Jesteś tutaj: Home // Idee i polemiki // Śmieć monarchofaszyzmu

Śmieć monarchofaszyzmu

3 grudnia Aspazja Tsipras – obywatelka Demokracji Surmeńskiej i zarazem członek organu sądowniczgo – zarządziła głosowanie nad uchwałą o powołaniu Orjona kawalera Surmy na Prytana [1]. Wczoraj uchwała została  przyjęta. We wtorek Tsipras upubliczniła treść  listu, w którym archont Zenovjos Skitjos jednoznacznie przestrzega przed wydaniem wyroku skazującego w procesie Nikosa Anastosigosa, oskarżonego o publiczne znieważenie głowy obcego państwa [2]. „Będę zobowiązany wprowadzić stan wojenny i rozwiązać parlament, sądy i utworzyć Komitet Narodowy na Rzecz Rozwoju i Demokracji, który będzie juntą” – odgrażał się archont Skitjos w prywatnej korespondencji z Tsipras.

„Klikactwo”, apokalipsa i szaszłyki z wiewiórki

Wszystko dąży do uproszczenia; zmierzamy ku końcowi – punktu, w którym nie ma miejsca na wielkie idee, jak przekonywał Robert Janusz von Thorn-Czekański w artykule na łamach Kuriera. Jasne. Szkoda tylko, że autora ominęły m.in., nie wymieniając w kolejności chronologicznej: coup d’état w Rotrii, wymuszenie abdykacji na Carlosie II w Imperium Skarlandzkim, czy też wyżej już wspomniane obalenie dynastii Zepów w Surmenii. To wszystko – czego brakuje piszącemu o postmikronacjach – wydarzyło się w tym roku.

W Republice Bialeńskiej, mikronacji, w której się wychowałem, również istniały takie spory. Ba, były codziennością; czymś, co nas na co dzień otaczało. Do dzisiaj pamiętam gorącą debatę z udziałem ówczesnego prezydenta Andrzeja Swarzewskiego, towarzyszącą projektowi ustawy konstytucyjnej, która wprowadzała  nieobecną dotąd w prawodawstwie bialeńskim możliwość impeachmentu głowy państwa.

Nie był to wyjątek. Ustawa o państwach nieprzyjaznych wzbudziła nie mniej emocji. Podział był przeważnie dwuosiowy: prosarmatyzm vs antysarmatyzm (o czym napomknął Andrzej Swarzewski w tekście U wrót Nordaty), sucha powaga vs Bialenia narracyjna, czy też model prezydencki vs model parlamentarny. Prawdą jest to, że nasze słownictwo nie było zbyt wyszukane; nie zachowywaliśmy minimum norm, które powinny towarzyszyć tego typu ekscesom. Byliśmy (i nadal jesteśmy) młodymi mikronautami. Nie operujemy językiem tak jak oczekuje się tego od ludzi zajmujących się polityką. Nie zagłębialiśmy się w wysublimowane wymiary pięknoty słowa. Ale towarzyszyła nam idea, w którą głęboko wierzyliśmy.

Czy bardziej powściągliwe angażowanie się w politykę ruguje mikronację poza jej klasyczną definicję? Skazuje na bycie uproszczoną wersję samej siebie? Czymś, czym się powinno gardzić – a nawet nie! Nie warto nawet zaprzątać sobie myśli? Niektóre ustroje nie pozwalają na prowadzenie polityki sensu stricto, jak chociażby model monarchii w Królestwie Baridasu, które jest jednocześnie sanktuarium twórczości mikronautów (nie tylko z Baridasu). Język, opowiadania, dramaty, kultura japońska czy też szachy – to jedne z licznych inicjatyw kulturalnych podjętych w niedługim okresie. Czy można Winktown – mikronację opierającą się tylko i wyłącznie na narracji, nieposiadającej nawet władzy centralnej – pozbawić prawa do stawiania siebie w jednym szeregu z Dreamlandem, Erboką czy też Al Rajnem? A nowo wydane dzieła, takie jak Życie Korbeła” czy Wieczna noc”, należy oznakować jako nic niewarte, jako… coś uproszczonego?

