Jesteś tutaj: Home // Idee i polemiki, Ludzie Roku // Katechoni i podpalacze. Ludzie Roku 2016

Katechoni i podpalacze. Ludzie Roku 2016

Rok 2016 niewątpliwie miał wielu bohaterów. Redakcja „Kuriera” wybrała dziesiątkę mikronautów, która w naszym odczuciu wywarła najsilniejszy wpływ na kształt polskiego mikroświata. W tym gronie znajdziemy monarchów, prezydentów, ale również zwykłych obywateli, którzy w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy zdołali najmocniej namieszać w garnku. To oni inspirowali, ustalali agendę i hierarchię problemów, ratowali wspólnotę, dbali o to, by „się działo”, a czasem po prostu mimowolnie dostarczali rozrywki lub stali się bohaterami skandalu. To również o nich najczęściej dyskutowaliśmy. Kto zatem w ubiegłym roku „robił różnicę”?

Sebastian January / Elekcyjny król Rzeczpospolitej Obojga Narodów (2015-2016)

Rok w Rzeczpospolitej Obojga Narodów upłynął w blasku dwóch kadencji JKM Sebastiana Januarego. Sympatyczny, dystansujący się od wszelkich sporów, nie zapominający jednak o swojej roli jako monarchy, nadanej mu dwukrotnie przez szlachtę. Mimo tego, że życie nad Wisłą jest zdecydowanie spokojniejsze niż w największych państwach tego świata, nie było ono nudne – szlachcice mieli więcej okazji do odgrywania swoich ról, zwłaszcza na polu walki podczas gier wojennych. A gdy upłynął czas jego kadencji, Sebastian January pokornie wrócił do starych personaliów. Sebastian von Tauer teraz według forumowej sygnatury jest tylko wojewodą inowrocławskim i Podkomorzym Wielkim. Ani słowa o przeszłych już zaszczytach. Było, minęło. Jest w tym pewna skromność, ale też i coś, czego się boją przeciwnicy kadencyjności monarchii w Księstwie Sarmacji.

(KvL)

Prezerwatyw Tradycja Radziecki / lider Komunistycznej Partii Dreamlandu

Skutecznie odcisnął swój ślad w kolejnej społeczności – jak niegdyś w Sarmacji, Wandystanie i Surmenii – tym razem biorąc aktywny udział w odrodzeniu dreamlandzkiego Feniksa. Bez frenetycznego lorda Radzieckiego Komunistyczna Partia Dreamlandu nie miałaby racji bytu, a augustianie nie znaleźliby nigdzie lepszego i wytrwalszego przeciwnika w debatach politycznych. Nie znosi zadęcia, przejawy pychy tępi i punktuje, i nigdy nie daje się zepchnąć do narożnika. Heroldia, nowe herby, inicjatywy polityczne, merytoryczna aktywność na forum – konsekwentne zaangażowanie Radzieckiego wskazuje na to, że bez problemu odnalazł się w nowych realiach. Odnotować należy także jego tryumf ideologiczny: najtwardszy lewicowiec wirtuala zainstalował się jako Premier na gruzach Scholandii – mateczniku poczciwego monarchofaszyzmu – która przez lata gościła mikronacyjną konserwę. Wirtualne życie bywa ironiczne, a towarzysz Radziecki niezniszczalny.

(KvL)

Robert Janusz von Thorn / kanclerz Księstwa Sarmacji

W 2016 wicehrabia von Thorn, rozbujawszy się, dał upust swojej – zdawałoby się – nieskończonej kreatywności, ambicji i – jak to sam lubi określać – syndromowi ADHD. Był wszędzie: w Mikronacyjnej Unii Piłkarskiej; na Uniwersytecie Królewskim; w każdym wątku o Sarmacji, który pojawił się gdziekolwiek za granicą; a przede wszystkim trzykrotnie w gabinecie szefa Rady Ministrów. Polityk z krwi i kości, we wszystkich tego słowa znaczeniach, co nie przysparza mu popularności. Charyzmatyczny, emocjonalny, nie patyczkuje się z dyskutantami i często na leśną polanę sporu wytacza armaty. Jego zachowanie budzi wiele emocji i zarzutów, ale mimo tego (a może głównie dzięki temu),  wicehrabia von Thorn stanowił w tym roku połowę aktywności Księstwa i jego twarz poza Grodziskiem. Zrealizowawszy reformę parlamentaryzmu sarmackiego, udowodnił, że jego wizja to nie tylko długie artykuły, ale także i praktyka. A, jak wiadomo, pasja i wizja wymagają czasami ofiar. Nierzadko krwawych.

