Jesteś tutaj: Home // Dreamland, Idee i polemiki, Scholandia // Scholandia: redefinicja

Scholandia: redefinicja

woman4Co z tą Scholandią? To pytanie dość często pojawia się w moich dyskusjach z mikronautami spoza niej. Ze Scholandczykami takich rozmów po prostu nie ma, bo i nie rozmawiamy ze sobą zbyt dużo. Zarówno na forum, jak i poza nim. Przez 4,5 miesiąca, jakie minęły od inkorporacji Scholandii do Dreamlandu, najbliższy debacie o wizji kraju był wątek na forum, w którym właściwie wszyscy obywatele oprócz mnie wyrazili sprzeciw wobec projektu zamknięcia części z pięciu obecnie istniejących miast. W pozostałych wątkach, które miały na celu zainicjowanie debaty odnośnie jej nowej formy, wypowiadał się dokładnie jeden Scholandczyk. Widząc więc tak szerokie niezainteresowanie kwestią uporządkowania ziemi, której w zasadzie nikt do końca nie chce, składam więc zbiór pomysłów, który może być punktem wyjścia do debaty, którą zapowiedział przyszły Król Dreamlandu, Jacques de Brolle. Zwłaszcza jedna koncepcja może okazać się kontrowersyjna.

Monarcha hermetyczna

Jak wiemy z historii, Scholandia była krajem, który wyjątkowo chętnie odrzucał od siebie ludzi. Przykładem może być Konrad von Staufen, skazany na banicję i nazywany w scholandzkich mediach zdrajcą, czy obecny Gauileiter Kakulski, aktywny obywatel Sarmacji, który odszedł po konflikcie z Jerzym Scholandzkim. Sam Scholandzki, wpisując się w tradycję intensywnych pożegnań z krajem, zniknął równo z inkorporacją Królestwa do Dreamlandu, przed zniknięciem ogłaszając, że nastąpiła zdrada państwa. Nie lubiliśmy też inicjatyw, które podejmowano wobec Scholandii z zewnątrz – starsi mieszkańcy kraju mogą pamiętać, jak wobec dosyć prześmiewczej inicjatywy części mieszkańców Sarmacji i Wandystanu, którą była Wysokogórska Republika Elfidy, udawano, że w zasadzie nic się nie dzieje, a jedynie przedstawiciele Gnomów, którzy przedostali się na listę dyskusyjną i wygłosili jakiś płomienny manifest, byli jak najszybciej banowani. Efektem hermetyczności społeczności jest dzisiejszy stan kraju, w którym Scholandczyków jest trzech, pomimo istnienia w mikroświecie wielu osób, które przewinęły się przez Scholandię. W Księstwie Sarmacji jest nawet miasto o nazwie Republika Scholandzka, założone przez Gauleitera Kakulskiego. Wielokrotnie w prasie sarmackiej pojawiały się też deklaracje, że większość Scholandczyków obecnie mieszka w Sarmacji.

Przeprosić się ze światem

Wyobraźmy sobie więc sytuację, w której władze Scholandii (w obecnej sytuacji można zapytać – kto?) deklarują, że zapraszają do zajrzenia do kraju wszystkich, którzy czują jakieś więzy z tym krajem. „Sarmacką Mniejszość Scholandzkiej Większości”, towarzyszy związanych z Gnomią, a także osoby czy to z Dreamlandu, czy z dowolnego innego miejsca z mikroświata. Słowem, zamiast zamykać się w swoim sosie, otworzyć się na wszystkich. Zaakceptować, że skoro Gnomia twierdziła, że ich powstanie dzieje się na terenie Elfidy, to mogą mieć prawo do kształtowania narracji tej prowincji – czy to przez uznanie istnienia mniejszości gnomiej, dwujęzyczne tablice miejscowości, uznanie historii Gnomii za coś, co jest również częścią historii Scholandii – podobnie, jak zrobiono w Dreamlandzie ze Skytją, gdzie Sukces Dupostrzał Zwell uznał się Samozwańczym Nielegalnym i Bezczelnie Ogłoszonym Tymczasowym Oficjalnym Zarządcą i Seniorem Ziemi Skytyjskiej w Sangajokk. Nie jestem jednak fanem uznania tym samym, że istniały zbrodnie narodu scholandzkiego na narodzie gnomim, bo najgorsze, co działo się w rzeczywistości, to bany na Liście Dyskusyjnej. Rebelia jednak niewątpliwie istniała, choć dyskusyjne jest, czy uczestniczył w niej jakikolwiek Scholandczyk.

Hipotetyczne oświadczenie zostało wygłoszone, pojawia się więc pytanie, i co z tego? Czy ktokolwiek miałby ochotę przyjść i podpiąć się pod taką formę kraju, aby nawiązać do swoich korzeni lub powiązań? Bardzo niewykluczone, że nie.

