Jesteś tutaj: Home // Dreamland, Wywiad // Florian von Stettin: „Kocham ten naród”

Florian von Stettin: „Kocham ten naród”

Kim jest Florian von Stettin? Oprócz tego, że właśnie został Premierem najstarszej mikronacji.

[Florian von Stettin, Premier Rządu Królewskiego] Stettin? Na pewno jest wiecznym poszukiwaczem przygód, po które przybył do Dreamlandu i się nie zawiódł. Dla niektórych cały czas jest owiany aurą tajemniczości, jednak moi współpracownicy potwierdzą, da się ze mną żyć. Przesadnie podejrzliwy, zasypujący codziennie korespondencją całe KD, a prywatnie bardzo zapracowany człowiek. To ja!

Brzmi romantycznie.

Romantycznie? Coś w tym jest, bo niejako uważam się za przedstawiciela ginącego gatunku romantyków. Proszę jednak się nie obawiać, w głowę sobie nie strzelę, jak to mieli w zwyczaju naśladowcy Wertera (śmieje się).

Chyba jakoś niedawno w Dreamlandzie ktoś własnie sobie w głowę strzelał. Jeśli nie będzie Pan strzelał sobie w głowę, to w jaki sposób nastąpi manifestacja Pańskiego romantyzmu?

A kto powiedział, że w polityce będę kierował się romantyzmem? Na smutne rozmyślania będzie czas przy kieliszku po pracy. W polityce, w którą się wplątałem, na sentymenty nie ma miejsca. Trzeba trzeźwo oceniać fakty i podejmować racjonalne decyzje, inaczej po polityku…

Mam wrażenie, że w Dreamlandzie trzeźwe ocenianie faktów i podejmowanie racjonalnych decyzji nie ma popytu. Poddani Jego Królewskiej Mości Alfreda to romantycy, którzy najlepiej spełniają się w walce i dramatycznych manifestacjach światopoglądowych.

I za to kocham ten naród, za to, że jest nieprzewidywalny. Dziwnie te słowa brzmią z ust człowieka, który niedawno obchodził trzecią „miesięcznicę” pobytu w Królestwie. Pamiętamy, co działo się w sierpniu. Społeczeństwo wtedy pokazało, że stać z założonymi rękami nie będzie, przy urnach też dało wyraz swojej niechęci. Ufam, że te nasze cechy narodowe uda się przekuć w coś naprawdę dobrego.

Trzecia miesięcznica? Bądźmy szczerzy, jest Pan jednak starszy.

Czy starszy? Mikronacyjnym emerytem nie jestem, ale trochę czasu tu już jestem.

Emerytem może i nie, ale już hrabia Chamberlain zwrócił uwagę na Pańską zażyłość z delegatem Kościoła Rotryjskiego, który niedawno przybył do Królestwa. Mówił Pan o romantyzmach, strzelaniu w łeb i cechach narodowych. Można z tego wszystkiego wysnuć wiele wniosków. Ucieka Pan przed rotryjską mafią? Stracił Pan głowę w Kugarii? A może to Pan był legendarnym człowiekiem stojącym za Al Rajnem?

Co mam mówić? Z Eminencją Medyceuszem znamy się „realnie”, to nic chyba dziwnego, że wie, kim jestem.

Dreamlandczycy wciąż nie wiedzą. Mówiłam o ścinaniu głowy w Kugarii? Po lekturze tego wywiadu to tutaj Panu obetną za te „realne znajomości”. O ile Sarmaci są bodaj najbardziej zdewirtualizowanym narodem świata, o tyle Dreamlandczycy najbardziej w mikroświecie preferują się nie spoufalać. Już jeden z nowszych obywateli to ładnie skwitował: „widzę, że wszyscy kochacie prywatne wiadomości na forum”.