(KvL)

Hadi Hoza Mahmudigos / archont Demokracji Surmeńskiej

Absolutne objawienie ubiegłego roku. Imam z Kukrii, czyli właściwie znikąd, przebojem zdobył scenę publiczną nobliwej Demokracji Surmeńskiej, która wciąż walczy z demograficznymi konsekwencjami afery klonowej. Zapalony lingwista, pacyfista z natury, sprawny retor. Promotor idei generalnej abolicji. W tej chwili bodaj najsprawniejszy dyplomata polskiego mikroświata. Dlaczego więc akurat wyludniona Surmenia? W większej mikronacji bez wątpienia odgrywałby pierwszoplanowe skrzypce, nie skazując się przy tym na frustrację i otępiającą nudę państwa pozbawionego obywateli, generała bez wojska, nauczyciela bez uczniów. Na czele surmeńskiego rządu stanął w kwietniu ubiegłego roku, by z marszu zmierzyć się ze skutkami czkawki po ekstrawaganckim Mikisigosie i jego kilkunastu klonach, wyłapanych i wyrzuconych z kraju wyrokiem Geruzji. W czerwcu musiał chwycić za lejce i wprowadził stan wyjątkowy. „Mikroświatowy kryzys może rażąco i trwale zredukować liczbę aktywnych obywateli, jednak nigdy nie zniszczy naszego Narodu, naszego Państwa i naszego surmeńskiego Ducha”, deklarował na forum. „Surmenia nie podzieli losu Al Rajnu oraz La Palmy. Demokracja pozostanie niepodległa, niepodzielna, nieskazitelna i nieugięta”. Mahmudigos jest dziś kimś w rodzaju Napoleona, który nigdy nie opuścił Korsyki. Kandydat na katechona. Oby dał radę.

(E2)

Gaston de Senancour / dreamlandzki parlamentarzysta, lider Frakcji Radykalnej

Najciekawszy nabytek tego roku w Dreamlandzie. Stuknęło mu już tysiąc postów na forum, a niedługo minie okrągły rok od jego pojawienia się w mikronacjach. Solidnie odrobiwszy swoją lekcję z historii i współczesności mikronacyjnej, szybko odnalazł się w dyskusjach na forum, polemizując z każdym i na każdy temat. Twarde poglądy są charakterystyczne dla większości nowych mikronautów, jednak de Senancour wraz z upływem czasu wcale nie zmiękł. Wręcz przeciwnie – jak to ujęto w innym miejscu, przeżył metamorfozę godną świętego Pawła z Tarsu. „Tylko że w drugą stronę.” Ewangelizując mikroświat podług swojej wizji, wbrew woli swoich rodaków stał się twarzą dreamlandzkiej polityki zagranicznej. Twarzą raczej mało urodziwą, temperamentną i nazbyt szczerą. Jego osobliwy konserwatyzm i podejście do relacji między światem realnym a wirtualnym odbiły się także na jego stosunkach z krajanami – działanie przeciwko „spedaleniu” Królestwa nie przydało mu popularności. Coraz bardziej osamotniony w swoich słowach i uczynkach, był bliski rezygnacji ze swojej mikronacyjnej misji – zdaje się, że jednak nabrał werwy i w nowym roku wróci z jeszcze silniejszą artylerią. Taką determinację w mikronacjach spotyka się raz na parę lat. Coś jest w tym pięknego.

