Jesteś tutaj: Home // Dreamland // Ciekawy parlament na ciekawe czasy

Ciekawy parlament na ciekawe czasy

Król Edward II w niedawnej odpowiedzi na moją sugestię stwierdził, że postulowanie powrotu do parlamentu przedstawicielskiego i wyborów jest „odklejeniem od rzeczywistości” i powtarzaniem starych błędów. Jest to poważne stwierdzenie, gdyż doświadczenie i dorobek Króla nadają jego słowom szczególnej wagi. Czy jednak faktycznie w nowej rzeczywistości nadal możemy mówić o starych błędach?

Eksplozja demograficzna

W przeciągu ostatnich kilku miesięcy Dreamland przeszedł szereg zmian. Gwałtowna zmiana demograficzna przeorała nasze społeczeństwo. Obywatele-weterani, pamiętający choćby 2015 rok (w Dreamlandzie) stali się mniejszością – przynajmniej wśród tych aktywnych. Ożywienie spłynęło na wiele poziomów – w tym i na politykę. Konsekwencją tego ożywienia było powstanie ugrupowań politycznych i polaryzacja sceny – o czym pisałem w poprzednim artykule. Jednak szybko może się okazać, że napędzany nagłym wzrostem ludnościowym rozwój tej sfery może znaleźć się w pustce – i szybko zmienić się w kurczenie się. Pewne przebłyski tego stanu rzeczy już widać.

W naszym powszechnym Parlamencie Królewskim mamy obecnie 13 członków. Spoglądając jednak na debaty i spory, jak i na projekty i poprawki, to w zdecydowanej większości przewijają się nazwiska pięciu czy sześciu z nich. Reszta wypowiada się rzadziej, często zdawkowo, jedynie zgłaszając poparcie lub brak uwag i bierze udział w głosowaniach. Istnieje obawa, że taka sytuacja będzie się pogłębiać. Czy rozdmuchana ostatnio sprawa dołączania do Parlamentu w trakcie jego pracy nie zdradza – niezależnie od samej sytuacji – obawy przed poszerzaniem się grona parlamentarnych „słupów”, którzy wchodzą do parlamentu po to, aby wesprzeć swój obóz polityczny?

Plusy ujemne

W parlamencie już dyskutowane są poprawki, które mają ograniczyć taką sytuację, wprowadzając okres przejściowy między nabyciem obywatelstwa a wejściem do parlamentu. To jednak nie rozwiąże problemu. Trzeba się odnieść do prawdziwego źródła problemu: obywatel, aby móc mieć wpływ na to, co się dzieje w legislacji musi zostać parlamentarzystą. Niezależnie od tego, czy ma do tego predyspozycje, czas i chęci – jeżeli nie zdecyduje się wejść do Parlamentu Królewskiego, jego głos w tej sferze pozostaje martwy. System ten jest zatem demokratyczny, ale tylko dla tych, którzy mają energię i chęć, aby żeby bezpośrednio się zaangażować, co, jak wiemy, nie zawsze jest możliwe.

Spojrzeliśmy na obecny system ze strony obywateli i ich możliwości. Jednak gdy król Edward II mówił o obecnym systemie, stwierdził, że jest on jedną z przyczyn ożywienia. Czy tak jest faktycznie? Fakty zdają się temu przeczyć. Parlament w tej formie został powołany w roku ubiegłym. Jeszcze na początku tego roku Dreamland przedstawiano jednak jako państwo obumierające – analizując choćby agurski ranking aktywności widzimy zaledwie po kilkaset postów w tym okresie na całym forum (liczonym wszakże łącznie z Elderlandem!). Znaczący skok aktywności widzimy dopiero kwietniu – czyli przy początku fali migracji.

No dobrze, ale nie zapędzajmy się. W końcu król mówił tylko o „jednej z przyczyn”. Być może zatem otwarty Parlament, do którego nowi osiedleńcy mogą wejść bez przeszkód przyczynił się do ich zaangażowania, czy też wręcz przyciągnął ich do Dreamlandu obietnicą łatwej kariery? Również i tu ta teza nie znajduje pokrycia w faktach. Od kwietnia do Parlamentu wpłynęło ledwie kilkanaście projektów – z których znacząca większość została złożona przez Rząd. Jak wspomniano – jakościowy ciężar prac spoczywa na garstce spośród wszystkich parlamentarzystów. Przyglądając się zaangażowaniu nowych obywateli, otwarty Parlament bynajmniej nie jest na pierwszym miejscu – chyba, że mają ewidentne zacięcie polityczne (jak autor tych słów). Więcej ich pracy i uwagi przyciągają miasta, prowincje, gospodarka i wojsko.

