniu śmierć nie jest zła, bowiem jest tylko przejściem do Wiecznego Światła. Zawsze też z czegoś starego, zepsutego może powstać coś nowego i pełnego energii. Może więc zamiast gołębicy w godle Rotrii pojawi się feniks? Do tego potrzeba tej śmierci, pogrzebu i odpowiedniego czasu żałoby. Zatem pozwólmy umrzeć temu trupowi. Może wyniknie coś z tego dobrego?

O Autorze

t_d_manciniTommaso Domenico de Mancini – rotryjski kardynał, a także prymas Imperium Skarlandu i dziekan Wydziału Filozofii Chrześcijańskiej i Teologii UR. W pierwszej połowie ubiegłego roku zasiadał na tronie patriarszym jako Innocenty IV. We wrześniu 2014 r., jako zdeklarowany przeciwnik ceremonializmu i orędownik odnowy Kościoła w oparciu o lokalne wspólnoty, sformułował listę siedemnastu tez. Suspendowany za poglądy w okresie pontyfikatu Piusa IV. Miłośnik historii, filozofii a także uważny obserwator życia politycznego w Rotrii,

Dodaj komentarz

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.



Copyright © 2012-2014 KURIER – Mikronacyjny Serwis Prasowy. All rights reserved.
Designed by Theme Junkie. Powered by WordPress.