(KvL)

Siergiusz Asketil / były kanclerz Księstwa Sarmacji

Już wcześniej Siergiusz Asketil zdążył zademonstrować swój zadziorny charakter. Brutalna szczerość w parze z inteligencją niejednokrotnie przydała mu przeciwników w Sarmacji. W tym roku postawił na fajerwerki. W ogniu. Po długich latach budowania reputacji nadeszła pora na ekscytujący finał, który na długo pozostanie w pamięci mikronautów. Zaczęło się niepozornie: krótki urlop, potem kilka stanowisk, aż w końcu partia Asketila zdobyła większość w sarmackim Sejmie, a sam hrabia został Kanclerzem. Wystarczyło spięcie między Dworem Książęcym a Baridasar Partiax, aby w dreamlandzkim Sarmacie obudził się wewnętrzny ognik destrukcji. Kulminacja nastąpiła, gdy złożony na ołtarzu sprawy Kanclerz został zmuszony do dymisji – wówczas rozpętał piekło pod tytułem „abdykacja albo wojna”, otwarcie występując przeciwko Księciu. Szybko ukrócone, wywołało jednak pewne wrażenie i rozpoczęło trwający do dzisiaj ostry podział ideologiczny w Księstwie. A sam Asketil, gdy emocje już opadły, zajrzał na chwilę do swojej wirtualnej ojczyzny – Dreamlandu. Po cichu jednak chyba wraca do Księstwa, tu i ówdzie ćwirkując. Z obywatelstwa nie zrezygnował.

(KvL)

Andrzej Swarzewski / prezydent Republiki Bialeńskiej

 „Swarzewski to taki typ, który nawet gdy nic nie robi, robi bardzo dużo” – zapewnia mnie jeden z pragnących zachować anonimowość obywateli Republiki.  Nie mam powodów, by mu nie wierzyć. To już nie jest do końca ten sam mikronauta, którym był w drugiej połowie 2014 roku, gdy trafił do galerii osobliwości „Kuriera”. Wówczas Swarzewski władny był przenosić góry i zmieniać bieg rzek, dzisiaj to już raczej uosobienie i gwarancja „zrównoważonego rozwoju”, późny Gomułka ludowej republiki. Jego prezydentura przejawia się – jak mówi nam Hewret Faradobus – „przede wszystkim spokojem i opanowaniem”. „O ile on sam próbuje wykazać inicjatywę i pobudzić aktywność w Republice, o tyle brakuje inicjatyw i impulsów na polu kulturalnym albo medialnym, które mogłyby zaktywizować te dwie, dosyć ważne, sfery życia społecznego Republiki Bialeńskiej” – wyjaśnia Faradobus. „Swarzewski nie odgrywa obecnie większej roli w Bialenii; cieszy się pewnym szacunkiem i uszanowaniem, jednakże nie ma takiej siły przebicia, jaką miał 3 lata temu”. Trudno wyobrazić sobie współczesny mikroświat bez Republiki Bialeńskiej – prawdopodobnie najbardziej dynamicznego państwa polskiego internetu. Równie trudno wyobrazić sobie Bialenię bez Andrzeja Swarzewskiego, który w gronie „Ludzi Roku” reprezentuje generację aktywnych Bialeńczyków o globalnej rozpoznawalności: Macieja Kamińskiego, Alberta de Medici, Hewreta Faradobusa czy Fredericka M. Hufflepuffa.

(E2)

Said al Falim / Sułtan Federacji Al Rajn

Do końca marca ubiegłego roku Federacja Al Rajn brylowała w rankingach demograficznych. Zasłużenie, wszak w ostatnich wyborach parlamentarnych, o jakich zdążyliśmy usłyszeć przed wybuchem afery, wzięło udział 79 osób na 84 uprawnionych. W realich polskiego mikroświata to jakiś miliard ludzi. Ludzi, którzy na dokładkę robili hałas, bo niemal każdy z nich mógł poszczycić się kilkoma setkmi, jeśli nie tysiącami postów. W lidze piłkarskiej ponad 50 zespołów. W parlamencie blisko 10 kobiet. Na forum burdy i walki „lewaków” z „prawakami”. Niepokój budził jedynie fakt, że z grona setki mieszkańców właściwie nikt, poza sułtanem i dwójką współpracowników, nie wychylał nosa poza granice, a wspomniane dyskusje polityczne polegały na przerzucaniu się jednozdaniowymi komunikatami. Wszystko stało się jasne w marcu, gdy sarmackie kierownictwo Mikroświatowej Unii Piłkarskiej dokonało weryfikacji adresów IP, z których logowała się piątka delegatów Federacji Al Rajn. Wszystkie nitki wiodły do jednego człowieka: sułtana Saida al Falima. Ruszyła lawina: międzynarodowe śledztwo, publikacje prasowe, forumowe loże szyderców, które domagały się krwi. Gdy już wydawało się, że al Falim wyjdzie z opresji obronną ręką, wyrzucając z kraju wszelki wrogi element i wyciszając niewygodne pytania, państwo dosłownie zniknęło z radarów. Wiemy, że proceder klonowania na masową skalę (prawdopodobnie 2-3 osoby stały za ponad kilkudziesięcioma klonam) trwał od 2009 roku. Sam Sułtan posiadał w kraju trudną do zweryfikowania liczbę dodatkowych kont, za pomocą których wpływał na kształt sceny politycznej, wyniki wyborów parlamentarnych i skład kolejnych rządów: w niektórych gabinetach posiadał co najmniej dwa klony. Zwykle były to teki kluczowe: spraw zagranicznych, sprawiedliwości lub fotel premiera. Sułtan równie chętnie tworzył konta żeńskie – nawet w obrębie dziewiątki klonów wykrytych na forum MUP aż trzy należą do kobiet. Nie poznaliśmy odpowiedzi na jedno pytanie: czy Sułtan klonował sam, czy miał współpracowników?