Rozwarstwiona izba

Jeżeli ten system będzie trwał, to parlament będzie się dalej rozwarstwiać. Ci, którzy specjalizują się w politycznej szermierce będą stopniowo monopolizować sejmową mównicę – przy milczącej aprobacie drzemiących w oczekiwaniu na głosowanie. Dla drugiej grupy głosy w Parlamencie staną się jedynie namiastką głosów w wyborach, oddawaną po linii partyjnej.

Obecny kształt legislatywy ma jeszcze jedną, istotną wadę. Odwracając słowa Króla – to nie Parlament przyczynił się do wzrostu aktywności, to wzrost aktywności i wzrost demograficzny przyczynił się do zwiększenia atrakcyjności Parlamentu. To ta dynamika zmian wzbudziła niepokój co do stabilności Izby w sytuacji, gdy w trakcie jej prac dołączają nowi parlamentarzyści. Niestabilność o której mówimy nie nastąpiłaby w systemie parlamentu wybieralnego. Ale ten stan ma jeszcze drugą, równie niebezpieczną stronę.

Wyobraźmy sobie – co nie jest trudne, biorąc pod uwagę, że do niedawna była to codzienność całego mikroświata – koniec wzrostu, demograficzną stagnację. Fala napływu nowych mieszkańców nie będzie trwać wiecznie. I co wówczas? Szybko może się okazać, że Parlament, zamrożony, straci swój urok, gdyż jego policzeni członkowie, znani i przewidywalni, doprowadzą do powstania jednej stabilnej większości. Jedyne na co opozycja będzie mogła wtedy liczyć to absencje. Transfery? Na mocno spolaryzowanej scenie, gdzie toczy się walka monarchistów-konserwatystów vs. demokraci-komuniści nie są one specjalnie prawdopodobne. Gra polityczna może zacząć obumierać, bo warunki demograficzne całkowicie ją zdominują.

W poszukiwaniu alternatywy

Oczywiście wprowadzenie wyborów parlamentarnych nie jest i nie może być ostateczną odpowiedzią. Jeżeli większość demograficzna jednej z opcji politycznych jest dominująca, to zawsze może nastąpić taka sytuacja. Jednak system w którym regularnie odbywają się wybory tworzy dynamikę zmiennych koalicji, frakcji i rozłamów, podczas gdy w systemie bezpośrednim można liczyć co najwyżej na jednostkowe przypadki głosowania z opozycją.

Taki system szybko osłabi też kształtujące się dopiero partie – bo w sytuacji gdy mandaty parlamentarne nie będą weryfikowane, Partie, nie wpływające na obsadzenie Parlamentu, szybko mogą okazać się zbędne, redukując się do co najwyżej luźnych klubów parlamentarnych służących jedynie „liczeniu szabel”. Nie będzie presji na trzymanie się jednego programu – każdy pójdzie swoją drogą, a ewentualne koalicje będą tworzyły się ad hoc do danej sprawy. W pewnym sensie wrócimy do rozdrobnionego parlamentu kilku indywidualistów, który można było obserwować jeszcze zimą tego roku.

Ciekawe czasy

Zmierzając do końca tego przydługiego artykułu podsumujmy to w ten sposób: Choć moja mikronacyjna przygoda jest o kilka lat krótsza niż ta króla Edwarda II, pozwolę sobie postawić tezę, że miałem okazję widzieć z bliska więcej różnych systemów. Jak mikroświat długi i szeroki, parlamenty„powszechne”, dopuszczające do głosu wszystkich obywateli, były, są i będą wykorzystywane jako metoda „awaryjna”, kiedy brakuje kandydatów, wyborców i energii, aby organizować wybory, które byłyby jeno formalnością. Łatwość zaangażowania może dać państwu pewnego „kopa”. Spierałbym się jednak, czy można zaliczyć do tego przypadek Dreamlandu.

