Jesteś tutaj: Home // Dreamland, Idee i polemiki, Ludzie Roku // Gollum. Człowiek Roku 2016

Gollum. Człowiek Roku 2016

Miniony rok nie należał do Daniela von Witta – premiera Dreamlandu, twórcy map polskiego mikroświata i nieformalnego wicekróla Dreamlandu. Nie należał również do Roberta Janusza von Thorna – człowieka ze stali, kanclerza największej mikronacji rodzimego internetu, a tym bardziej nie do coraz bardziej posępnego Prezerwatywa T. Radzieckiego. Choć cała trójka niewątpliwie zasłużyła sobie na poczesne miejsce w panteonie gigantów, figurą bodaj najpełniej uosabiającą Rok 2016 – rok klonów i wariatów – jest Arkadiusz K., pseudonim „Zanik”, niezatapialny, odporny na detergenty troll z Wielkopolski, który wie wszystko o wszystkich. I nie zamierza się stąd ruszać.

„Będę tępił i gnoił do końca moich dni”

Arkadiusz K. towarzyszy nam od maja 2010 r. Wcześniej przez jakiś czas bawił w Republice Wirtualnego Świata, gdzie za sprawą czynników administracyjnych padł ofiarą – by sięgnąć po wyrażenie adekwatne w tym kontekście – bolesnego „kręcenia wora”. W ciągu sześciu minionych lat korzystał z przeszło czterdziestu przebrań (w samym tylko Dreamlandzie miał ich piętnaście), odwiedził fora kilkunastu państw internetowych i redagował – lub współredagował – co najmniej pięć tytułów prasowych, które pobiły absolutne rekordy popularności, z marszu zaskarbiając sobie dozgonną pamięć i sympatię czytelników („Ty pojebie, wypierdalaj z Planety!”).

Blogowanie Arkadiusza to modelowa mieszanka stalkingu i nękania, pomówienia i groźby karalnej („Zajebać tę szmatę to mało!”). W retoryce wariata mieszkańcy polskich mikronacji to „gady”, „kurwy”, „pojeby”, „suki”, debile”, „pedofile”, „naziści”, „świnie”, „popierdolone klacze” i „bydlaki”. Dostało się każdemu, kto w jakikolwiek sposób skomentował postawę trolla. Havelock Jaskoviakus? „Istna proeuropejska kurwa”. Premier Dreamlandu? „Zwykły chuj nieobmyty”. Siergiusz Asketil? „Spojebizowany pierdolec”. Pokraczne konstrukcje słowne, neologizmy, groteskowy sposób rozumowania. Poznajcie Witkacego coraz bardziej schorowanego mikroświata.

Wspólnym mianownikiem dla kolejnych wcieleń naszego bohatera jest furia: poznański troll jest wściekły, wydajny i nie przebiera w środkach. Nie ma żadnej taryfy ulgowej dla ofiar własnych wynurzeń. Kieruje się przy tym prostą maksymą, którą wyartykułował w czasie jednej z forumowych przepychanek: „Jednostki mnie ograniczające będę tępił i gnoił do końca swych dni”. Sęk w tym, że wariat czuje się ograniczony przez cały świat.

Jak to możliwe, że troll wciąż trolluje i średnio co kilka miesięcy wraca na Planetę Mikronacje? Bo ten świat to domena wariatów. I to nas w nim trzyma.

A jak się ta rozkoszna historia zaczęła?

Oswajanie patologii

Początki miał zdecydowanie nieświetne. W życiorysie pana Arkadiusza niepoślednie miejsce zajmuje burzliwy epizod związany z obecnością we wspomnianej już Republice Wirtualnego Świata – komercyjnej grze przeglądarkowej o  cechach państwa wirtualnego. Lata 2010-2011 to czas masowej migracji członków społeczności RWŚ, którzy ochoczo zasilali szeregi klasycznych mikronacji; właśnie wówczas w Sarmacji pojawił się m. in. Kryspin von Lichtenstein, który w pierwszej połowie 2011 zdołał nawet objąć urząd Sekretarza Generalnego OPM.

Zanim Arkadiusz K. stał się najbardziej rozpoznawalnym trollem polskiego mikroświata, założył własne państwo. W maju 201o roku debiutował jako Markus Vilander – absolutny władca Królestwa Wurstlandii, jednego z ciekawszych państw młodej generacji, które utrzymało się na powierzchni do grudnia 2012 r. Przez jakąś chwilę podchodził do sprawy w sposób konwencjonalny: troska o ruch forum, dyskusje, dekrety, kontakty zagraniczne, akces do OPM. Wszedł w sojusz z Wielką Polondią, pokłócił się z władzami Trizondalu. „Trisyfu”, jak go nazywał.

