Jesteś tutaj: Home // Dreamland, Idee i polemiki // Przed dreamlandzkim referendum: głos na Tak – mój punkt widzenia

Przed dreamlandzkim referendum: głos na Tak – mój punkt widzenia

Zacznę od krótkiej prezentacji dziejów dreamlandzkich Konstytucji. Historia zaczyna się 1 lipca 2002 roku, choć i  wcześniej Dreamland miał konstytucję. Jednak ta z 2002 roku ustanowiła Królestwo państwem, jakim jest ono dzisiaj, a jej oktrojowanie stanowi punkt zwrotnym w historii naszego państwa i dominującej w nim kultury. Dlatego też do dziś 1 lipca obchodzimy święto Konstytucji, mimo że tamta ustawa zasadnicza już nie obowiązuje.

My wszyscy z tamtej konstytucji

Fenomen Konstytucji z 2002 roku polega przede wszystkim na tym, jak odmienny był ten dokument od wszystkich praw, jakie mieliśmy przedtem. Tamta Konstytucja regulowała Królestwo w stopniu wcześniej nam nie znanym. Nie od razu, rzecz jasna, państwo dostosowało się do nowych warunków. Ówczesny Król eMBe do końca swego panowania miał trudności z rozróżnieniem funkcji dekretów i postanowień królewskich. Jednak w kryzysie sukcesyjnym, jaki wybuchł po jego abdykacji, ta różnica okazała się kluczowa, prowadząc do unieważnienia przekazania Korony namaszczonemu przez niego Następcy.

Stopniowo Konstytucja stała się prawdziwym fundamentem państwa, a z jej języka źródło brał, i bierze, sam charakter Dreamlandu i Dreamlandczyków.

Korekta korekty

29 sierpnia 2011 roku ogłoszona została nowa Konstytucja, co położyło kres obowiązywaniu jej historycznej poprzedniczki. Nowa Konstytucja nie miała już takiej wartości jako kamień węgielny ustroju państwowego, czego dowodem jest fakt, że przetrwała tylko trzy lata, oraz że przez cały okres jej obowiązywania wciąż mieliśmy ustawy i dekrety odwołujące się do Konstytucji z 2002 roku. W grudniu 2014 roku ponownie zdecydowaliśmy się zmienić Konstytucję na tę, która obowiązuje od lutego bieżącego roku do dziś.

Każda zmiana Konstytucji oznacza dewaluację jej wartości jako nienaruszalnego fundamentu. Myślę, że każdy się tu ze mną zgodzi. Czy więc popełniliśmy błąd pozbywając się Konstytucji z 2002 roku? Łatwo byłoby powiedzieć, że tak, jednak uważam, że tamta decyzja była prawdopodobnie nieunikniona i prawdopodobnie słuszna.

A oto inny aspekt historii Konstytucji 2002 roku. Pierwsze propozycje poprawek (autorstwa znanego i lubianego Albona) pojawiły się w przeciągu 5 dni od jej ogłoszenia. Konstytucja doczekała się niezliczonych zmian w ciągu swych 9 lat obowiązywania. Wiele wprowadzonych początkowo rozwiązań szybko okazało się kompletnie niepraktycznych, co przyznali również sami autorzy. W okresie późniejszym Dreamland zaczął się demokratyzować i Konstytucja musiała to odzwierciedlać. Wreszcie, gdy skutki kryzysu demograficznego stały się oczywiste, tak ustrój, jak Konstytucję, zaczęto odchudzać.

Zmieniamy, bo nas na to stać

Gdy doszliśmy do 2011 roku, Konstytucja wyglądała jak ser szwajcarski i napisanie dokumentu od nowa wydawało się jedynym sensownym rozwiązaniem. Obie następne Konstytucje, w tym ta najnowsza, kilkumiesięczna, były już poprawiane.

I tu przechodzę do sedna mojego argumentu. Zmiany w konstytucji ustroju państwa w warunkach mikronacji są czymś powszednim, częstym i, argumentowałbym, pożądanym. Jesteśmy małą społecznością i wszystko u nas odbywa się na inną skalę niż w świecie realnym. Gdy realne parlamenty debatują nad kategoriami prawa jazdy lub wymogami stawianymi fizjoterapeutom, parlamenty dreamlandzkie manipulowały ilością izb parlamentu, ordynacją wyborczą, wymogiem uzyskania wotum zaufania przez Premiera itd.

