Jesteś tutaj: Home // Kontynent Wschodni (Orientyka/Ostia) // Sojusz tronu z podnóżkami

Sojusz tronu z podnóżkami

maskiPrzy wykorzystaniu własnych klonów – lub, jak sam preferuje, „pseudonimów” – redaktor „Gazety Hasselandzkiej” z dnia na dzień wyciągnął z kapelusza gotowy konflikt międzynarodowy i położył na szali resztki własnej reputacji. Przy okazji skutecznie rozkręcił spiralę histerii w gronie współobywateli i wciągnął Hasseland w awanturę, z której wyjdzie dotkliwie poturbowany.

Cesja

Piotr Kościński – czyli król-senior Piotr de Zaym – nie kwestionuje solardyjskiego władztwa nad Cyberią. A przynajmniej – nie robił tego oficjalnie do ostatniego tygodnia. Hasseland utracił tytuł własności do tych ziem w 2005 r. w drodze dobrowolnie zawartej umowy międzynarodowej. W wymianie trójstronnej korespondencji dyplomatycznej, w której reprezentował stronę hasselandzką, uczestniczył również Książę Sarmacji. Cokolwiek by powiedzieć dziś o jakości mikronacyjnego prawa międzynarodowego, nie mają tu zastosowania przepisy polskiego prawa cywilnego w odniesieniu do  umowy o darowiźnie. Cesja terytorium to nie miting szafiarek. Doświadczony król-senior doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Jego protegowani – już niekoniecznie.

Hasselandzki nestor ma do włodarzy Solardii pretensje o jakość gospodarowania przekazanym terytorium. „Nasze zdumienie budzi fakt całkowitej przebudowy ziem cyberyjskich, w tym zniknięcie Hasselandu” – argumentował w nocie dyplomatycznej sprzed trzynastu miesięcy, jaką przekazał władzom Wielkiego Księstwa. „Solardia, działając na ziemiach hasselandzkich, celowo zacierała pamięć o Hasselandzie, budując Cyberię Solardyjską na podstawach antyhasselandzkich” – powtarza jak mantrę na forum Królestwa i na łamach prasy.

Wielki Książę Solardii udzielił stronie hasselandzkiej jedynej odpowiedzi, po jaką w tych warunkach sięgnąłby każdy dyplomata. „Przebudowa ziem, czyli majątku przejętego, jest prawem nowego właściciela tych dóbr” – wyjaśnił w nocie. Naiwnością byłoby oczekiwać, że po dziesięciu latach gospodarowania Cyberia wciąż będzie miała charakter inny niż „solardyjski”, co wytyka redaktor „Gazety Hasselandzkiej”. Pretensje Piotra Kościńskiego można porównać do dyskomfortu, jaki współcześni Rosjanie mogliby odczuwać na widok Alaski, którą sprzedali Amerykanom w 2. połowie XIX w. Lub Francuzi, którzy dokonali analogicznej cesji terytorium Luizjany. I tu, i tam niewiele pozostało z dawnego dziedzictwa pierwszych kolonizatorów.

Ekspertyza

Król-senior, słusznie poczuwający się do roli kustosza pamięci narodowej i jednoosobowego wehikułu hasselandzkości, nie zamierza ustąpić. Zwyciężyła siła sentymentu. W sierpniu ubiegłego roku zebrał wszystkie argumenty – na ogół emocjonalne – i wyłożył je w formie ekspertyzy Instytutu Neksjalizmu (link). Wniosek końcowy? „Można uznać, że umowa o przekazaniu ziem cyberyjskich Wielkiemu Księstwu Solardii wygasła, bo po pierwsze, Solardia postępowała wbrew umowie i w sposób wrogi wobec Hasselandu, a po drugie, nie zdołała utrzymać tych ziem i ich rozwijać”. Głos osamotnionego monarchy znaczyłby w tych warunkach niewiele – logicznym rozwiązaniem pozostawało sprowokowanie rodaków do energicznego działania w sprawie Cyberii.

Piotr Paweł podjął się tej misji już w pierwszych miesiącach ubiegłego roku.