Sama Wurstlandia upadła po dwóch latach coraz bardziej gorączkowej szarpaniny (by odrodzić się ponownie w roku 2016),  ale wypalony Vilander, zmęczony ciągłymi kłótniami, złożył broń dużo wcześniej. Złożył koronę. „Mój umysł już jest przeprany i przegrzany przez tą mikronację” – pisał w otwartym liście pożegnalnym do rodaków. „Nie myślę już logicznie i efektywnie, co się w pewnym sensie mogło przełożyć na życie realne. Najwyraźniej nie umiem godzić tych dwóch światów, więc muszę z jednego kategorycznie zrezygnować. Mam wiele poważniejszych problemów niż cały ten mikronalizm”. Kłótliwy i chorobliwie podejrzliwy wobec rozmówców, Vilander ponosił pełną odpowiedzialność za międzynarodową izolację Wurstlandii; jako jej główny przedstawiciel wszedł w ostry konflikt personalny z każdym, kto stanął na jego drodze.

W maju 2011 r.,  po zaledwie kilku miesiącach burzliwej obecności i czterech niezależnie złożonych wnioskach, Wurstlandia została usunięta z grona państw członkowskich Organizacji Polskich Mikronacji.  W oficjalnym komunikacie Sekretarz Generalny OPM – był nim wówczas Surmeńczyk Timoteos Stefanosigos, dzisiaj znany jako Prezerwatyw Tradycja Radziecki –  wyjaśnił, że dyplomaci wurstlandzcy długo i sumiennie pracowali na opinię warchołów, „łamiąc Kartę OPM i zasady kulturalnego wypowiadania na forum, czym wywołali oburzenie reszty delegatów”. Żegnając się z Gmachem Narodów – jak nazywano forum dyskusyjnej OPM – Vilander w swoim stylu nazwał środowisko mikronacyjnych dyplomatów „burdelem”. Przy okazji zaapelował do do członków Sekretariatu o dołączenie informacji,  że wstęp do Organizacji posiadają jedynie osoby „lubiące stosunki homoseksualne z pozostałymi członkami”.

Z Vilanderem nikt się nie patyczkował. W panelu administracyjnym OPM modyfikowano treść niektórych jego postów, potęgując wrażenie zidiocenia wurstlandzkiego króla. Ktoś dokonał włamu na jego profil Gadu-Gadu, skąd rozsyłał wiadomości, które, oględnie mówiąc, nie stawiały go w najlepszym świetle. Vilander ugruntował się w przekonaniu, że świat chce go zniszczyć. To właśnie wówczas skompletowana została żelazna lista wrogów, na której znajdują się ówczesne władze OPM (P. T. Radziecki, Marcel Hans, Piotr Paweł de Zaym, Kryspin van Buuren).

Godzina wilka. Typowy widok po kolejnej wizycie wariata

„Nikt z nim nie wytrzyma”

Postawa Vilandera budziła niesmak również wśród obywateli Wurstlandii. Efekty niejednokrotnie miały charakter tragikomiczny. Delegat Johan Calgari – późniejszy król Wurstlandii – apelował do Sekretarza Generalnego OPM o  powołanie specjalnej komisji śledczej, której zadaniem miałoby być wykazanie, że wulgarna i pieniacka postawa Vilandera stanowi jednak wyjątek od reguły i w żadnym stopniu nie odzwierciedla stanowiska obywateli Królestwa.

Z kolei w grudniu 2012 r. użytkownicy Forum Mikronacji byli świadkami osobliwej wymiany między uwag krewkim Ludwikiem Bourbonem – kolejnym, ostatnim już królem Wurstlandii – a Markusem Vilanderem. Bourbon publicznie oskarżył tego ostatniego o spowodowanie upadku państwa. „Nikt nie wytrzyma w organizacji z uczestnictwem dobrowolnym, w której jeden szczekacz bezpodstawnie uważający się za jednostkę wybitną, zatruwa wszystkim życie oraz marginalizuje wg własnych osądów jednostki ludzkie. W dodatku szczekacz uważający się za pępek świata” – przekonywał Bourbon. Vilander oskarżył wówczas Bourbona o nadużywanie alkoholu.

Dużo mniej przyjemna była rozprawa Vilandera ze swoimi rodakami cztery lata później, w odrodzonym Królestwie Wurstlandii, gdzie ostatecznie skazano go na ścięcie i porąbanie.