Prewencyjnie zdementuję plotki, łba mi w tej mongolskiej dziczy nie obcięli, czarna mafia mnie nie ściga, bo i powodów nie ma a Al Rajn? Totalnie nie w moim klimacie. Czasem ta dewirtualizacja szkodzi mikronacjom, chociaż ja tam uważam, że dobrze by było takie zjazdy zapoznawcze organizować, przecież kiedyś były takowe organizowane w KD, ale to było bardzo dawno. Wracając jednak do pytania poprzedniego, jeśli JE Chamberlain taki ciekawy to niech zawiąże komisję śledczą na wzór tej realnej i poluje. Na wyznania przyjdzie z pewnością czas, gdy będę wypoczywał w swojej hacjendzie. Może gdyby znalazł się drugi Jazłowiecki, książka by z tego wyszła (uśmiecha się do rozmówczyni).

Pozdrawiamy w tym miejscu diuka Jazlowieckiego, który nas niewątpliwie czyta, nawet jeśli się głośno do tego nie przyzna. Swojego czasu napisałam haiku na konkurs. Było dosyć kiepskie, ale jakimś cudem zdobyło trzecią nagrodę. Pozwolę sobie zacytować: Płaczą nad trupem / Ten rodzi się na nowo / W następnym kraju. Interpretacja nie jest trudna. W orientyckich rejonach mikroświata od lat obserwujemy dosyć osobliwy zwyczaj zaprzestawania działalności pod jednym nazwiskiem, aby po jakimś czasie odrodzić się na nowo w zupełnie innym kraju pod innymi personaliami. Rekordziście zajęło to podobno zaledwie parę godzin. Niby wtajemniczeni i tak wiedzą, kto jest kim, ale dla obserwatorów zewnętrznych jest to co najmniej konfundujące. Ma człowiek kogoś na GG zapisanego tak i tak, a rok później uświadamia sobie, że ta osoba w międzyczasie zmieniła personalia z cztery czy pięć razy. Dosyć osobliwy zwyczaj, w szczególności dla kogoś z Sarmacji, gdzie nie tyle odgrywa się jakąś rolę (jak to bywa w tzw. klimatycznych państwach), ale przede wszystkim stara się wcielić w lepszą wersję samego siebie. Mam jedno pytanie: dlaczego?

Może dlatego, że to jest zabawa? Chciałem coś zmienić i tak przekroczyłem granicę dreamlandzką. Swoją drogą odniosę się do treści tego wiersza, bodajże to był lipiec, kiedy można rzec z nudów przeglądałem fora państw umiejscowionych na Nordacie, czego unikam. Wertowałem i można rzec, że doszedłem do wniosku, że takowe “trupy” również i w Dreamlandzie się kręcą. Wytrawni znawcy areny międzynarodowej też pewnie zdążyli wpaść na to co ja, więc dla niezorientowanych powiem tylko mucias gracias. :)

Sugeruje Pan, że nasi znakomici hrabiowie i baronowie kręcą się po mikroświecie w nordackich przebraniach? Ciekawostka. Okej, z powrotem do Dreamopolis. Zainstalował się Pan w Pałacu Rady po dosyć niespodziewanym wyniku wyborów, w których pokonał Pan weterana mikronacji. Jak pierwsze dni?

Powoli oswajam się ze swoim nowym gabinetem, zawiesiłem na ścianie portret Senancoura. Ktoś by powiedział, że grilluje nawet tylko z ram obrazu, a ja tam mówię, że po prostu ciepło mi się na serduszku robi, gdy go widzę. Pierwsze dni minęły tak jak powinny. Ministrowie otrzymali bieżące dyspozycje, jak na razie sprzątamy bałagan w rejestrach, który zostawili nam poprzednicy. Na większe działania przyjdzie czas we wrześniu.

Będziemy jeszcze świętować dwudziestolecie Królestwa?