Niezależnie jednak od tego – te państwa, które przetrwały taki kryzys, po pewnej odbudowie demograficznej konsekwentnie wracają do formy pośredniej parlamentaryzmu. Ba – taki Wandystan zrezygnował z tzw. Stanu Klęski Aktywnościowej (wiążącego się z Churałem Powszechnym) mimo, że objawy demograficzne nie ustąpiły. Uznano jednak, że organizacja wyborów jest okazją do wykrzesania z ospałych obywateli trochę żywotności – nawet jeżeli nie zmieni specjalnie aktywności samego organu parlamentarnego. I to się potwierdziło.

Dreamland przetrwał okres, kiedy wieszczono mu ostateczne zgrzybienie i niechybny upadek. Możemy śmiało patrzeć w przyszłość. Zamiast kurczowo trzymać się rozwiązań przewidzianych na Ciężkie Czasy™, wybierzmy właściwe rozwiązanie na Ciekawe Czasy™. Bo to je mamy teraz w perspektywie.

O Autorze

prezerwatywPrezerwatyw Tradycja Radziecki – obywatel Mandragoratu Wandystanu i Królestwa Dreamlandu. Polityk, publicysta, kartograf. W przeszłości związany z Księstwem Sarmacji (jako Michał Radetzky), Wolną Republiką Morvan (jako Michael O’Rhada) i Surmenią (jako Timoteos Stefanosigos). Sekretarz Generalny Organizacji Polskich Mikronacji w jej schyłkowym okresie (2011)

3 komentarze do " Ciekawy parlament na ciekawe czasy "

  1. Edward II napisał(a):

    Cenny głos w dopiero raczkującej dyskusji na temat rehabilitacji idei wyborów parlamentarnych. Liczę na kolejne wypowiedzi.

    Na starcie odniosę się do kluczowego fragmentu, wokół którego nadbudowano kolejne pięterka argumentacji.

    „[…] król Edward II […] stwierdził, że jest on [parlament – przyp. mój] jedną z przyczyn ożywienia. Czy tak jest faktycznie? Fakty zdają się temu przeczyć. Parlament w tej formie został powołany w roku ubiegłym. Jeszcze na początku tego roku Dreamland przedstawiano jednak jako państwo obumierające – analizując choćby agurski ranking aktywności widzimy zaledwie po kilkaset postów w tym okresie na całym forum (liczonym wszakże łącznie z Elderlandem!). Znaczący skok aktywności widzimy dopiero kwietniu – czyli przy początku fali migracji„.

    To błędna teza oparta na błędnej chronologii wydarzeń.

    Dekret o Parlamencie wydałem 4 kwietnia, razem z pakietem dotyczącym rządu i ordynacji wyborczej, już w ramach nowego ładu konstytucyjnego. Reforma parlamentarna była ostatnim etapem procesu przebudowy systemu politycznego. Ożywienie i fala imigracji nastąpiło krótko po wprowadzeniu obecnej formuły legislatywy. Nie na odwrót i nie jako bezpośredni skutek reformy, lecz jako element szerszej układanki (w tym m.in. bezpośrednich wyborów premiera) oraz działań energicznego szefa rządu.

    W roku poprzednim eksperymentowaliśmy natomiast z parlamentem powszechnym – jak nazywa to autor artykułu. Członkami legislatywy byli wszyscy obywatele Królestwa. W praktyce wyglądało to tragikomicznie [link] (około 30 parlamentarzystów, 3 aktywnych) i stało się przedmiotem powszechnej krytyki. Ponownie odsyłam do archiwum debat z okresu stanu wyjątkowego. Zgadza się – parlamenty powszechne to rozwiązanie na czas wyjątkowy. Niestety – nie sprawdzają się.

    Uściślę zatem. Nie jestem zwolennikiem „parlamentu powszechnego” (dla wszystkich), lecz „parlamentu otwartego” (dla zainteresowanych). To wcale nie tak subtelna różnica.

    Więcej na forum Królestwa Dreamlandu [link].

    • PrezerwatywTradycjaRadziecki napisał(a):

      Moja odpowiedź również znajdzie się na forum – wygodniej się tam pisze i czyta :)

  2. PSvoboda napisał(a):

    Może więc wybory, w których populacja głosuje na partie, nie na kandydatów? Skład parlamentu nadal jest wyłaniany na tych zasadach co teraz, ale waga głosu poszczególnych partii jest kalkulowana na podstawie wyborów, a parlamentarzyści otrzymują równą porcję głosu swojej partii.

Dodaj komentarz

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.



Copyright © 2012-2014 KURIER – Mikronacyjny Serwis Prasowy. All rights reserved.
Designed by Theme Junkie. Powered by WordPress.