Na przykładzie wymienionej w nagłówku Surmenii warto wspomnieć o podjętej przez cesarza-seniora Valhalii krytyce opierania ustroju na (jednoosobowym) suwerenie. Nowo powstała Demokracja idealnie ilustruje pewien problem: w warunkach mikronacji, jeżeli odpowiedzialność rozpływa się w większym gronie osób, tj. nie jest jednostkowa, to zazwyczaj (nie twierdzę, że zawsze) obowiązki nie są wykonywane należycie.

Największym jednak zagrożeniem dla mikronacji jest niestabilność informatyczna. Przykład? Republika Bialeńska na początku roku 2015. Był to moment, w którym każdy przerzucał się odpowiedzialnością za systemy informatyczne po rezygnacji dotychczasowego architekta. Dlatego też to nie inwazje wrogich nacji i nie katastrofy naturalne, lecz właśnie brak osoby odpowiedzialnej za scalanie społeczeństwa i opiekowanie się nim jest największym zagrożeniem dla pomyślnej egzystencji mikronacji.

W trakcie lektury przywołanego tekstu nie sposób nie odnieść wrażenia lekkiej hipokryzji baroneta von Thorn-Czekańskiego, dryfującego w marzeniach o systemie gospodarczym, jednocześnie krytycznego wobec współczesnych modelu, polegających przecież głównie na nieszczęsnym klikaniu. A wtedy to niby jak było? System automatycznie mierzył w pojedynczym kliknięciu finezję mu towarzyszącą i nią się sugerując zwiększał wagę wykonanej akcji? Sarmaci nagrywali kamerami wideo filmiki, rejestrujące ich samych podczas wykonywania pracy fizycznej, by po ich późniejszej publikacji otrzymyć jakieś beneficja? Punkty pracy? Nonsens.

A wszystkiemu towarzyszy łkanie, że kiedyś było lepiej.

My, „pokolenie «neokidów»”

Niepoważna, ganiająca się po wszystkich mikronacjach gówniarzeria, niszcząca wszystko, co napotka na swojej drodze, pozostawiająca jedynie gorzki posmak pyłu, uniesionego po obraniu kolejnej drogi ewakuacji do nowego wirtualnego azylu. Mikronacyjni cyganie, podróżujący od miasta do miasta, od państwa do państwa. Wiecznie niezaspokojeni. Niezdolni do stworzenia niczego, z góry przekreśleni przez elity, których – rzecz jasna – trzeba się słuchać bezdyskusyjnie. Pozostałość po odpływie promocji i innych tego typu działań, mających na celu wypromowanie mikroświata poza jego granicami. Nordacki skansen, kolonia karna dla banitów.

I czasem naprawdę trudno się dziwić: wysyłani co chwila pseudo-dyplomaci, na kolanach błagający o traktat, z pewnością nie przyczyniają się do polepszania wizerunku kontynentu, który już tak ma mocno zszarganą opinią. Pączkujące z częstotliwością większą od fal gamma pseudo-mikronacje, często o – obiektywnie rzecz biorąc – niezbyt ciekawych nazwach, takich jak Abachazja czy też Kucełgrad, i jeszcze niższym poziomie wypowiedzi.

Pomimo tego, że część, może nawet i większość, mikronautów będących obywatelami państw położonych na Nordacie nie reprezentuje sobą zbyt wysokiego poziomu, to zdarzają się – jak wszędzie – wyjątki. I co cieszy – jest ich coraz więcej. Jak choćby wcześniej wspomniana Republika Bialeńskia, wcześniej krzywdząco nazywana przez Wandejczyków Swiaziolandem [2], która oprócz wspomnianej ciekawej sceny politycznej koncentruje się na twórczości artystycznej. Jedną z najbardziej popularnych rozrywek Bialeńczyków jest dopisywanie kolejnych wersów do ich epopei narodowej (O przypadkach dzielnych praszczurów). Nie da się też nie wspomnieć – w kontekście szeroko rozumianej jakości – o Chanacie Kugarskim, według mnie jednej z najlepiej zapowiadającej się mikronacji nordackiej, nie stawiającej na bylejakość.

