Jesteś tutaj: Home // Dreamland, Wywiad // A. de la Ciprofloksja: „Lubię dobrą rozróbę”

A. de la Ciprofloksja: „Lubię dobrą rozróbę”

Prezes Sądu Królestwa: „Należy posporzątać po niedobrej zmianie”

Stary mikronacyjny wyga kandyduje na Premiera. Druga – a nawet trzecia – młodość?

[Aluś de la Ciprofloksja] Przecież wszyscy wiedzą, że mikroświatem rządzi stara klika i wszystko ustalamy przy zielonym stoliczku. [Poprawia się na chodziku.] Notabene, bardzo dobre ciasto ostatnio przyniosła Wasza Królewska Wysokość na naszą nasiadówkę w klubie seniora. Lubię szarlotkę.

Zdradzę Ci sekret – to ciasto przyniosłam dla siebie. To, że Wasza Ekscelencja je lubi, odkryłam dopiero, gdy znikła połowa blaszki… No ale to co się dzieje w Klubie Seniora, niech zostanie za drzwiami tego szacownego mikronacyjnego grona. No dobrze, to co z tym byciem Premierem? Jeszcze jakiś rok temu podczas rozmowy prywatnej narzekałeś, że w zasadzie mikronacje Cię nudzą i tylko okazywanie sympatii kibicowskich trzyma Was przy życiu przez v. [Siorbanie herbatki w tle. Cichy szept. „Życie przez v to taka fajna książka była. Biografia Edwarda Artura napisana przez Jazłowieckiego. Darmowe egzemplarze dostępne w piwnicach Ekorre.”]

Im dłużej człowiek żyje w v-świecie tym mniej mu się chce. Tu można nakreślić analogię pomiędzy v-życiem a życiem realnym. Ja w mikronacjach jestem obecny już 11 lat. Przeliczając to na lata realne, jestem już staruszkiem. Możliwe zatem, że obecne działania władzy wykonawczej, rozumianej szeroko, stanowiły jakiś impuls do podjęcia rękawicy. Z tego punktu widzenia obecnie urzędującemu premierowi udało się wykrzesać jakąś aktywność z mojej strony. Należy jednakże potępić przyjętą przez niego metodę jako absolutnie niezgodną z ideą państwa.

Chamberlain sam dopytywał na forum wszystkich, czy „czują już tę moc”. Chyba zbiorowe opętanie przywróciło wszystkim trzecią młodość. Ty, Jezus Ipanienko pod Pałacem, Mat Max von Salvepol zadający publicznie pytania, Sted Asketil wyrzekający się rodziny… Może jednak cel uświęca środki? Nawet skarlandzka telewizja nie wymyśliłaby lepszego dramatu.

Nigdy człowiek nie powinien być środkiem do celu. Powinien być zawsze celem. Nawet tak wkurwiająca postać jak Daniel von Witt.

To może od początku. Dlaczego Daniel von Witt jest wkurzający?

Ponieważ wszelka rozmowa z nim jest niecelowa. Gdy przedstawi się mu własny pogląd, to on w odpowiedzi nie odniesie się w ogóle do przywoływanych argumentów. Jest to co najmniej frustrujące. Można odnieść wrażenie, że gdzieś pomiędzy napisaniem komunikatu a jego odczytaniem dochodzi do zakłóceń na łączach i Daniel czyta coś innego.

Gdy panowałam, co najmniej kilkanaście różnych osób postulowało po kątach ekorrskiego pałacu, że Witt powinien zostać wydalony z kraju. Ba, dwie sprowadziły się nawet do zaszantażowania mnie, że „albo ja, albo on”. Z przykrością je pożegnałam. Nie rozumiałam nigdy tego fenomenu antywittyzmu. Mikronacje są pełne różnych osób o naprawdę różnorodnych charakterach. Monolit byłby nudny.