Pięć artykułów na dobę

W 2013 roku Markus Vilander został Pawłem Zanikiem i pod takim właśnie nazwiskiem zapisał się w pamięci większości mikronautów. W ciągu kilku kolejnych lat po upadku Wurstlandii Arkadiusz K. bezskutecznie szukał dla siebie nowego miejsca, ocierając się m. in. o Trizondal, Dreamland, Sarmację, Republikę Palmową, Bialenią, Kugarię i pewnie w jeszcze w kilku innych miejscach. Szukał miejsc żywych, dynamicznych, z odpowiednio liczną publiką. Zwykle zaczynał od spraw najbardziej oczywistych: punktował biurokrację, krytykował nadmiar legislacji, arbitralność decydentów, wszechwładzę moderatorów. Wszędzie czuł się uciskany, wszędzie wieszczył rychły koniec państwa.

To właśnie wówczas pojawiły się kolejne wcielenia Vilandera: Skompromitowany Herezjasz, Richard Serton, Acondicionado Cerebro, Walery Śniady, Gepetto z Barwaldu, Winicjusz Stary, Mauryś Wandal, Kokochu. Bez względu na czas i miejsce, scenariusz wydarzeń był jednakowy: karczemna awantura, brutalny konflikt z użytkownikami forum i błyskawicznie wymierzana kara banicji.

Upokorzony troll szukał pokrzepienia w autorskiej publicystyce. Na łamach „Królewskich Indagacji” (2013), „Atomicznego Wizjonera” (2013-2014), „Mikroba Złocistego” (2015), „Grillgerat Zeitung” (2016), „Gwiazdki Wygwiazdkowanej” (2016) opublikował łącznie ponad 250 artykułów o łącznej objętości przekraczającej 70 stron znormalizowanego maszynopisu. To średniej objętości praca magisterska na typowym kierunku humanistycznym. Byłoby tego zresztą znacznie, znacznie więcej, gdyby ten fakt, że blogi Arkadiusza K. szybko z Planety zrzucano. Czasem już po tygodniu.

Schemat działania jest jednakowy: w pierwszej kolejności na celowniku furiata znajdują się moderatorzy forów dyskusyjnych oraz przedstawicieli lokalnych władz i wymiaru sprawiedliwości. Troll odreagowuje doznane krzywdy. W dalszej kolejności akt prywatnej zemsty obejmuje coraz szersze kręgi osób, które miały pecha stanąć na jego drodze. W końcowej fazie troll komentuje dosłownie każdy ruch w życiu publicznym mikroświata, w tym kolejne publikacje prasowe. A potem dostaje czapę. Po kilku miesiącach sekwencja się powtarza.

Rzeczywistość alternatywna

Arkadiusz K. wierzy w świat, który opisuje.

Pozbawiony dystansu do komentowanej rzeczywistości, bierze ją na serio i czyta na poziomie dosłownym, nierzadko potykając się o własne nogi i niską kompetencję językową – jak przed pięcioma laty, gdy nie rozumiejąc znaczenia słowa „empatia”, o którą apelował jeden z poczciwych rozmówców, zinterpretował je jako słowo obraźliwe. Nie stoi jednak w miejscu, rozwija się, sporo czyta. Wie i rozumie coraz więcej. Filozofii działania jednak nie zmodyfikował. Najpierw bije, potem pyta. W jakimś sensie stanowi spotworniałą wersję Gastona de Senancoura. Wspólny jest tu socjopatyczny genotyp. Ten drugi nie powiedział jeszcze ostatniego słowa, ten pierwszy – został już zakneblowany.

Trollowanie Zanika ma charakter modelowy – stanowi wręcz jego przykład książkowy. Megalomańsko usposobiony wariat chętnie przedstawia siebie jako ofiarę (moderatorów, współdyskutantów, systemu), demonstracyjnie wyśmiewa i łamie zastane reguły, obsesyjnie tropi wszelkie – na ogół wydumane – przejawy szeroko pojętego lewactwa, pozostaje niewolnikiem uporczywej poetyki analno-fekalnej, atakuje, poniża, upokarza, zasypuje wulgaryzmami. Jeszcze częściej jednak wystawia się na śmieszność. W swojej mikronacyjnej aktywności domaga się podmiotowego traktowania i uszanowania cudzej indywidualności, choć sam traktuje swoje ofiary przedmiotowo, bez poszanowania ich godności i prawa do własnego zdania.