Bez wątpienia. Nic dwa razy się nie zdarza, to samo z rocznicą istnienia Królestwa. Trwają prace nad audycją radiową. Dziękuję w tym miejscu wszystkim, którzy zadeklarowali wsparcie. Jesteście wielcy i ufam, że uda nam się wypracować coś dobrego. Okazji będzie jednak zdecydowanie więcej, to jednak niebawem. Niedawno narodził się w mojej głowie pomysł na stworzenie wystawy wszelkich dzieł i twórczości Dreamlandczyków w ostatnich 20 latach, tyle ciekawych artykułów można byłoby odgrzebać, tyle obrazów, tyle wierszy. Nawet jeden w tej chwili mi się przypomniał. W Bibliotece św. Róży nie widnieje, a powinien. Zacytować fragmencik można?

Można, można.

Tu trzeba pracy od podstaw

klimatu dla liberałów

klina klinem? To nie dla mnie

zostawiłem to, zaniechałem

Po namyśle dodam

że jest tak, jak mówię

klina klinem? To nie dla mnie

zostawiłem to, zaniechałem.

Autorem jest nie kto inny jak Angus Kaufman. Menda pornograficzna, ale ten wierszyk wysmarował całkiem całkiem.

Ach, drogi pamięci Angus. Wszyscy pamiętamy i tęsknimy, chociaż otwarcie nie przyzna tego nikt. A wiersz jest znakomity na koniec naszej rozmowy. Ja z kolei miałam taką śmieszną przygodę z Biblioteką św. Róży. Jak byłam dużo młodsza, pisałam jakieś typowe dla tego wieku wiersze i publikowałam je na portalach poetyckich. Na początku tego roku przyglądałam się zbiorom, i ze zdumieniem odkryłam w budynku biblioteki dwa moje wiersze w jednej z antologii, z czasów gdy jeszcze nie wiedziałam, czym są mikronacje. Notabene, osoba, która je splagiatowała, swojego czasu swoim osobliwym podejściem do sztuki (jakby ujął to JKW Artur Piotr) zarobiła sobie na pomnik „Ctrl+C Ctrl+V” w Książęcym Mieście Grodzisku. Ale to materiał na dużo dłuższą opowieść. Chyba nawet artykuł. Intrygujące, w jaki sposób to wszystko potrafi się zabawnie spleść. Niemniej, jakieś końcowe słowo do czytelników?

[wyciąga z kieszeni kartkę] Drodzy moi, przeczytałbym pewnie z kartki kilka patetycznych zwrotów, nie zrobię tego. Chciałbym wszystkich obywateli prosić o wsparcie na tę kadencję. Przed nami wiele wyzwań, jednak wierzę, że razem uda nam się zwyciężyć. Zróbmy to dla naszego ześwirowanego, ale kochanego Dreamlandu. Wasz Premier. PS. Alfred. i see you!

(Rozmawiała Karolina Aleksandra)

2 komentarze do " Florian von Stettin: „Kocham ten naród” "

  1. Kawowy napisał(a):

    Posługiwanie się różnymi tożsamościami jest IMO największym problemem mikronacji AD 2018. Nie mówię tu o zmianie personaliów, do czego każdy ma prawo, ale o kreowaniu osobnej „postaci” pod bieżące potrzeby. Że powołam się na przykład Emila Potockiego, który nie był łaskaw ujawnić, że wrócił do Sclavinii. Kto powiedział, że kloning musi zawierać się w granicach jednego państwa? Tolerowanie takiej sytuacji prowadzi nieodmiennie w jedno miejsce – na Nordatę. Nie rozumiem, czemu Dreamlandczycy to tolerują. Chyba, że wcześniejsza tożsamość premiera jest tajemnicą Poliszynela. Wtedy cofam zastrzeżenia.

  2. Ekscelencjo, nie każdy sobie życzy by ludzie wiedzieli o poprzednim wcieleniu. Znam wiele takich osób, więc takie insynuacje uważam za bezsensowne, szczególnie, że znam Ekscelencje Premiera osobiście.

Dodaj komentarz



Copyright © 2012-2014 KURIER – Mikronacyjny Serwis Prasowy. All rights reserved.
Designed by Theme Junkie. Powered by WordPress.