Partyzanci Morthensena

W lutym 2014 r. „działacze i sympatycy Hasselandzkiego Ruchu Monarchistycznego” ogłosili powstanie Hasselandzkiego Komitetu Wyzwolenia Cyberii. Autor lapidarnego komunikatu, hrabia Poul Morthensen, zaprosił do udziału „wszystkich hasselandzkich patriotów”, zapowiedział „wyzwolenie naszych prastarych ziem” i wyjawił „pseudonim” lidera Komitetu: Kaiser Matenzima (link). W kolejnych tygodniach Morthensen informował o działaniach Komitetu – przybyciu do Cyberii, zawiązaniu Rewolucyjnej Administracji Cyberii, powołaniu premiera tejże Administracji w osobie niejakiego Rodger Moere, organizacji Ochotniczych Brygad Obrony Cyberii (już w marcu ubiegłego roku!) i tak dalej, i tak dalej.  Na tamtym etapie wszystko szło po myśli Pałacu, choć tak agresywna ingerencja w sprawy wewnętrzne suwerennego państwa ocierała się o pospolity bandytyzm. Rozgorączkowany Morthensen, który nadzorował beztroską hodowlę klonów – przyszłych partyzantów – apelował do „uciśnionych, rdzennych Hasselandczyków, ciemiężonych przez tzw. Cyberię”. Słał również rozpaczliwe monity do król Piotra Pawła, ponaglając go, by podjął w tej sprawie stosowne działania. Już w styczniu 2014 r., czyli jeszcze przed zainstalowaniem pierwszych „partyzantów” w Cyberii, Morthensen wezwał Pałac Królewski do „ogłoszenia, że Hasseland uznaje wszelkie umowy o przejęciu swych ziem przez inne państwa za niebyłe – i do odzyskania tych ziem”.

Jak wiemy od listopada ubiegłego roku – Poul Morthensen stanowił równoległą tożsamość Piotra Kościńskiego. Afera kosztowała skompromitowanego króla koronę, ale bynajmniej nie utratę wpływów (link). Zdemaskowany Morthensen poszedł w odstawkę, na tronie zasiadł orientalizujący się Iwan, ale cała reszta pozostała bez zmian. W trakcie listopadowej gorączki związanej z aferą klonową na szczytach hasselandzkiej władzy straciliśmy z pola widzenia niepozornego Matenzimę, który przez cały ten czas funkcjonował wyłącznie na prawach pseudonimu Morthensena-Kościńskiego. Przez nikogo nie niepokojony, Matenzima na długie miesiące zaszył się w Cyberii. Karaluch, któremu udało się przetrwać deratyzację gospodarstwa. Aż do ubiegłego tygodnia jego największym osiągnięciem pozostawało zaistnienie w zdawkowych komunikatach Poula Morthensena oraz na kartach „ekspertyzy” Piotra Kościńskiego.

W ubiegłym tygodniu król-senior postanowił skorzystać z jego usług.

Matenzima wychodzi z cienia

Dzisiaj, gdy Kaiser Matenzima próbuje uwiarygodnić działania Hasselandu jako lider Cyberyjskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego na łamach „Gazety Hasselandzkiej”, formułując melodramatyczny apel o „wolność”  dla cyberyjskich Hasselandczyków (czyli kogo?), sprawa nabiera zupełnie innej rangi.

Oto prawdziwa skala patologii: „antysolardyjskie powstanie w Cyberii”, będące fabularną projekcją sentymentalnego króla-seniora, jest równolegle animowane i gaszone przez jedną i tę samą osobę. Narracja o „ciemiężonych Hasselandczykach” i „partyzantach w Cyberii” została opracowana kilkanaście miesięcy temu na forum Królestwa Hasselandu. Podobnie jak uczona ekspertyza, podpisana przez „docenta Piotra de Zayma”, która „dowodzi” racji Hasselandczyków do ziem, które opuścili w 2003 i ostatecznie scedowali w 2005 r.

Król-senior powołał do życia całą armię partyzantów, nadał im imiona i biogramy, przydzielił instytucje i odziały, a w tej chwili udziela im – sobie – wspaniałomyślnej pomocy przy użyciu regularnej armii Hasselandu i majaczy o „pokojowej misji humanitarnej” przy użyciu czołgów i głowic z bronią termojądrową.

Na tym nie koniec.

Wszystko zostaje w rodzinie

reading-the-newspaper2„Dramatyczną” sytuację w „łże-Cyberii” rotacyjnie opisują pracowici redaktorzy „Gazety Hasselandzkiej”. Poza niezmordowanym królem-seniorem jest to Jerzy Zermatt, będący kolejnym „pseudonimem” Piotra Kościńskiego.

Tożsamość Zermatta nie stanowi tajemnicy dla obserwatorów Planety Mikronacje co najmniej od połowy ubiegłego roku i właściwie wszyscy pogodziliśmy się już z ekstrawagancją doświadczonego Redaktora.