Emigranci i Gnomy mają swoje v-życia, czasem inne osobowości i realizują się w swoich zakątkach mikroświata. Myślę, że nie byłoby mowy o rezygnacji ze swojego dotychczasowego życia po to, by wrócić na ziemie, na których siedzi trzech niezbyt zainteresowanych podejmowaniem dużych inicjatyw obywateli, którzy odzywają się od wielkiego dzwonu i od prawie pięciu miesięcy nie zebrali się nawet po to, by pogadać o tym, czego właściwie od tej nowej Scholandii chcą. Nie musiałaby to jednak być ich jedyna mikronacja. W tym zakresie metody są różne, część z nich podpowiada bratnie Królestwo Elderlandu (swoją drogą, Elderland i Scholandia mają ze sobą więcej wspólnego, niż by się wydawało, choć to może temat na inny artykuł). Istnieje tam możliwość posiadania obywatelstwa Elderlandu bez konieczności posiadania obywatelstwa Dreamlandu. W Scholandii 2.0 niekonieczny byłby wymóg posiadania w ogóle obywatelstwa Scholandii – jeśli prawie wszystko byłoby dostępne dla mieszkańców, po co w ogóle koncepcja obywatelstwa? To z kolei umożliwia działanie osobom, które nie mogą posiadać innego obywatelstwa ze względu na przepisy państwa macierzystego.

Scholandia 2.0

Czym mogłoby być to „prawie wszystko”? Prawem głosu w parlamencie (nazwanym na przykład Zgromadzeniem Scholandzkim) dla każdego chętnego. Żeby w parlamencie nie gromadziły się martwe dusze, można dodać reguły czyszczenia listy uczestników z osób, które nie uczestniczyły w ostatnich trzech głosowaniach lub nie głosowały przez dwa miesiące, którykolwiek z tych okresów nie był dłuższy. Fakultatywnym dostępem do starego scholandzkiego systemu gospodarczego, który był jedną z ciekawszych części życia Scholandczyka, a obecnie został zapomniany i porzucony – a mógłby być dla niektórych ciekawą formą realizowania się w mikronacjach. Historycznie w kraju na wysokim poziomie stało szkolnictwo wyższe – jest spore dziedzictwo, do którego można nawiązać. Ktoś w Scholandii musi też faktycznie rządzić (obecnie takiej osoby realnie nie ma, czego efekty widać choćby po wspominanej tu już przeze mnie kilkukrotnie debacie) – tu widzę główną rolę Królestwa Dreamlandu i zarazem jedyne ograniczenie. Moim zdaniem osobą, która będzie gubernatorem Scholandii powinien zawsze być obywatel Królestwa Dreamlandu. W jaki sposób dokonywany byłby wybór gubernatora? To jest coś, o czym chętnie podyskutowałbym. Opcją mogłoby być mianowanie gubernatora przez Króla, a może wybory gubernatora przez parlament, możliwości jest wiele.

To wszystko nadal nie gwarantuje, że pies z kulawą nogą zainteresuje się Scholandią. Nie ma jednak w zasadzie nic do stracenia – gorzej być nie może. Zachęcam do wyrażania swojego zdania, wizji, polemiki każdego, niezależnie od obecnej przynależności. Skoro zainteresowanie jest niewielkie, jest i miejsce na eksperymenty lepsze niż zrobienie tu skansenu w rodzaju Leblandii.

[Zobacz więcej]

[O Autorze]

m_maxMat Max von Salvepol – obywatel Królestwa Dreamlandu; Scholandczyk. Emerytowany polityk i publicysta. W przeszłości sprawował m. in. urząd Premiera. Jeden z dwóch administratorów Planety Mikronacje.

7 komentarzy do " Scholandia: redefinicja "

  1. Helmut Walterycz napisał(a):

    A Yremego potępicie?

  2. Mat Max von Salvepol napisał(a):

    Z mojej strony nie widzę sensu potępiania nikogo, chociaż chętnie posłucham, za co miałbym.

    • Helmut Walterycz napisał(a):

      Sven de Yremy – prokurator, który prowadził akcję bezlitosnego wytępienia narodu gnomiego, nagonkę na cudzoziemców zasługuje jedynie na potępienie. Szkolin 2007 – pamiętamy!