Pisałem o tym na forum. Osobiście chętnie zobaczyłbym Daniela na mikronacyjnym stryczku na placu na Tauzenie. Sprzedawałbym bilety na to widowisku i osobiście wykopał mu spod nóg taboret. Ale to jest to, czego chce Aluś de la Ciprofloksja jako osoba prywatna. Jako obywatel uważam, że źle się dzieje, gdy władza wycina ludzi według uznaniowych kryteriów stosując do tego narzędzia niezgodnie z ich duchem. Trzeba przypomnieć, że status persona non grata pierwotnie służył wydalaniu nieprzyjaznych nam dyplomatów. Tutaj wydalono obywatela, którego chwilę wcześniej na potrzeby bieżącej polityki uczyniono głową innego państwa. W tym rozumowaniu tkwi jeszcze inna wada. JKM Alfred abdykował na rzecz Daniela von Witta, nie pytając go o zdanie. Sam Daniel von Witt nie odniósł się do tego nieoczekiwanego prezentu, nie dając nawet do zrozumienia, że go przyjmuje.

Widocznie, wbrew oczekiwaniom wielu osób, JKM Daniel von Witt nie przepada jednak za koronami tego świata. Niemniej, Elderland odkopuje się z czeluści backupów, niepodległa Monderia radośnie buduje się na Orientyce, a w Dreamlandzie mamy — dość nieoczekiwanie — dwóch kandydatów na Premiera. Załóżmy, że Aluś de la Ciprofloksja wygra wybory. Co dalej? Jaka gwarancja, że się nie znudzi? Będzie Premier-Kibol?

Zacznijmy od tego, że kibol to paskudne określenie. Preferuję słowo „fanatyk”. A odnosząc się do pytania. Nie ma żadnej gwarancji. Nie będę wciskać ludziom, że nagle w moim życiu nie wydarzą się rzeczy, które spowodują, że stracę czas albo zapał na działanie dla Dreamlandu. Jedyne, co mogę zgodnie z prawdą powiedzieć, że obecnie widzę możliwość bycia premierem i realizacji zapowiadanej polityki. Mogę obiecać, że gdy ten stan rzeczy ulegnie zmianie, to nie będę przeciągał swojej agonii na tym stanowisku i niezwłocznie zrezygnuję.

Szczerze mówiąc? Mam dojmujące wrażenie, że gdyby Chamberlain nie zaczął sięgać niebios ze swoimi cygarami, to prawdopodobnie kandydatów na stanowisko Premiera nie byłoby w ogóle. Już teraz, parę minut po awanturze, nie ma już nowych postów na forum. Krótkie oświadczenie Premiera Rządu Królewskiego o dymisji i poddaniu się odpowiedzialności wstrzymało praktycznie aktywność. To prowadzi do pewnego sceptycyzmu. Premier dał nam poryw aktywności. Ale czy go porządnie wykorzystamy?

Wasza Królewska Wysokość nie docenia Dreamlandu i jego pewnej bezwładności w działaniu. Ostatecznie mamy środek tygodnia i porę raczej wieczorną. Ale nie to w tej sprawie jest najistotniejsze. Pragnę zwrócić uwagę na oświadczenia najpierw JKM Alfreda, a później premiera Chamberlaina. Nie jest przypadkiem, że najpierw JKM odciął się od działań swojego premiera, zaś później sam premier z nich się wycofał i podał do dymisji. Nie sposób nie odnieść wrażenia, że JKM Alfred zrobił sobie z premiera zderzak.

Sugerujesz, że nasz sympatyczny hrabia Chamberlain został kozłem ofiarnym, i to z własnej woli?

W obecnej sytuacji lepiej było poświęcić premiera, który i tak niedługo miał przestać nim być, by ocalić wątpliwy w chwili obecnej prestiż Korony. Nie wydaje mi się, by ta teza była szczególnie kontrowersyjna.

Ja jednak wierzę w szlachetność intencji Chamberlaina. Ale odsuńmy to na bok. Jest szansa na rozwinięcie Twojego programu elekcyjnego? W tej chwili jest bardzo krótki i zwięzły. Rodzą Ci się w głowie jakieś konkretne pomysły na to, co dalej?

Po pierwsze, należy posprzątać po tej raczej niedobrej zmianie, jaką funduje nam tandem JKM Alfred-Chamberlain. Oczywiście, najbardziej palący problem w postaci cofnięcia statusu persona non grata odpadł. Niemniej potrzebne jest takie ukształtowanie ustroju państwa, by zwiększyć kontrolę nad poczynianami władzy i przenieść akcenty tak, by większe uprawnienie przysługiwały tym organom, które podlegają jakiejkolwiek kontroli. W chwili obecnej jest to dopiero wizja. Ciężko zatem mówić o konkretnych rozwiązaniach.

