Jesteś tutaj: Home // Dreamland // Koniec epoki Witta? Dreamlandczycy wybierają nowego premiera

Koniec epoki Witta? Dreamlandczycy wybierają nowego premiera

W najbliższy poniedziałek, zapewne krótko po północy, obywatele Królestwa Dreamlandu poznają nazwisko polityka, który przez cztery kolejne miesiące przewodzić będzie pracom rządu federalnego. I tym razem, podobnie jak w czasie sierpniowych wyborów, o gabinet w Pałacu Rady rywalizują ze sobą przedstawiciele partii komunistycznej i konserwatywnej. Wszystko wskazuje na to, że system dwupartyjny jeszcze przez długi czas stanowić będzie stały element krajobrazu politycznego Królestwa. Podobnie jak przed czterema miesiącami zwycięzca weźmie wszystko, spychając konkurentów do defensywy.

Różnica jest jednak zasadnicza: po dwóch pełnych kadencjach o urząd premiera nie ubiega się już spełniony arcyksiążę Daniel von Witt, który osiągnął już chyba wszystko, co można było osiągnąć. Czy oznacza to, że dreamlandzka lewica, która ponownie wystawiła swojego najmocniejszego kandydata, ma zapewnione zwycięstwo? Nic nie jest przesądzone.

Nie chcą, ale muszą?

Partia rządząca – konserwatywny obyczajowo Klub Polityczny św. Augustyna – zrobiła niemało, by ułatwić rywalowi zadanie, poczynając od organizacji publicznych i zaskakująco pokracznych w formie prawyborów z udziałem wyważonego Auksencjusza Butodzieja-Witta i ambitnego Leszka van der Fryssau, który od kilku tygodni na nowo ustala zasady gramatyki języka polskiego.

Gorzej wygląda to po drugiej stronie barykady. Oględnie mówiąc – komuniści odpuścili kampanię wyborczą. Nie zaprezentowali żadnego programu. Nie wiemy nic o składzie ewentualnego gabinetu komunistów, choć w tym milczeniu lewicy można tu szukać śladów mało wyrafinowanej socjotechniki: zdecydowanie lepiej nie wiedzieć, czy w nowy rządzie znajdzie się Angus Kaufman, specjalista od „rozerwanych odbytów i rozoranych kuciap”. Nazwisko samego kandydata na urząd premiera poznaliśmy na dobę przed końcem procedury. Prezerwatyw Tradycja Radziecki – bo o nim mowa – nie zdradził jednak żadnych szczegółów na temat własnych intencji, choć ma na to jeszcze trzy pełne doby. Wiemy tyle, że rząd będzie „lewicowy”. Co konkretnie oznacza to dla polityki krajowej i zagranicznej, tego możemy się jedynie domyślać.

Tylko bez ekscesów

Wyborców nie zignorowali natomiast konserwatyści, którzy stoją przed trudniejszym zadaniem. Wiemy już, że będzie to gabinet kontynuacji, promujący najmłodsze pokolenie, akcentujący w swym programie potrzebę „odmłodzenia” stron i systemów. Prawdopodobnie – bo pewności dziś nie mamy – będzie to również rząd uodporniony na pomysły niezrównoważonego Gastona de Senancoura, mentora i założyciela partii, który w międzyczasie przeszedł ewolucję godną św. Pawła z Tarsu. Tyle że w przeciwnym kierunku. Nowym akcentem jest tu hasło resetu w relacjach z Sarmacją i budowy nowej  platformy współpracy międzynarodowej, tym razem w oparciu o formułę nowej Wielkiej Trójki.

Auksencjusz markiz Butodziej-Witt, dyrektor Gimnazjum Królewskiego, to w tej chwili najlepszy możliwy kandydat dreamlandzkiej prawicy. Kompromisowy, stroniący od sporów, wyczulony na kwestie języka, elegancki, pracowity i zaangażowany. Co ważne – stale widoczny na forum. Szlify zbierał w rządach swego przybranego ojca, Witta seniora. Czy zdoła wybić się na samodzielność?

Faza przejściowa?

Dreamland wybiera nowego premiera. Witt junior, idealista i społecznik, staje naprzeciw lorda Radzieckiego, starego wygi i cynika, który dał się poznać jako obrońca praw i swóbód obywatelskich, przeciwnik monarchii. Czy ster władzy państwowej konserwatywnego Dreamlandu znajdzie się w rękach człowieka lewicy? Czy premier Radziecki zdoła wykrzesać z siebie entuzjazm niezbędny do wdrożenia własnej wizji państwa i społeczeństwa? Czy Witt senior pozostanie w cieniu? I gdzie w tej układance odnajdzie się Król, który, póki co, z dystansu obserwuje dreamlandzkie zapasy w błocie?

Możliwe, że najbliższe wybory okażą się jedynie koniecznym etapem przejściowym, który dopiero otworzy drogę do realnego przetasowania na scenie politycznej Królestwa. Być może już wkrótce – szybciej niż myślimy – trzeba będzie pomyśleć o kolejnym szefie rządu, który wyłamie się z obecnego modelu dwupartyjnego.

Największą ofiarą obserwowanej od miesięcy polaryzacji jest normalność. Cała nadzieja w kompetentnym i wyważonym Martinie Schlesingerze-Asketilu, który właśnie przystępuje do reformy sądownictwa, a przy okazji przywraca wiarę w standardy cywilizowanego państwa. Już za cztery miesiące, może wcześniej, może to być główny kandydat liberalnego centrum, które niespiesznie zbiera się, by w końcu przemówić własnym głosem.

O Autorze

William Oxlade-Chamberlain — obywatel Królestwa Dreamlandu od maja 2016 r. Sympatyk idei politycznego liberalizmu. Niezrzeszony.

Dodaj komentarz

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.



Copyright © 2012-2014 KURIER – Mikronacyjny Serwis Prasowy. All rights reserved.
Designed by Theme Junkie. Powered by WordPress.