„To jacyś złośliwcy mnie szkalują”

Psychopatyczne cechy trolla – w tym również te pozytywne: upór, pewność siebie, koncentracja na celu, bezkompromisowość – zjednały mu pewną liczbę sympatyków. Nie jest to może materiał na lojalny fanklub, ale tu i ówdzie pojawiają się głosy rzeczników „resocjalizacji” Zanika. W Królestwie Dreamlandu dyskutowano o idei „rezerwatu”, czy też „strefy krwawej wolności”, gdzie rozgorączkowany gość mógłby w sposób nieskrępowany rozwijać swoją narrację.

 „A nie można by tak wytyczyć w ramach naszego forum kilku działów zastrzeżonych dla pierwszego sortu, zaś z całej reszty utworzyć specjalną Strefę Krwawej Wolności w formie wybiegu dla radosnych pojebańców ze swastykami na czole? Tak jak Bialeńczycy dali rezerwat Hasselandczykom (niestety dali się skolonizować w wyniku mieszania ras). Zróbmy sobie Dreamland dwóch prędkości, dostosowanych do wrażliwości i preferowanego języka uczestników” – apelował Angus Kaufman. „Proponuję utworzyć rezerwat dla Karbiego w formie osobnego działu w ramach skytyjskiego subforum. Nasz najcenniejszy okaz mógłby się tam realizować i komunikować ze światem zewnętrznym” – wtórował mu Torkan Ingawaar. Zdecydowana większość preferuje jednak podtrzymanie dotychczasowego „zakazu zbliżania”.

„Nie ma konieczności czytania jego artykułów” – tłumaczył swego czasu Prezerwatyw Tradycja Radziecki, gdy sprawa blogów Arkadiusza K. po raz pierwszy stanęła na międzynarodowej wokandzie. „Zdecydowanie jestem przeciwnym wprowadzaniu cenzury prewencyjnej – tego typu propozycje są jedynie oznaką bezsilności proponentów, którzy nie potrafią sobie poradzić z tym, że ktoś ich bezpodstawnie i po chamsku krytykuje”. Sam troll również zabrał głos we własnej obronie: „Jest mi przykro, że ponownie jacyś złośliwcy wysłali do Państwa jakieś dziwne sygnały dotyczące przekraczania granic. Niech wskażą konkretnie, co według nich przekracza granice”.

Otóż to. Granice. Pojęcie, które w 2016 roku wyszło z użycia.

8 komentarzy do " Gollum. Człowiek Roku 2016 "

  1. Kawowy napisał(a):

    Poświęćmy minutę, by wspomnieć Królestwo Wurstlandii z 2011 roku, będące wówczas areną walki służb wywiadowczych wielu państw.

    Skąd informacje, że PZ jest Wielkopolaninem?

  2. PinkGuy napisał(a):

    Arkadiuszu Robercie Karbiaku — zluzujcie poślady, Towarzyszu.

  3. Roman napisał(a):

    Obecnie pan Arkadiusz mieszka najprawdopodobniej w angielskiej miejscowości Banbury, tam gdzie żyje jego brat Jarosław. I na pewno kiedyś był nauczycielem w poznańskim Mobile English. Zawsze można napisać do brata pana Arka na Facebooku żeby go naprostował. Albo do znajomych z zapytaniem co to za furiat.

  4. Pavel Svoboda napisał(a):

    Serce się kraje czytając ten biogram. Ten komentarz o trudności z rodzieleniem świata realnego i wirtualnego prawdopodobnie wyjawia najwięcej. Słowo „wariat” staje się niepoprawnym politycznie określeniem człowieka, który prawdopodobnie boryka się z bardzo realnymi problemami zdrowia psychicznego. Mimo wszystko wysyłam mu ciepłe myśli. Zdrowia!

  5. Edward II napisał(a):

    Minęła doba, w trakcie której p. Arkadiusz mógł merytorycznie ustosunkować się do treści artykułu. Zdecydował się, zgodnie z przewidywaniami, na posty o tamponach. Wszystkie wrzaski rozsierdzonego makaka trafiły do redakcyjnego kompostownika.

  6. Celebrytka napisał(a):

    Jej… Okazuje sie ze mam zdjecie z czlowiekiem roku. Czy to znaczy ze tez jestem slawna? :D

  7. Karakachanow Sr napisał(a):

    Towarzysze, czyż nie ładniej byłoby jednak konsekwetnie wykropkować wszystkie miejsca z nazwiskiem do K.? W tym momencie jest jeszcze jedno w tekście i jedno w komentarzach.

Dodaj komentarz

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.



Copyright © 2012-2014 KURIER – Mikronacyjny Serwis Prasowy. All rights reserved.
Designed by Theme Junkie. Powered by WordPress.