Dobra wizja nie jest zła. Nie da się ukryć, że w tym momencie w mikroświecie jednak brakuje wizjonerów. Co jednak z doraźnymi działaniami pobudzającymi do aktywności? Chamberlain twierdził, że pisał do dziesięciu osób z prośbą o pomoc w sprawie rocznicy…

Ja to mam jednak pecha. Zawsze, gdy do większego grona się ktoś zwraca prywatnie, to mnie to omija.

Szarlotki na pocieszenie? Słuchaj, no tak naprawdę u progu tej trzeciej dekady faktycznie wypadałoby to jakoś lepiej celebrować. Do końca roku jeszcze trochę zostało. Coś da radę zorganizować?

Chcesz świętować grubo po terminie? [śmiech]

Bez przesady. Od pierwszego sierpnia mija zaledwie siedem dni. A świętować można cały 2018 rok. I nie zapominajmy o poprawinach!

Zakładając drugą turę, to jednak trochę potrwa, zanim wybierzemy premiera. Co więcej, moim priorytetem jest posprzątanie po tandemie JKM Alfred-Chamberlain. Myślę, że powrót do Dreamlandu opisanego nie tak dawno przez Edwarda I to najlepszy sposób uczczenia jego 20. rocznicy istnienia.

Jest to jakiś program. Ogółem – obchodzimy w tym roku nie tylko XX-lecie Dreamlandu, ale i ruchu mikronacyjnego. Jakbyś podsumował stan tego ruchu u progu trzeciej dekady?

Jestem w mikroświecie od początku 2007 roku. Porównując tamte czasy z obecnymi, widać, że nastąpiło znaczące obniżenie aktywności ruchu mikronacyjnego. Nie było to jednak tąpnięcie, ale powolny zjazd z równi pochyłej. Co zabawne, gdy dołączyłem do mikronacji, to już wówczas można było usłyszeć defetystyczne wizje upadku mikronacji i ich stopniowego wyludnienia. Być może coś w tym odwrotnym maltuzjanizmie jest na rzeczy.

Czyli jest katastroficznie, będzie jeszcze gorzej. Optymistycznie. Nie będzie żadnego drugiego Khanda z nową Złotą Wolnością, który wniesie do mikronacji nową wizję? Piotr II Grzegorz przepowiadał, że byłby w stanie stworzyć państwo z nawet 10 tysiącami obywateli.

Nie wiem. Przewidywanie to trudna sztuka. Zwłaszcza, gdy dotyczy przyszłości. Ale z chęcią zobaczyłbym to państwo z 10 tysiącami obywateli. Nie chcę być złośliwy, ale wszyscy którzy znają Khanda wiedzą, że to człowiek co najmniej specyficzny. Chociaż prywatnie go lubię.

Pamiętam, że od momentu, gdy przeczytałam pierwszy raz o tej wizji, byłam sceptyczna. To brzmi… Owszem, wygląda dobrze. Byłoby zapewne ciekawie. Ale czy nie jest jednocześnie tak, że niszowość mikronacji to jednocześnie ich największa zaleta?

Ta wizja była całkiem udana. Niestety, z uwagi na focha, jakiego zarzucił twórca tego systemu, nie doszło do tego, co mój v-ojciec przewidział, czyli wypalenie się każdego systemu. W istocie tzw. Złota Wolność była systemem inflacyjnym, gdzie zdobywało się coraz więcej i więcej gotówki, którą następnie ładowało się w dalszy rozwój. Można to przyrównać do narkomana, który musi zwiększać dawki heroiny, by było fajnie. Odnosząc się zaś do drugiego pytania. Myślę, że dobrze się dzieje, że w mikronacjach statystycznie jest mniej cymbałów, niż w innych miejscach w internetach. A jeżeli już się trafiają, to są chociaż, z nielicznymi wyjątkami, kształceni. Nie wróżę jednak mikronacjom renesansu czy chociażby przyśpieszenia ich rozwoju. Mikronacje z założenia są projektem, który angażuje więcej, niż wysłanie SMS i kliknięcie myszką. Nie chcę tutaj zabrzmieć jak stary pierdziel, ale obserwując nowe pokolenie odnoszę przykre wrażenie, że to co nie jest gotowcem raczej nie zyska popularności.