  3. Koncepcja demokracji bezpośredniej, w której udział może wziąć każdy zainteresowany, była realizowana w różnych regionach mikroświata i z różnymi efektami. Jednakże, jeśli koordynowana przez osobę, która mogłaby w razie zastoju parlamentu lokalnego podjąć odpowiednią interwencję — w gruncie rzeczy mogłoby to być i ciekawe, i zachęcające do aktywności dla potencjalnych nowych mieszkańców. I tutaj wspomniany w artykule gubernator Scholandii mógłby odgrywać dużą rolę…

    Można z drugiej strony utworzyć permamentny rząd, może coś w guście scholopolitańskiego dworu Króla Dreamlandu (ładnie brzmi narracyjnie i nawiązuje do tradycji monarchofaszystowskiej w Królestwie Scholandii), w którym stanowiska nie byłyby kadencyjne. Grozi to stworzeniem pewnego betonu społecznego, ale z drugiej strony, jeśli przyjdzie nowy mieszkaniec i powie, że chce robić to i tamto, czym zajmuje się akurat jeden z mniej aktywnych dostojników, nie powinno być zbyt wielu przeszkód, aby rozwiązać taką sytuację. W ramach tego rządu mogłyby zapadać decyzje (jako alternatywa dla parlamentu; albo może uzupełnienie?). Różne są tutaj opcje, różne wizje.

    System gospodarczy… Tych w mikronacjach jest jak na lekarstwo, więc przychylam się do zdania, że reaktywacja takowego — zwłaszcza jeśli pliki są — mogłaby przynieść korzyści dla Scholandii (zresztą nie tylko dla niej, Dreamlandczycy i Elderlandczycy też z pewnością zainteresują się możliwościami działania w nim; a kto wie, czy nie przyciągnie to i osób z innych państw). Oczami duszy widzę „Scholandzką Strefę Ekonomiczną” :)

    Tak czy siak, zgadzam się, że w obecnej sytuacji możecie eksperymentować. Dużo. Więc udanych eksperymentów życzę :) A reszta mikroświata z całą pewnością będzie je śledziła.

    Mam także szczerą nadzieję, że zobaczymy więcej artykułów w „Kurierze” o świecie z punktu widzenia Scholandczyka. Być może autor pokusi się także o osobiste wspomnienia z historii Scholandii, chociażby w skrócie, dla młodszych stażem mikronautów?

    • Markus Vilander napisał(a):

      „System gospodarczy… Tych w mikronacjach jest jak na lekarstwo, więc przychylam się do zdania, że reaktywacja takowego — zwłaszcza jeśli pliki są — mogłaby przynieść korzyści dla Scholandii (zresztą nie tylko dla niej, Dreamlandczycy i Elderlandczycy też z pewnością zainteresują się możliwościami działania w nim; a kto wie, czy nie przyciągnie to i osób z innych państw). Oczami duszy widzę „Scholandzką Strefę Ekonomiczną” :)”

      To, że sarmacja zniewoliła swoje społeczeństwo poprzez system, to teraz taka nizinna sarmatka jak Ty, karolinko, będziesz pouczać innych?

      Powtórzę to raz jeszcze – jesteś ohydnie protekcjonalną szmatą dopasowującą się do podłogi i brudu na niej. Gospodarkę tworzą ludzie, a nie te Wasze zasrane systemy, w których jesteście zakochani, aby móc kontrolować każdy ruch ludności.

      Jeżeli Dreamland, Elderland i inne państewka pójdą drogą sarmacką, to zdechną po prostu w wyniku śmiercionośnej choroby psychicznej. Zatem, psie dreamlandzko-elderlandzki – nie idźcie tą drogą, bo zachorujecie jeszcze bardziej. :)

      Bialenia zdycha, bo u drążka siedzą naćpane gamonie, które by tylko kontrolowały innych, bo siebie skontrolować nie potrafią. Typowa masochizacja społeczna…

      Po raz wtóry gratuluję, pojeby!

      • Bialenia zdycha tak sobie wesoło od lipca 2014. Albo od listopada 2010, zależy, jak patrzeć. I nigdy jej to jakoś nie wyszło. W przeciwieństwie do Wurstlandii.

        • Markus Vilander napisał(a):

          Cóż – zależy czym kto lub co v-żyje…

          Wurstlandia rozbiła, to co rozbiła i się sama zabiła. Ja za spust nie pociągnąłem. Ja tylko im broń pokazałem i powiedziałem, że jak będą chcieli z tej broni skorzystać, to niech skorzystają.

          Przypominam, że mnie nie było już u władzy. Nic tak nie sprawdzi ludków wchodzących w społeczeństwo jak pozwolenie im porządzić trochę… Głodni władzy byli i pogryźli się nawzajem. Do tego stopnia głodni byli, że jedli już wszystko, razem z fundamentami v-kraju tylko po to, aby wylać beton, po którym się dzisiaj próbuje chodzić.

          Jam jest z tych, co z dynamitem chodzą, a czasem z mocniejszym ładunkiem wybuchowym. Typowy terrorysta jak to Kościuch mawia. On się boi, że zostanie wysadzony w powietrze wraz ze swoją zgrają grajków. :D

Dodaj komentarz

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.



Copyright © 2012-2014 KURIER – Mikronacyjny Serwis Prasowy. All rights reserved.
Designed by Theme Junkie. Powered by WordPress.