Piotr Kościński nie dba o szczelność kurtyny. Nie stara się nawet zmodyfikować stylu wypowiedzi: mamy ten sam rejestr, ten sam patetyczno-ironiczny ton, identyczne chropowatości językowe, te same charakterystyczne archaizmy i sformułowania, na ogół nie spotykane wśród internautów młodszego pokolenia. Wreszcie – „obaj” panowie wypowiadają jedną myśl. „Redaktorzy” nader chętnie cytują samych (samego) siebie i wspierają się w kolejnych potyczkach ze złośliwymi czytelnikami, co przywodzi czasem na myśl syndrom Waldemara Łysiaka, który „ceni własne poglądy i podziela je całkowicie”. Wrażenie jest uderzające: Jerzy Zermatt solidarnie występuje w obronie każdej, najbardziej nonsensownej refleksji swojego kreatora. I uwielbia ekspertyzy Instytutu Neksjalizmu.

Redaktor nie może również narzekać na brak dyspozycyjnych adwokatów. W obliczu wymuszonej absencji zdemaskowanego Poula Morthensena, który jako lider ruchu monarchistycznego lojalnie wspierał w ubiegłym roku politykę Pałacu Królewskiego, rolę dyżurnego przytakiwacza pełni dziś Eddard Noqtern, będący, jak sam wyznał w trakcie jesiennego skandalu, członkiem rodziny króla-seniora. W tych warunkach redaktor „GH” może z powodzeniem generować wrażenie masowego poparcia.

Problemem nie jest brak odwagi cywilnej, który powstrzymałby króla-seniora przed nałogowym wysługiwaniem się klakierami i przytakiwaczami, których generuje z jednego konta. Problemem jest w tej chwili postawa kilkuosobowej społeczności Hasselandu, która toleruje ten smutny kabaret i w fałszywym poczuciu solidarności wspiera kolejne ekscesy bądź co bądź metrykalnie dojrzałego człowieka.

Słyszę już prawdopodobną reakcję Piotra Kościńskiego. „Jerzy Zermatt to nie klon, a pseudonim. Czyj? Tego ujawniać nie zamierzam” (link). To samo usłyszymy zapewne o Matenzimie. Morthensen, jak pamiętamy, miał być jedynie postacią „współtworzoną”(link). Szkoda, że całej trójce przypadła jedynie skromna rola podnóżka. Nie każdy może liczyć na tak lojalnych „przyjaciół”: zawekować się, jak wspomniany Matenzina, na całe dwanaście miesięcy w bezludnej Cyberii, zawiesić swoją mikronacyjną aktywność tylko po to, by na odpowiedni sygnał wychynąć z kapsuły hibernacyjnej i zdemolować toaletę w solardyjskiej Cyberii, to już zadanie dla najwierniejszych z wiernych. Jedyną względnie autonomiczną postacią w tej smutnej menażerii pozostaje podejrzanie ociężały Iwan Romanow, który skutecznie wyrąbał sobie niszę w ramach „kanadyjsko-azjatyckiego” Hasselandu (link).

W ubiegłym tygodniu zwróciłem się listownie do premiera Eddarda Noqterna, mającego dostęp do panelu administratora na forum Królestwa Hasselandu, z prośbą o weryfikację dwóch adresów IP. Nie uzyskałem dotąd odpowiedzi. Hasseland  pozostaje teatrem jednego aktora. I jest mu z tym dobrze.

(JdB)

2 komentarze do " Sojusz tronu z podnóżkami "

  1. Piot de Zaym napisał(a):

    Uprzejmie proszę o niewykorzystywanie mojego realnego nazwiska, którym obecnie w mikronacjach się nie posługuję – o czym informowałem publicznie w różnych miejscach.

    • Bonawentura von Romocki napisał(a):

      Jestem srogo rozczarowany postawą tow. von Zayma. Przeszedł on w swoim czasie (co myślę że można w świetle obecnych wydarzeń przypomnieć) dogłębne szkolenie przez najlepszych specjalistów w Ludowej Straży Pożarnej, która przecież ćwiczy swoich ludzi Orkiestrze Mniejszej Multiinstrumentalistów Konserwatorium Muzycznego w Wałbrzychu, a rozwija powstanie niczym Dreamlandczycy gospodarkę.

Dodaj komentarz

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.



Copyright © 2012-2014 KURIER – Mikronacyjny Serwis Prasowy. All rights reserved.
Designed by Theme Junkie. Powered by WordPress.