A coś, co będzie gotowcem, będzie już chyba bliżej gry niż mikronacji [śmiech] O właśnie, bardzo ważne pytanie. CZY MIKRONACJE TO GRA?!

Pamiętam, jaki opór powszechnie budziło określenie mikronacji grą w czasach, gdy się v-narodziłem [śmiech] Z pewnością mikronacja to pewna forma rozrywki. Ale czy gra? Mają co prawda skodyfikowane zasady, jakkolwiek uczestnicy mogą je zgodnie, w trakcie samej zabawy, zmieniać. Wydaje mi się, że ten czynnik odróżnia mikronację od gry, gdzie zasady są skodyfikowane i raczej nie podlegają zmianom.

Pamiętasz Republikę Wirtualnego Świata? Gra, w której można było wykupywać ubrania SMS-ami premium, miała nawet swój parlament…

Pamiętam. Stamtąd pochodził zresztą naczelny narcyz mikroświata, ni(e)jaki Kryspin, notabene chyba Twój brat? Pamiętam jak mu przerwałem przemówienie… I jakiego focha potem załączył [śmiech]

Owszem, był w mojej rodzinie ale po pewnym zgrzycie to się zmieniło. Teraz to Kryspin van Buuren, i nawiasem mówiąc, od czasu do czasu zagląda do Dreamlandu. Jak to – przerwałeś przemówienie?

Podczas uroczystości rocznicowych w Sarmacji. Było długie, nudne i dęte. Więc jak już miałem dość, to zacząłem pisać: „Brawo! Wspaniałe przemówienie”. Wszyscy podchwycili owację. Ostatecznie opublikował te swoje wypociny w gmachu OPM, albowiem wówczas był szefem tejże instytucji.

Ups. No tak, nigdy nie byłeś zwolennikiem przemówieniowego monarchofaszyzmu. W przeciwieństwie do mnie. Zresztą, masz za sobą wiele w mikronacjach. Teraz jesteś głównie kojarzony z fanatyzmem piłkarskim, ale niegdyś miałeś np. dostęp do serwerów Sarmacji (co skończyło się przepiękną awanturą i drobną aferą dodrukową na boku). Całkiem sporo tworzyłeś i pisałeś swojego czasu. No i byłeś jedną z dwóch osób w historii Sarmacji, które zostały skazane przez sąd na karę zesłania do Trizondalu. Drugą była Polyna.

Naprawdę zesłano mnie do Trizondalu? [śmiech] A kompletnie tego nie pamiętam! Pamiętam aferę dodrukową. Co zabawne część z tych pieniędzy pozostała w obiegu i czekała na mnie u zaufanej postaci w Sarmacji. Jednakże z upływem czasu uznałem, że nie ma sensu dalej tej gotówki trzymać i została puszczona w obieg.

Tak. Twój wirtualny ojciec, Wojciech Hergemon, z kolei został skazany w 2009 na karę zesłania do ówczesnego Hrabstwa Gellonii. Dla Teutończyka musiała to być zgroza.

Pamiętam jak w kwietniu 2011 roku razem z nim animowaliśmy Ludobójstwo Szczyńskie. Wykorzystałem je wówczas do wykręcenia się od obecności na ćwiczeniach z prawa bankowego mówiąc prowadzącemu, że nie było mnie tydzień wcześniej, bo miałem razem z ojcem wypadek za granicą. Gdy prowadzący zapytał gdzie, to odrzekłem, że w Surmenii… [Huk spadania z krzesła. Na chwilę w pomieszczeniu zapada kamienna cisza. Za oknem wyją wilki. Intensywne spojrzenia.]

Afera dodrukowa. Milion libertów zostało wydrukowanych i puszczonych w obieg, aby następnie potem zaistnieć w nowym systemie. To nie jest jedyna z Twoich wielu mikronacyjnych awantur. Nie da się ukryć, że jednak wiele razy angażowałeś się w tego typu afery, czy też inne rozróby. Skąd takie, a nie inne działania? Co Tobą kierowało czy kieruje?