Tutorial

Gdy zaczynałem pod koniec 2012 r. (lub na początku 2013 r., nie pamiętam już dokładnie) zabawę z mikroświatem i nie wiedziałem w ogóle, z czym to się je, trafiłem do najstarszej polskiej mikronacji – Królestwa Dreamlandu. Oprócz chętnej na miłość Jej Ekscelencji Mackenzie Gordon-Allen nie pamiętam z tego okresu wiele. Utkwił mi w pamięci natomiast strach przed napisaniem każdej wiadomości, przed każdą rozmową prywatną z ówczesnymi poddanymi Artura I Piotra.

Kiedy – za namową Martina von Primisza, obecnie Marii von Primisz – postawiłem pierwszy raz swoją stopę na bialeńskiej ziemi, tego problemu nie było; luźniejsza narracja kraju sprzyjała niemartwieniu się o każdy wyraz napisany w swojej wypowiedzi, o możliwą złą interpretację przekazywanych do rozmówcy słów. Pamiętam do dzisiaj jak została mi zwrócona uwaga, bym nie mówił to nikogo per Pan, bo tak się zwyczajnie nie robiło.

Chciałbym zaznaczyć – nie winię tutaj ani Dreamlandu, ani nie zgadzam się z tezami baroneta von Thorn-Czekańskiego. Chcę zwrócić uwagę na potrzebę wdrażania młodych do tego skomplikowanego świata. Kiedy Siergiusz Asketil, wicehrabia sarmacki oraz markiz dreamlandzki, skierował do Trybunału Koronnego wniosek o wykładnię, pod apelem Miszy wicehrabiego Koraba-Kaku, złożonym w w Senacie Królestwa Teutonii, rozgorzała pełna emocji dyskusja.

Cały ambaras dotyczył postów w dziale dotyczącym powitań przez młodych mieszkańców Księstwa, często zawierających tylko jedno słowo. Owszem, na krótka metę nie są one specjalnie szkodliwe; długoterminowo – natomiast – wyrządzają Sarmacji krzywdę. Pomijam już kwestię wagi głosu w nadchodzących wyborach, tj. aktywności potrzebnej do niezostania uznanym jako obywatel nieaktywny.

Odprawianie nowo przybyłego mikronauty z samym zwrotem powitalnym w ręku, bez jakichkolwiek wskazówek – to najbardziej nas, wnioskodawców, boli, a resztę powinno martwić. Przez to, że nie potrafimy pomóc (nie zawsze się da – niektóre jednostki nie chcą pomocy, ale to są – na szczęście – tylko wyjątki) im na początku ich drogi. I właśnie przez to powstały kontynenty typu Nordata, czy też w przeszłości – Orientyka.

Skazywanie niejako nowych na przegrzebywanie całych archiwów – bogatych przecież – samemu jest czymś, co niewątpliwie powinno zasługiwać na potępienie… A niestety spotyka je tylko przyklaśnięcie. I kiedyś – z pewnością – było podobnie. Nawet pewna anonimowa Diuczessa w prywatnej rozmowie przyznała, że wyemigrowała z jej miejsca wirtualnych narodzin do obecnej ojczyzny tylko dlatego, ponieważ była tam fajniejsza atmosfera.