W realnym państwie takie ciągłe gmeranie przy fundamentach ustroju oznaczałoby bardzo niestabilną i kruchą demokrację, jednak w państwie wirtualnym zupełnie brak takich konotacji. Po pierwszestać nas na takie zmiany, a po drugie są nam one potrzebne, ponieważ funkcjonujemy jako państwo w bardzo specyficznych warunkach i bez jakichkolwiek praktycznych wzorców. Struktura naszej społeczności również zmienia się dramatycznie na przestrzeni czasu, co wymusza ciągłe dostosowywanie ustroju do warunków demograficznych i politycznych.

Po trzecie wreszcie, eksperymentowanie z ustrojem to dobra zabawa, do tego edukacyjna, i na czymś w końcu musi polegać wirtualna polityka. Jeśli ktoś chce zobaczyć, jak funkcjonowałaby demokracja przy systemie głosów ważonych, czemu nie dać mu na to szansy?

W tym kontekście Konstytucja, jako dokument z założenia trwały i niezmienny, a w praktyce zmieniany bez przerwy, stanowi przeszkodę dla naturalnego rozwoju Królestwa. Z tego też powodu większość, zwłaszcza późniejszych, zmian konstytucyjnych dotyczyło wyłączania przepisów z Konstytucji i przenoszenia ich na poziom ustawowy.

Pożegnanie z Konstytucją

Argumenty za pozbyciem się Konstytucji z porządku prawnego są więc dwa. Po pierwsze, niepisana Konstytucja stanowi diametralną zmianę w stosunku do wszystkiego, co mieliśmy wcześniej. Dwie najnowsze Konstytucje nie uzyskały statusu Konstytucji z 2002 roku, ponieważ nie różniły się od swych poprzedniczek dostatecznie wyraziście, nie wprowadzały nowej jakości w sposobie organizacji państwa. Niepisana Konstytucja ma potencjał, by stać się wyróżnikiem i początkiem nowej ery, a to oznacza, że taka właśnie niepisana Konstytucja, bardziej niż jakakolwiek spisana na wzór poprzednich, może ponownie stać się nienaruszalnym fundamentem państwa i jego kultury. Rzecz jasna, fakt, że Konstytucja jest niepisana, pomaga jej być nienaruszalną.

Po drugie, system bez spisanej Konstytucji lepiej odpowiada warunkom państwa wirtualnego. Częste zmiany w sposobie organizacji państwa są z natury rzeczy konieczne i pożyteczne. Bariery utrudniające zmiany w Konstytucji są z jednej strony nie tak oczywiście potrzebne, jak w świecie realnym, z drugiej zaś do pewnego stopnia fikcyjne. W trzy- lub czteroosobowym parlamencie większość zwykła i większość konstytucyjna to często jedno i to samo.

Naród pozostanie suwerenem

Nie wspomniałem tu natomiast ani słowem o suwerenności ani o demokracji. Jestem bowiem przekonany, że przejście do systemu bez spisanej Konstytucji nie zmieni w tym zakresie wiele. Suwerenność Narodu i demokracja nie są, moim zdaniem, zagrożone. Od pół roku funkcjonujemy w warunkach stanu wyjątkowego i, pomimo Konstytucji, instytucje demokratyczne pozostają zawieszone. Jest to jednak stan możliwy wyłącznie dzięki przyzwoleniu Narodu i skończyłby się błyskawicznie, gdyby Naród uznał ten stan za niedopuszczalny. Demokracja jest najlepszym znanym nam sposobem angażowania Narodu w życie państwa i niewątpliwie powróci, gdy tylko warunki na to pozwolą. Brak Konstytucji ułatwi nam zaś metodą prób i błędów dojście do takiej formy demokracji, która najlepiej odpowiada naszym potrzebom w tym konkretnym czasie.

[O Autorze]

svoboda_awekPavel Svoboda – obywatel Królestwa Dreamlandu od jesieni 2001 r. Polityk, publicysta, prozaik. Urzędujący Premier Rządu Królewskiego. W latach 2005-2007 zasiadał na Tronie jako Paweł I. Autor ostatniej edycji Raportu Demograficznego. W przeszłości m. in. redaktor „Tygodnika Morlandzkiego” (luty – wrzesień 2002)- swego czasu największego tytułu na rynku prasowym Królestwa Dreamlandu. Współautor Wielkiej Księgi Dreamlandu (2002). Inicjator – obok Edwarda Kriega – idei sojuszu dreamlandzko-scholandzkiego (2004-2009), jak również fundator Wspólnoty Korony Ebruzów w jej pierwszej odsłonie.



Copyright © 2012-2014 KURIER – Mikronacyjny Serwis Prasowy. All rights reserved.
Designed by Theme Junkie. Powered by WordPress.