Ja po prostu lubię jak się coś dzieje. Lubię dobrą rozróbę. A czy to jest inba w mikronacjach, bo przejmujemy władzę w państwie trzeciego świata, czy razem z kolegami z Ruchu demolujemy stadion GKS… Chodzi o emocje i o to, że można zostać złapanym i ukaranym. To radosne oczekiwanie, czy uda się tym razem uniknąć konsekwencji. Wspólnota emocji i jedność w nienawiści…

Przypomnę jednak, że jesteś obecnie w Dreamlandzie Prezesem Sądu Najwyższego…

Dlatego też nieco ograniczyłem swoje inby w mikroświecie. [chwila wahania] A poza tym to nie my demolowaliśmy stadion. Na wyjeździe Ruchu w Tychach to te miejscowe głupki razem ze swoimi pasiastymi waflami i kolejorzem wyrywały krzesełka na własnym stadionie. Ja tylko stałem obok niebieskich, którzy palili flagę.

Jaki jest Twój stosunek do mikronacyjnego prawa? Ja zawsze odnosiłam wrażenie – jako osoba wybitnie nieobeznana ze sztuką prawniczą – że często sobie nadmiernie komplikujemy rzeczy w imię mitycznego Prawa przez duże P.

Myślę, że to może być związane ze swoistym kompleksem prawnika. Wielu legislatorów to niespełnieni prawnicy. Albo dopiero studiują ten kierunek, albo chcą go studiować, albo im nie wyszło. Jeżeli ktoś wykonuje taki zawód na co dzień, to nie szuka możliwości jego praktykowania także w mikronacjach. A przynajmniej nie tak intensywnie, jak wybitni legislatorzy. Prawo jednakże pełni rolę ściśle użytkową.

Z drugiej strony, zobaczmy wyrok sądu sarmackiego z 2011 roku. Zupełnie nie pamiętam, o co chodziło, ale sporo można z niego wywnioskować. „Nie ulega wątpliwości, że oskarżony w sposób bezpośredni i świadomy znieważył osobę oskarżyciela. Oskarżony, dla uzasadnienia swojego wystąpienia, posłużył się własną opinią, której nadał atrybut ekspertyzy. Konkluzją tego dokumentu było uznanie oskarżyciela za cierpiącego na debilizm. Nie można podzielić tego stanowiska zarówno ze względu na ewidentną niezgodność owej oceny ze stanem faktycznym, jak również z uwagi na brak waloru wiarygodności dokumentu, który bezsprzecznie wydany został bez stosownych uprawnień podmiotowych oskarżonego.” To była sprawa Ty versus inny Sarmata.

Sprawa z Suszkiem. Pamiętam to. Dzisiaj bym inaczej poprowadził swoją obronę. Ale w 2011 byłem, jak to był łaskawy zauważyć pewien książę-senior, studentem niższych lat prawa.

Czyli da się jednak połączyć wykonywanie prawa z ciśnięciem beki. Mówisz, że ograniczyłeś inby. Ale chyba tylko nieco? O co chodziło z tą ustawką przeciwko Chamberlainowi?

Proponuję zapytać samego premiera, co miał na myśli. Nie mam, na szczęście, wglądu do jego świata przeżyć wewnętrznych.

Czyli ustawki na IRC-u nie było? Ingawaar sam wpadł na wykorzystanie prawa w walce o przywrócenie Witta społeczeństwu dreamlandzkiemu?

Co wy macie z tymi ustawkami? Nie uczestniczę w żadnych ustawkach. W szczególności nie uczestniczyłem w tej przeciwko pseudokibicom ległej warszawa w marcu tego roku w lasach koło Kalet na Śląsku, którą to ustawkę wygraliśmy my. Ba! Ja nawet o niej nie wiem!

W porządku, wierzę na słowo. Szarlotka się skończyła, czas – wzorem klasyka – uderzyć w gong. Jakieś ostatnie słowa miłości do czytelników?

Tradycyjnie już. Cracovia to stara kurwa.

(Rozmawiała Karolina von Lichtenstein)

Dodaj komentarz



Copyright © 2012-2018 KURIER – Mikronacyjny Serwis Prasowy. All rights reserved.
Designed by Theme Junkie. Powered by WordPress.