(E2)

Daniel von Witt / były Premier Dreamlandu, lider Klubu Politycznego św. Augustyna

Udając się na jeden z urlopów w tym roku, stwierdził, że po raz pierwszy opuszcza Królestwo na parę dni bez strachu, co zastanie po powrocie. W Dreamlandzie pojawił się cztery lata temu. Osiem tysięcy postów i niezliczoną liczbę inicjatyw później samotny żołnierz opuszczonych Królestw doczekał się największej nagrody za swój trud – odrodzenia. W tym roku piastowanie po raz enty stanowiska Premiera musiało mieć dla niego szczególny smak – tak jak zresztą i cała aktywność. Nie spoczął jednak na laurach. Niezliczone godziny spędzone na kreowaniu wizerunku KPA, kłótniach z reprezentantami KPD, rozdawaniu zadań w Królestwie Elderlandu i Unii Saudadzkiej oraz pracy nad licznymi inicjatywami zaowocowały wprawdzie mniejszą odpornością na krytykę i kilkoma pikantnymi wypowiedziami, ale nikt nie jest perfekcyjny. Idealnym za to ukoronowaniem nie tylko 2016 roku, ale i całokształtu życia mikronacyjnego Daniela von Witta jest tytuł arcyksiążęcy nadany mu przez JKM Edwarda II – kto wie, czy nie zarobiony najszybciej w historii Królestwa. Ale z drugiej strony, bez niego prawdopodobnie nie byłoby czego w tym roku odradzać.

(KvL)

Piotr Paweł I / król Hasselandu

To był dobry rok dla patriarchy. Odpokutował Morthensena, przyznał się do Zermatta. Po raz kolejny ocalił Hasseland. Przed czym konkretnie? A czy to ważne? Przeszło piętnaście lat nieprzerwanej obecności w mikroświecie. Kustosz pamięci narodowej i jednoosobowy wehikuł hasselandzkości. Autorytet dla kolejnych pokoleń mikronautów, którzy widzą w nim jeśli nie bohatera naszych czasów, to przynajmniej człowieka, który nie śpi, bo trzyma szafę. Chyba niesłusznie – a na pewno przedwcześnie – odsyłany do mikronacyjnego lamusa, wciąż aktywny, wciąż roztacza magnetyczny urok stulatka, choć przecież nie brak mu werwy, temperamentu, pomysłów. W trakcie mariażu z Bialenią oskarżany o wszystko, o co można oskarżyć polityka dużego formatu: był więc sponsorowanym przez Sorosa masonem, członkiem grupy Bilderberg, który nieustannie obmyśla demoniczny plan podporządkowania sobie Republiki. Sympatyczny tato jeszcze bardziej sympatycznego Eddarda. Człowiek, bez którego mikroświat straciłby bardzo dużo. Oby pozostał z nami jak najdłużej.

(E2)

(wyboru dokonali: Karolina von Lichtenstein, Edward II)

2 komentarze do " Katechoni i podpalacze. Ludzie Roku 2016 "

  1. Kawowy napisał(a):

    Karo! Bój się Wandy. Wróciłaś?



Copyright © 2012-2014 KURIER – Mikronacyjny Serwis Prasowy. All rights reserved.
Designed by Theme Junkie. Powered by WordPress.