Kierunek – odwrót

W „Markizie altborskim” zastanawiałem się, dokąd zmierzamy. Nie da się ukryć, że mikroświat – jak wszystko zresztą – podlega ciągłym zmianom; z dnia na dzień jest coraz inny, a dla starszych – może już nawet bardziej obcy niż bliski. Może i obecnie prawo, obowiązujące w mikronacjach, jest wykastrowane, jak ujął to na przykładzie Sarmacji JXW Daniel Łukasz. Być może.

Nie twierdzę, że teraz jest idealnie, bo nie jest. I nigdy nie było. Karygodnym jest natomiast deprecjonowanie dorobku młodszych pokoleń tylko dlatego, że jest ono inne – jest to zwyczajnie krzywdzące oraz jednocześnie powodujące wśród nas – młodszych – pewnego rodzaju poczucie niższości, które z czasem przeradza się w niechęć do aktywnego uczestnictwa w mikronacjach, ponieważ cokolwiek byśmy nie zrobili – i tak nie będzie takie, jak kiedyś.

Nie stoimy na rozdrożu – idziemy prosto przed siebie. Nie ma potrzeby zastanawiać się, jak sprowadzić nowych mieszkańców naszego wirtualnego świata. Owszem – promocja jest ważna, ale nie można z nią przesadzać lub też kreować wszystkiego pod abstrakcyjny koncept potencjalnego mieszkańcy. Nieważne, ilu nas jest. Ważne, że to, co robimy, sprawia nam przyjemność – sprawiajmy jej sobie jak najwięcej.

[Przypisy]

[1] Na mocy paragrafu XIII Syntagmy Demokracji Surmeńskiej Prytan sprawuje władzę tymczasową w państwie w trakcie stanu wyjątkowego”.

[2] Nikos Anastosigos był jednym z głównych orędowników obalenia ustroju monarchicznego.

[3] Wandejczycy notabene ostateczne przekonali się do Bialenii, udostępniając władzom Republiki m.in. Bieruta –  aplikację służącą do wymiany ogólnodostępnych, krótkich informacji tekstowych.

 [O Autorze]

kris_arpedKristian Arped – obywatel Księstwa Sarmacji; wcześniej znany jako Kristian Iversen. Polityk, publicysta, dramatopisarz, członek grupy artystycznej Altborczyk. Autor bardzo dobrze przyjętego Markiza altborskiego. W przeszłości obywatel Republiki Bialeńskiej. Tytuł artykułu stanowi polemiczne nawiązanie do, rzecz jasna, Śmierci monarchofaszyzmu R. J. Czekańskiego.

2 komentarze do " Śmieć monarchofaszyzmu "

  1. Jacques de Brolle napisał(a):

    Kilkakrotnie wyjaśniałem zasady publikacji komentarzy. Nie bluzgamy, nie odbijamy nerek innym dyskutantom, odnosimy się merytorycznie do treści artykułu.

    Mniej wyrafinowane wpisy zostały przesunięte do redakcyjnej piwnicy (link).

    Co jakiś czas zgłaszane są problemy związane z dodawaniem nowych komentarzy. Problem został rozwiązany dzięki uprzejmości Wydawcy – Steda Asketila. W razie kolejnych trudności proszę o raportowanie (GG 8606140).

    • Markus Vilander napisał(a):

      Przecież odniosłem się merytorycznie do tego, co napisała ta dziewczynka. :D

      Nie rozumiem, czego Szanowny Jacek się spodziewał? :P Placków ziemniaczanych? Jak ostruga Szanowny Jacuś Placuś ziemniaki/kartofle/pyry (wybrać właściwe), to będzie miał placki. :P

      Poza tym, z owym artykułem nie ma co dyskutować. Wolałbym sobie z tą dziewczynką pogawędzić, bo z tego, co widziałem to lubi się chować za Szanownego Jacka. Czym Wyście tą dziewczynkę przekupili, Jacku? Oj ciągną do Was dziewczynki, ciągną. :D



Copyright © 2012-2014 KURIER – Mikronacyjny Serwis Prasowy. All rights reserved.
Designed by Theme Junkie. Powered by WordPress.